sticky

wtorek, 29 kwietnia 2014

Jak rysować stopę od frontu - praktyka...

Męczymy dalej anatomię stopy ;) 

Witam wszystkich serdecznie ! Dzisiejszy program będzie sponsorowany przez literę "S". Tak, właśnie, będziemy dalej męczyć naszą stópkę, ale tym razem nie obejdzie się bez naszych przyborów do rysowania. :) Wdrażamy bowiem rysowanie stopy od frontu w życie. Zanim zaczniemy warto przypomnieć sobie o czym pisałam poprzednio bo na pewno te informacje nam się przydadzą. :) 
Zaczynamy.



Przede wszystkim na początek rysujemy dwie krzyżujące się ze sobą osie. Pionową i poziomą. Na linii poziomej po prawej i lewej stronie zaznaczamy sobie punkty: A - najbliżej środka, B zaraz za A i C. Odcinki A i B są takiej samej długości po obu stronach osi pionowej, natomiast C, z lewej musi być dalej niż C po prawej stronie. Kolejnym punktem jest D. Zaznaczamy je na osi pionowej na długości większej  od środka niż odcinek C po lewej stronie na osi poziomej. 
W ten oto sposób mamy zaznaczone punkty decydujące w naszym rysunku. Kolejnym krokiem jest przedłużenie punktu obu C w dół wzdłuż osi pionowej i przedłużenie punktów B w górę, również wzdłuż osi pionowej. 







Teraz zajmiemy się górną partią stopy, czyli tą częścią, która nie podlega skrótowi perspektywicznemu.
Od punku A po lewej stronie rysujemy linię w górę, tworzymy wypukły łuk, praktycznie od razu, i schodzimy ku osi pionowej a następnie kierujemy linie od osi ku zewnętrznej stronie, tak jak układa się linia łydki.
Robimy to samo ze stroną przeciwną, z tym że wewnętrzną kostkę rysujemy nieco wyżej niż zewnętrzną. Zapewne pamiętacie, że wspominałam o tym poprzednio. Jeżeli kostki są bardzo słabo zarysowane i niewidoczne, nie rysujecie brzuszków, a linie tworzycie mniej powyginaną, a bardziej prostą.







Następnym krokiem jest przejście do dolnej partii stopy. Przy punkcie D rysujemy sobie delikatny łuk stykający się po obu stronach osi z przedłużeniami punktów C. Potem po obu stronach z punktów A rysujemy kolejne łuki ale wklęsłe do środka. Czyli tworzymy taki podobny kształt do ujęcia USG. Teraz łatwiej jest zauważyć, że prawa odległość od osi pionowej do przedłużenia punktu C jest znacznie mniejsza niż ta po lewej stronie. Tak powinno być, ponieważ prawa strona służy dużemu palcu a lewa dotyczy całej reszty. 









Rysujemy duży palec u stopy. Tak jak wcześniej wspomniałam umieszczamy go na prawej powierzchni między osią pionową a przedłużeniem punktu C. Dolna linia dużego palca powinna mieścić się na linii naszego łuku. Palec rysujemy na kształt mocno spłaszczonej piłki lub poziomego jajeczka. Nad nim dodatkowo rysujemy linie stawu, który łączy się z palcem, a patrząc od przodu znajduje się za nim. Rysujemy taki sporych rozmiarów wzgórek - to jest ta linia przy której trzymam ołówek. 




Następnie przechodzimy do małych palców po lewej stronie. W tym celu cały lewy odcinek dzielimy po łuku do przedłużenia lewego punktu C na cztery części, przy czym część pierwsza musi być nieco większa od pozostałych. Pozostałe natomiast muszą być nieco mniejsze ale równe sobie odległością. Czyli duży palec u stopy jest największy i najszerszy, za nim stoi szerokością drugi palce a cała reszta ma te same szerokości ale mniejsze od szerokości drugiego palca. 









Kształty małych palców rysujemy podobne do dużego palca, na styl falbanki. Następnie drugi palec łączymy z dużym palcem za pomocą wygiętej linii przypominającej zdeformowaną literkę "S", która powinna kończyć lub zaczynać się mniej więcej ponad połową naszego poziomego jajeczka. 








Nad dużym palcem, na osi pionowej zaznaczmy sobie kolejny punkt E. Przedłużamy go poziomo na lewą stronę. To jest nasza wysokość do jakiej musimy narysować dalsze linie małych palców. Pamiętajcie, że muszą one iść po lekkim skosie, czyli im bardziej do góry tym bardziej w stronę pionowej linii osi. Przy rysowaniu prawej stopy będą biegły na prawo, przy rysowaniu lewej będą biegły na lewo. Ich linie także muszą przypominać delikatne " S". 





Na koniec rysujemy lewą linię stopy do punktu A, a następnie zaznaczamy paznokcie na palcach, które będą przypominać kształtem wygięte spodki. I mamy całą stopę gotową. Z lewą postępujemy podobnie, uważając tylko na to, która strona jest zewnętrzna a która wewnętrzna aby rozrysować na prawidłowej wysokości kostki. Naturalnie o ile są one widoczne.
UWAGA!!!
Bardzo ważną rzeczą jest to abyście zapamiętali, że punkty C i D to wartości stałe. Natomiast A i B to wartości zmienne, i w zależności od tego czy stopa w kostce jest szczuplejsza czy grubsza ich rozstaw na osi poziomej się zwiększy lub zmniejszy. Może zdarzyć się tak, że nałożą się na siebie tworząc jeden punkt. Wszystko będzie zależeć od tego jaką stopę będziemy rysować :) .





No i na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że dzisiejszy post zmniejszył antypatię do rysowania tejże części ciała ludzkiego ;) Pozdrawiam ciepło i serdecznie ! ;) 


Czytaj Więcej »

piątek, 25 kwietnia 2014

Jak rysować stopę od frontu - teoria... :)

Czyli powrót do studiowania proporcji ciała.

Wielkie BONŻUR dla moich pierniczkóFF ;) Dzisiaj trochę teorii. Jako że jakiś czas temu pojawiła się prośba o poruszenie kwestii dotyczącej rysowania stopy od przodu, dzisiaj postanowiłam prośbę wprowadzić w życie. :) I jak to zazwyczaj u mnie bywa, zanim przejdziemy do konkretnego działania ołówkiem chciałabym co nieco opowiedzieć o tej biednej stopie, jej wymiarach, cechach szczególnych, a także przede wszystkim podpowiedzieć na co zwracać uwagę rysując stopę frontalnie. 

Zanim zaczniemy rozważać kwestie samej stopy warto zwrócić uwagę na całą jej otoczkę. Czyli to co idzie ze stopą w parze. Bo przecież stopa sama dla siebie nie istnieje. Poza stopą w sensie dosłownym mamy także kostki oraz łydkę, z którą stopa się łączy. Przystępując do analizy przed rysowaniem warto także przyjrzeć się ogólnemu kształtowi ponieważ od tego wszystko się zaczyna.


I jak zwykle zacznę od tradycyjnego i pomocniczego podziału na osie pionowe i poziome.
Jeżeli chodzi o oś pionową jest ona nam potrzebna w prawidłowym rozplanowaniu szerokości stopy. Jak widać odcina ona część wewnętrzną ( ta z dużym paluchem ) od zewnętrznej ( reszta palców ).  Oś pozioma natomiast ma nieco inne zadanie. P
omaga nam oddzielić części, które ulegają silnemu skrótowi perspektywicznemu ( dolna ) od tych, które mu nie podlegają ( górna ). Tak więc łydka i kostki nie podlegają, natomiast cała dolna część już tak. I w tym przypadku rysując stopę od przodu należy wziąć pod uwagę, że ta część która styka się bezpośrednio z podłożem ulega silnemu skrótowi perspektywicznemu. Co za tym idzie większe będzie to, co znajduje się w czołowym punkcie stopy ( w tym przypadku są palce ). Cała reszta jest nienaturalnie skrócona - spójrzcie na odcinek od białych kręgów do czerwonej poziomej osi. 
Aby łatwiej było wam to pojąć wyobraźcie sobie, że wszystko co jest ustawione do nas przodem i położone równolegle do podłoża ( stopa ), ulegnie silnemu skrótowi perspektywicznemu. To co jest położone do nas przodem ale prostopadle do podłoża  ( łydka i kostki ) nie ulegnie skrótowi perspektywicznemu. Odnoście skrótu będę jeszcze pisać osobno, więc nie bójcie się żaby. ;)



Analizując dalej spoglądamy na początek na część, która nie podlega skrótowi. Jak uchwycić ogólny zarys stopy ? Zwróćcie uwagę na dwie grubsze linie po lewej i prawej stronie.  Na takiej zasadzie tworzymy zarys górnych części stopy. Jest to oczywiście zarys ogólny, ale uwzględnia istotne części stopy- kostki. Te dwa brzuszki po obu stronach muszą zostać zaznaczone. 
Kolejna rzecz - pamiętajcie, że kostka wewnętrzna będzie zawsze wyżej od tej zewnętrznej, choć czasem jest to różnica bardzo nieznaczna to jednak warto o tym pamiętać. Naturalnie dla pewności zaznaczę, że wewnętrzna część jest po tej samej stronie co duży palec u nogi. Zewnętrzna po przeciwnej. 
Rysując linie łydki pamiętajcie aby rysować je zwężające się ku dołowi. Czyli im bliżej kostek tym bardziej linie łydki będą się ze sobą zbiegać.
UWAGA!!!
Jako że różnie z tą budową anatomiczną bywa, i nie wszystkie stopy są szczupłe oraz o idealnych kształtach, koniecznie trzeba obserwować co się rysuje. Ze stopami jest jak z twarzą. Każda jest inna. Tym bardziej, że w wyniku różnych defektów anatomicznych, urazów, czy nadwagi, niektóre z tych linii mogą ulec zmianom. Np. W wyniku skomplikowanego złamania, kostki będą na tym samym poziomie a nie na różnym tak jak powinny. 



Od kostek w dół już zaczyna nam się część stopy  podlegająca skrótowi. Jej linie kierując się ku dołowi ulegają rozkloszowaniu. Tak jak biegną trzy białe strzałki, tylko głupia dałam je w odwrotnym kierunku. :P
Spód stopy zaznaczony jest przez końcówki palców a te leżą podług delikatnego łuku. Gdyby tak wziąć pod uwagę dwie boczne strzałki i ten łuk od dołu to będzie to całość kształtem przypominać nam obraz z USG. 
No i oczywiście palce. Jako że podlegają skrótowi będą się wydawać nienaturalnie wielkie. Ale na tym to polega. Ponad to zauważcie, że duży palec to praktycznie szerokość dwóch kolejnych razem wziętych. :) A dwa ostatnie to połowa dużego palca. Nigdy nie zapominajcie, że ten maluczki na samym końcu bywa często- gęsto podwinięty, jakby się wstydził :) A tu przecież nie ma czego, bo stopy są piękne ! I urocze na swój sposób. :)  


I jeżeli chodzi o informacje teoretyczne, ty wszystko. Na raz następny pokażę i wytłumaczę Wam jak poradzić sobie z przenoszeniem zarysu stopy na papier, naturalnie spoglądając na nią od przodu. :)


Czytaj Więcej »

wtorek, 22 kwietnia 2014

Zakładki do Książek - sezon drugi :)

Czyli Dalej z Tematem Zakładek :)

Witam wszystkich cieplutko po świętach. Mam nadzieję, że odpoczęliście i najedliście się mnóstwa słodkości i wyborności. Dzisiaj ponownie temat zakładek. Miało być zupełnie coś innego, ale jako że wyjechałam na święta i zapomniałam sobie zabrać wszelkie niezbędne rzeczy do scalenia tematu, niestety muszę Was jeszcze dzisiaj pomęczyć zakładkami. :) Od następnego razu zaczynamy z powrotem działanie rysunkowo- artystyczne ;) A tymczasem, borym lasem, przedstawiam Wam kolejny sezon zakładkowy :P
Tym razem myszy, owce, barany, świnie, żaby i ponownie... koty na tapetę :) .






Niestety, kochani dzisiejszy post jest jednym z krótszych na blogu. Ale bez obaw. Dzisiaj wracam do domu i od jutra znowu będę mieć ręce pełne roboty. Ale zanim to nastąpi pozwolę sobie obejrzeć kolejny odcinek Gry o Tron he, he. Trzymajcie się ciepło i do następnego. ;)


Czytaj Więcej »

piątek, 18 kwietnia 2014

Drewniane Zakładki do Książek...

Czyli czytamy z Milusińskimi u boku :P 

Drogie króliki moje ! Chciałam Wam życzyć wspaniałych Świąt Wielkanocnych ! Ogromnego jajka, cudownych baraknów i owieczek ( nie koniecznie do snu :P ), i przede wszystkim spokoju ducha i pysznych babeczek ^.^. Z okazji zbliżających się świąt dzisiaj będzie lajtowo na blogu ;) 
Czyli nieco zwierzątkowo, bajkowo a przede wszystkim przyjemnie :) Oczywiście tematem dzisiejszego dnia będą zakładki do książek. Jako że lubię czytać a przede wszystkim jestem zagorzałą zwolenniczką książek tradycyjnych - czyli tych papierkowych a nie komputerowych - kiedyś pomyślałam sobie, że byłoby fajnie mieć coś uroczego do znakowania miejsca w książce. Zawsze szukałam w różnych miejscach ciekawych zakładek, które mogłyby mnie zauroczyć od pierwszego wejrzenia, ale takich nie spotkałam. Dodatkowo koleżanka poprosiła mnie jednak o zaprojektowanie dla niej właśnie zakładki. Oczywiście zeszło mi pół roku aby wpaść na jakiś konkretny i fikuśny pomysł.  Problem był tylko jeden - skąd wziąć materiały ? Z tym było cienko, aż ostatnio ni stąd ni zowąd wpadły one w moje ręce i postanowiłam zrealizować swoje pomysły. Tak więc chciałabym zaprezentować Wam owoce mojej pracy :) 


Seria 1.




Seria 2. 




Zakładki są wykonane z cienkiego drewienka, ręcznie wycinane, malowane i dekorowane różnymi dodatkami. Do wyboru do koloru. Mamy grzybki, zwierzątka... i głównie grzybki i zwierzątka jak na razie. Planuje wykonać ich znacznie więcej. Rozmiarowo się różnią, ale mieszczą się w przedziale między 15 - 18,5 cm w długości. Tylko kotek w serii pierwszej jest nieco mniejszy. Mierzy około 13-14 cm. Zakładki są gruntowane, tak więc nie ma opcji aby brudziły papier. Poza tym opracowałam ciekawy sposób, który umożliwia zakładce trzymanie się książki. Zapewne miewaliście takie problemy, że zakładka niechcący wypadła  i zgubiliście zaznaczony fragment. Zawsze mnie wtedy szlag trafiał, tak więc postanowiłam wymyślić coś, co pomoże zakładce trzymać się książki bez uszkadzania kartek :)
Zakładki są naturalnie dwustronne, innymi słowy, z którejkolwiek strony będziecie patrzeć, będzie sympatycznie :) 
Naturalnie planuję wykonać znacznie więcej zakładek. Zdjęcia będę systematycznie zamieszczać na facebooku.   Również gdyby ktoś miał ochotę sobie zamówić, jestem otwarta na propozycje. Możemy pomyśleć nad wspólnym motywem, albo podjąć decyzję względem już istniejących. Gdyby ktoś był chętny, proszę pisać pod adres kontaktowy na blogu ;) 

Tymczasem raz jeszcze życzę wszystkim spokojnych świąt. Odpocznijcie, a ja wracam do śmigania zakładek :P

Czytaj Więcej »

wtorek, 15 kwietnia 2014

Jak cieniować ołówkiem - ćwiczenia

Czyli ćwiczymy odrobinę ruchy naszej rączki :) 

Witam Was moi kochani ! Może niektórych z Was zdziwi temat dnia dzisiejszego, niektórym może wydać się i banalny, ale wiele osób już zadawało mi to pytanie : " jak cieniować ołówkiem ?". Szczerze powiedziawszy długo zastanawiałam się nad tą kwestią, ponieważ jest to dla mnie sprawa bardzo spontaniczna, nad którą nigdy się nie skupiałam w całej swojej twórczości, jako że działa na tej samej zasadzie co mruganie powiek lub oddychanie. Po prostu jest to coś co wychodzi ze mnie bez żadnej analizy i z pewnością jest to coś indywidualnego dla każdego z Was. Ale w końcu doszłam, może nie tyle wniosku co pomysłu, jak bardziej przybliżyć Wam technicznie ten problem i pomóc w działaniach. Wymyśliłam bowiem trzy ćwiczenia, z którymi na pewno sobie poradzicie bez problemów. 

Zanim zacznę chciałabym tyko wspomnieć o pewnej podstawie, która jest nieodłączną częścią cieniowania. Wszystko bowiem bazuje na docisku ręki, a co za tym idzie ołówka do papieru. Na pewno Ci z Was, którzy są bardziej zaawansowani zdają sobie sprawę, że im bardziej dociskamy ołówek, tym mocniejsze ślady zostawia. Jeżeli złagodzimy nacisk, ślady ołówka będą słabsze. Na tym wszystko polega. 

Naturalnie dzisiejszy post nie wszystkim z Was się przyda, ale może odkryjecie w nim coś nowego dla siebie, czego nie dostrzegaliście wcześniej ? A jeżeli nawet nie, zawsze możecie poćwiczyć dla samej zabawy ;) 


   
Zaczynamy od podstaw. Chwytamy za ołówek,  najlepiej aby był to ołówek z miękkim grafitem, czyli jakiś z rodziny B - ja użyłam 5B. Bierzemy kartkę , byle jaką - może być nawet taka do drukowania - to nie ma znaczenia i rozpoczynamy rysowanie. Stawiamy kreski, ruszając ręką w górę i w dół, przesuwając powoli rękę w kierunku od siebie lub do siebie. Zaczynamy od silnego nacisku, który w miarę poruszania się ręki powinien być coraz słabszy. Zobaczycie jak nasze ślady ołówka z bardzo intensywnych jaśnieją i stają się delikatne, ledwie zauważalne.



Kolejne ćwiczenie jest bardzo podobne. Wykonujemy je tylko odwrotnie. Zaczynamy od bardzo delikatnych muśnięć po papierze a w miarę poruszania się naszej ręki zwiększamy nacisk aż dobrniemy do silnego odcienia czerni.
Starajcie się aby przejścia między tonacjami były delikatne i płynne - to bardzo ważne.







Ostatnie ćwiczenie jest połączeniem dwóch poprzednich. Wykonujemy te same ruchy w ten sam sposób i cieniujemy na przemian, od najjaśniejszych tonacji do najciemniejszych i od najciemniejszych do najjaśniejszych. Głównie chodzi tu o to by przyzwyczaić i wyćwiczyć  rękę pod względem zwiększania i zmniejszania docisku i aby mieć nad tym pełną kontrolę. Aby to działało automatycznie i naturalnie jak oddychanie czy chodzenie. 



Oczywiście to jeszcze nie wszystko. To co zostaje wam na papierze to pierwsza warstwa ołówka. Do tego musimy wdrożyć technikę nakładania ołówka " na krzyż", o której jakiś czas temu wspominałam.
Na warstwę pierwszą nakładacie kolejne w różnych kierunkach tak by się ze sobą krzyżowały. Naturalnie kolejne warstwy także tonujecie zachowując zgodność z intensywnością tonacji w warstwie pierwszej. Dzięki temu zakrywamy ewentualne luki między kreskami jakie zostawia ołówek. 

UWAGA !!!
Podczas wykonywania tych wszystkich ćwiczeń starajcie się nie odrywać ręki / ołówka od papieru.  


To na razie tyle. Może było krótko, a może nie...coś w każdym bądź razie wykombinowałam dla potrzebujących  :) 


Czytaj Więcej »

piątek, 11 kwietnia 2014

Jak łączyć Węgiel i Białą Kredkę?

Bo czasem sam węgiel nie wystarcza ? 

Cześć kociaki ! Ostatnio było wiosennie a teraz będzie węglowo :) Chciałabym bowiem pokazać wam jak połączyć węgiel z białą kredką, gdyż w ten sposób jesteśmy w stanie uzyskać świetne efekty i przede wszystkim wzmocnić i zaakcentować kolorystykę pracy a także estetyczny odbiór naszego dzieła.

Wbrew pozorom nie jest to takie proste jakby się wydawało i wymaga nieco pracy i cierpliwości a przede wszystkim precyzji w ruchach, ale także nie jest aż tak trudne jak współpraca z akwarelami, tak więc luzik, gwarantuję że wszyscy załapiecie o  co kaman :P 

Co nam będzie potrzebne do pracy ? Papier ma się rozumieć. Wybieracie sobie dowolny byle miał jakiś kolor ponieważ z białym niczego nie osiągniemy. Ja tam lubię pracować z papierem pod pastele, ale to już indywidualna kwestia do rozpatrzenia dla każdego z Was. Poza tym na pewno potrzebny nam będzie węgiel - najlepiej w kredce ( ołówku) - i biała kredka. Do wykonania wstępnego szkicu możecie także potrzebować ołówka, no chyba że wolicie od razu mazać węglem. Ani jedno ani drugie nie jest przymusem ;) Do wyboru do koloru. 



Jeżeli wcześniej postanowiliście zrobić szkic ołówkiem poprawiamy wszystkie linie delikatnie węglem. Możecie od razu wszystko na raz albo na początek skupić się tylko na jednej partii, od której zamierzacie zacząć pracę. W moim przypadku jest to twarz i ciało owej pani i na tym będę tłumaczyć o co chodzi z tym całym łączeniem węgla i kredki. 
Natomiast jeżeli od razu zaczynacie szkicować węglem to powiedzmy, że ten etap możecie pominąć ;) 
UWAGA !!!
Zanim przystąpicie do cieniowania musicie wiedzieć, że jeżeli łączymy dwa kontrastowe kolory jak np. biel i czerń, czerń ( węgiel ) odpowiada za cienie, a biel ( biała kredka ) za światło, tak więc nakładajcie je podług przeznaczenia. 







Zaczynamy cieniować. Pierwszym sposobem jest nakładanie najpierw węgla a dopiero potem białej kredki. Oczywiście węgiel nakładamy tak jakbyśmy nakładali ołówek, zostawiamy jedynie nieco większe przestrzenie dla światła aby można było zagrać także białym kolorem. Węgiel nakładajcie ostrożnie aby niczego sobie nie rozmazać. To ważne podczas łączenia kolorów. Kiedy dojdziecie do momentu, w którym trzeba będzie użyć białej kredki uważajcie aby podczas wypełniania jasnych partii nie najechać na kreski pozostawione przez węgiel. To bardzo ważne ponieważ w przeciwnym razie biel zacznie się rozmazywać z czernią i wyjdzie nam brudny odcień, a naszym celem jest pozostawienie czystej bieli. W tym celu najlepiej zostawić sobie niewielki margines pomiędzy jednym a drugim odcieniem. Nie martwcie się o lukę, jeżeli będziecie precyzyjni może uda się ją zrobić bardzo niewielką, ale nie jest to konieczne. Kolor papieru powinien idealnie wypełnić lukę. Stanowi od dla nas bowiem kolor pomocniczy w pracy. 



Drugim sposobem będzie nakładanie najpierw białej kredki a potem węgla. Oczywiście może się wydawać, że ten sposób jest o wiele wygodniejszy, niestety ma swoje minusy. Kredka bowiem jest twardsza od węgla i śliska, węgiel natomiast jest bardzo miękki i szorstki, matowy, dlatego też problematyczne może być pozostawianie śladów węgla na białej kredce. Aby ten mix nam wyszedł warto zastanowić się, które partie wymagają delikatniejszego traktowania przez biel i ten sposób użyć dokładnie w tych konkretnych miejscach. Im mniej warstwy kredkowej na papierze tym lepiej będzie ją pokrywał węgiel. 



Te dwie metody można ze sobą łączyć choć można także stosować osobno. Ja tam jestem za łączeniem zważywszy, że każda z nich sprawdza się w innej sytuacji. 
Dodatkowo, nawiązując do punktu pierwszego, kolor biały odpowiada w tym przypadku za światło a kolor czarny za cień. Wiadomo, że cieniując jedno i drugie nie zostawiamy radykalnych linii granicznych tylko je tonujemy aby łagodnie przechodziły z jednej w drugą. Bardzo ważne jest jednak samo zastosowanie tych dwóch kolorów. Im bardziej coś jest oświetlone, czy też wypukłe, tym mocniej dociskamy białą kredkę. Im głębszy cień, tym mocniej dociskamy węgiel. Pomiędzy jednym a drugim natomiast zostawiamy miejsca pośrednie, tak w węglu, jak i w białej kredce. 

Tak więc biorąc pod uwagę wszystkie punkty razem wzięte wykańczamy w ten sposób całą naszą pracę :) 


Łączenie węgla z białą kredką może nie należy do najłatwiejszych ale jest do opanowania. Wystarczy uzbroić się w cierpliwość i wyposażyć w dokładność i jak podczas każdej pracy podchodzić do wszystkiego ze spokojem. Nerwy i pośpiech - jak wiadomo nie od dzisiaj - to zły doradca ;)


Czytaj Więcej »

wtorek, 8 kwietnia 2014

Jak kolorować kredkami Lilie ?

 Czyli Kredki i Kwiaty w ramach odpoczynku :)

Witam wszystkich serdecznie ! Dzisiaj trochę odpoczniemy od akwareli, chociaż jeszcze nie zakończyłam całkowicie tematu. Zresztą żaden temat na blogu nie jest i chyba nigdy nie będzie oficjalnie zamknięty. W sztuce takie konkretne określenie końca raczej jest rzeczą niemożliwą :P

Na dzisiaj przygotowałam ...tak wiosennie...temat o kwiatach a konkretnie o Liliach i jak to z nimi wygląda jeśli brać pod uwagę technikę rysowania kredkami. Tak więc może od razu przejdę do rzeczy aby was dłużej nie trzymać przed monitorami bo piękna pogoda jest i za pewne macie ochotę na wiosenne szaleństwa tudzież miłości ;) 

Co nam będzie potrzebne do wykonania takiej Lilii ? Przede wszystkim ołówek do wykonania szkicu i kredki do kolorowania, ale to chyba oczywiste :P Na pewno warto przygotować sobie kolory takie jak: żółty ( mogą być dwa rodzaje - cytrynowy i ciemny ), pomarańczowy, brąz Van Dyck ( lub ciemny brąz), zieleń khaki, szary, biały, fioletowy oraz czerń. 



Naszą pracę zaczynamy od wykonania sobie dokładnego szkicu. Czyli zwracamy uwagę na to jak układają się płatki, strączki, listki i zaznaczmy to sobie na kartce. Najlepiej robić to delikatnie tak by ołówek później nie był zbytnio widoczny. Zawsze przed przystąpieniem do kolorowania można sobie dodatkowo co nie co wymazać gumką. 







Zaczynamy kolorować od środkowej części kwiatu, czyli tam skąd wyłaniają się strączki czy też wąsiki. Na cały środek nakładam kolor żółty. Jeżeli macie ochotę na dwa odcienie, to najpierw cytrynę a potem ciemną żółć, którą wzmacniam zwłaszcza najgłębsze partie. 
Strączki kolorujemy zaczynając od żółtego, poprawiamy pomarańczem i na koniec wzmacniamy cienie  i łodyżki brązem. 
Płatki to głównie połączenie bieli i szarości. Szary nakładam w miejscach cienia a także zaznaczam nim delikatnie linie, które tworzą się na płatkach. Bielą koloruję najjaśniejsze punkty, czyli te przestrzenie, które są wypukłe. Zauważcie, że płatki Lilii wyginają się na zewnątrz, dlatego też najwięcej cienia będzie od strony środkowej kwiatu i często na linii załamania płatka. Te dwa punkty zaznaczyłam na obrazku określając je kolorem szarym. 



Tam gdzie mamy szarości możemy dodać odrobiny zieleni lub fioletu, zwłaszcza w miejscach najbardziej pokrytych cieniem.
Kiedy płatki zachodzą jedne na drugie, warto także pomyśleć o wzmocnieniu cienia na elementach spodnich, tym bardziej przy liniach płatka pokrywającego. Wiadomo, że to co kryje zazwyczaj zostawia silniejszy cień na tym co zakrywa. 







Jeżeli macie gdzieś silnie zarysowane cienie możecie pomyśleć o dodaniu odrobiny czerni, aby wzmocnić nie tylko cienie ale także i uwydatnić ogólny zarys i kształt kwiatu. Uważajcie jednak by nie przesadzić. Lilie to kwiaty białe i choć można dostrzec w nich wiele innych kolorów to jednak warto trzymać się jasnych tonacji. W przeciwnym razie Lilia zatraci swój liliowy urok. 
Jeżeli będziecie mieli ochotę lub światło ułoży się tak a nie inaczej możecie stworzyć delikatną białą obwódkę wokół krawędzi płatków. To wzmocni ich delikatność  a biała linia zawsze rozjaśni kwiat ;) 

Liście



Do kolorowania liści będziemy potrzebować koloru żółtego, zieleni khaki, brązu Van Dyck, czerni i bieli.
Zaczynamy od nałożenia żółci na całą powierzchnię liścia. Następnie nakładamy zieleń khaki tonując jednocześnie różnice pomiędzy światłem a cieniem. Najciemniejsze miejsca są zazwyczaj w miejscach nasady liścia, czyli tam skąd wyłania się spod kwiatu i na spodniej części, choć ostatecznie i tak wszystko zależy od naszego wzorca.
Zauważcie że liście Lilii są długie i często powykręcane. Dlatego warto zaznaczyć spodnią część jako ciemniejszą od reszty. Powierzchnie wypukłe poprawiamy delikatnie bielą, a na zaciemnione partie dodatkowo nakładamy brąz i odrobinę czerni. 



A tak oto wygląda praca w końcowej fazie rysowania kwiatów. Technikę, którą przedstawiłam powyżej możecie wykorzystać nie tylko do kolorowania pojedynczej Lilii, ale także do całego bukietu kwiatów leżących na stole, stojących w wazonie itp.
Bardzo ważne jest byście zwracali uwagę na indywidualne cechy każdego kwiatu z osobna. Każdy bowiem jest inny, czymś się od innych różni - czy kształtem czy kolorystyką... Kwiaty, które ja rysowałam zapewne różnić się będą od tych, które wy będziecie przenosić na papier, ale technika i sposób kolorowania pozostaje ta sama. Mogą ulec zmianie ewentualnie kolory i kształty. 


Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieję, że Was wiosennie zainspirowałam. ;) Poza tym przyjemnie było odpocząć od akwareli...prawda ? ;)


Czytaj Więcej »

czwartek, 3 kwietnia 2014

Jak malować wodę akwarelami ?

Mokro, mokro przed śmigusem :P

Witam wszystkich PanóFF MiśkóFF i Panie MiśkoFFe :P. Już miałam ogłaszać wszem i wobec, że remont bloga dobiegł końca kiedy nagle ....no właśnie. Co nagle to po diable, ale diabła tutaj nie mieszajmy tylko rozsądek. Na początek zaczniemy nie od początku tylko od końca, czyli jak to moja mama zwykła mawiać " od dupy strony", czyli od tego najmniej potrzebnego. Poza tradycyjnymi komentarzami proszę o odpowiedź na pytanie : Co robimy z muzyką ? Zostawiamy czy kasujemy ? A może wyłączamy autostart i każdy będzie sobie załączał na własną rękę? Zdaję sobie sprawę, że przez muzykę strona może się dłużej ładować, zwłaszcza u osób ze słabszym łączem, a także może przeszkadzać kiedy się tak załącza ni z tego ni z owego, dlatego proszę Was pomóżcie podjąć mi decyzję. Na chwilę obecną muzyka jest ale wyłączyłam autostart. Dajcie znać jak tam u was to wygląda ;).....

                     A na dzisiaj przygotowałam mokry temat związany z malowaniem wody. Wyjaśnię parę kwestii i zwrócę na inne uwagę. Mam nadzieję, że kolejny post Wam się przyda i pójdziecie dzięki temu do przodu. :) 
Przede wszystkim zanim rozpoczniemy pracę warto przygotować sobie dwa pędzelki. Grubszy i cieńszy, ale nie konturowy. Oczywiście dobór pędzli i ich grubości zależeć będzie od powierzchni jaką będziecie mieli do pokrycia. Ja zazwyczaj używam 16 i 11. Kolory to różne odcienie błękitów a także zieleni i czerni. Czasem bywa i tak, że woda wymaga także żółci i brązów. Wszystko uzależnione jest od panującej kolorystyki we wzorcu i pamiętajcie by się tego pilnować. 



Przede wszystkim zanim przystąpimy do nałożenia pierwszej warstwy musimy pamiętać aby zabezpieczyć sobie brzegi lub inne elementy, wokół których woda się rozciąga.
Spryskujemy kartkę wodą i nakładamy wcześniej przygotowany kolor błękitny jak pierwszy podkład. Oczywiście wykorzystujemy technikę rozlewania, tylko tym razem przechylamy deskę tylko na prawo lub na lewo, zgodnie z poziomym ułożeniem wody. Wiadomo, skoro woda układa się poziomo nigdy nie będziemy machać deseczką w pionie ;)


Do naszych błękitów dodajemy ciemniejszych odcieni - niebieskie , granaty itp.- i mieszamy je z zieleniami aby stworzyć "mroczny" lazur połączony z turkusem. W tym etapie pracy, oczywiście po wyschnięciu pierwszej warstwy, przyciemniamy delikatnie wodę przy brzegach. Dlaczego ? Ponieważ brzeg zazwyczaj rzuca delikatny cień na wodę, tudzież odbija się w niej, a tym samym jej tonacje kolorystyczne są ciemniejsze. 
Nasze ruchy pędzlem powinny biec poziomo. Dobrze również aby były to typowe pacnięcia, grubsze, cieńsze, nieco falowane i przede wszystkim biegnące poziomo. Im bliżej środka tym powinny być słabsze i delikatniejsze także kolorystycznie. Można w tym celu do naszych kolorów dodać więcej wody, lub świeżo nałożoną farbę zebrać trochę chusteczką i rozetrzeć delikatnie w tym samym kierunku wilgotnym pędzlem. 



Kolejna kwestia to cienie i odbicia  na wodzie.
Co do kolorystki to wszystko będzie zależało od naszego wzorca. Ja rozrobiłam jasną zieleń khaki.
Jeżeli chodzi o sposób nakładania farby to oczywiście poziomo, ale musimy pamiętać o tym by nasze ruchy pędzlem przypominały wygięte we wklęsłe łuki zygzaki. Te zygzaki mogą być regularne lub nie. Mogą łączyć się ze sobą albo układać pojedynczo. Pierwszą warstwę zygzaków nakładam grubszym pędzlem tym samym, którym nakładałam pierwszą warstwę ale robię to tylko jego czubkiem. Pędzle do akwareli często po zmoczeniu układają się w szpice. Te szpice warto wykorzystać niezależnie od grubości pędzla :) 



Na co zwracać uwagę malując odbicia i cienie na wodzie? Przede wszystkim na kierunek w jakim się one układają i na kształty jakie odzwierciedlają. Każda rzecz znajdująca się nad wodą będzie rzucać swój cień i odbicie. W zależności od tego z której strony światło będzie padać na obiekt, w takim czy innym kierunku będą padać cienie. Natomiast w zależności od tego z której strony będziemy spoglądać na obiekt odbijający się w wodzie położenie i kierunek odbicia także ulegnie zmianie. Tak więc w tym przypadku odbicie biegnie po linii pionowej, czyli w dół. Ale może się zdarzyć, że odbicia będą biec  w kierunku prawym lub lewym od brzegu. Ponad to powinny one odzwierciedlać kształt przedmiotu lub obiektu, choć niekoniecznie idealnie, gdyż woda ciągle jest w ruchu. Nawet spokojna woda faluje przez co dobicie się lekko zniekształca. 



Naturalnie odbicia zaczynamy nakładać od najjaśniejszych tonacji a z czasem je przyciemniać. Przyciemniamy naturalnie tylko tam gdzie jest to konieczne. Czyli zwracamy uwagę na to z której strony słońce oświetla obiekt i jak układają się cienie na odbiciach. W moim przypadku światło pada z lewej, tak więc elementy prawe będą w cieniu. Dlatego też silniej zaakcentowałam prawą stronę odbicia  wodzie. Jeżeli odczujecie taką potrzebę to możecie zmienić pędzelek na cieńszy. 




W końcowej fazie pracy wzmacniamy kolorystykę przy brzegach a także wracamy do odbicia w wodzie rzucanego przez zamek. Pomiędzy jasnymi i ciemnymi tonacjami dodałam jeszcze pośrednich tak, aby kolory nie były zbytnio kontrastowe. 
I to wszystko. Cała woda skończona i można przejść do następnego etapu pracy :)


I to by było na tyle. Nic dodać nic ująć. Tak na marginesie tylko jeszcze dodam, że wszystkie moje podróżnicze filmiki z youtube przenoszę na inny kanał aby jednego i drugiego tematu ze sobą nie mieszać. Jakby ktoś chciał subskrybować to wszystko podane jest na głównym kanale albo na blogu Podróże Na Miotle. Dziękuję kochani za uwagę i do następnego ! Ach wiosna nam już przybywa *.*


Czytaj Więcej »
----