sticky

niedziela, 8 maja 2016

Kredki Derwent Artists- moje "Archiwum X"☻

Witam wszystkich moich milusińskich. Mam nadzieję, że u Was wena ogromna a wiosna ją tylko podsyca. U mnie niestety drobny zastój, ale wciąż nad tym pracuję.
Na dzisiaj przygotowałam recenzję kredek Derwent Artists, które pożyczyłam sobie od Ilojleen. Są to pierwsze kredki Derwenta, które wpadły w moje ręce, w pełnym rynsztunku. Ostatnio przeważnie sięgałam po pojedyncze sztuki, a nie zestawy. Tym razem jednak udało mi się zadziałać pełnym zestawieniem. Jakie są moje wrażenia ? Cóż....



Opakowanie


Opakowanie oczywiście metalowe. Lubię metalowe opakowania ponieważ są estetyczne, trwałe i cóż więcej mogłabym pisać na ten temat ? Znacie przecież moją opinię.
Pudełeczko mieści w sobie 24 kredki, a jego rozmiar wynosi 23,5 x 20 cm. 
Producent naturalnie opisuje na tylnej części opakowania wygląd, charakter kredek oraz ich możliwości. Czyli istotne ich cechy. Jakby nie było, te pozytywne naturalnie.  
Ja sobie wszystko wypunktowałam aby po kolei to omówić i niczego nie pominąć. Naturalnie dodam także coś od siebie. ;)
Tak więc, zaczynamy od tego, że :




  1. Kredki są smukłe, o okrągłym trzonie. ( "...round barrel with a wide core..." ).
  2. Nadają się do ogólnych zarysów/szkiców oraz ekspresyjnego rysowania ( "...perfect for broad strokes and free, expressive drawing ..." ). 
  3. Są nieco woskowe, czy też zostawiają woskową teksturę ( "...waxy texture ..." ).
  4. Nadają się do  do pracy z warstwami oraz do blendowania ( "...ideal for multiple layering and blending..." ).
  5. 4 mm grafit zostawia mocne linie i ekspresyjne tonacje. ( punkt 1 na opakowaniu ).
  6. Podczas nakładania na siebie warstw kolorystycznych, uzyskujemy zróżnicowane tonacje i odcienie ( punkt 2 na opakowaniu ). 
  7. Za pomocą techniki krzyżowej ( tej, którą stosuję osobiście - post TUTAJ ), można uzyskać różne tonacje oraz kolory ( punkt 3 na opakowaniu ). 
Oczywiście nie wszystkie te punkty wymagają wyjaśnień. Część z nich jest  dosyć oczywista, nawet na pierwszy rzut oka.  Jednak postaram się wszystko dokładnie przeanalizować i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Wygląd i Kolorystyka


Biorąc pod uwagę pierwszy argument, dotyczący wyglądu kredek, nie bardzo będę się rozpisywać w tej kwestii. Ich wizerunek nie odbiega od tego, co pisze na ich temat sam producent. Jak widać trzony są okrągłe o lakierowanych, okrągłych zakończeniach. Kredki mają wygląd bardzo estetyczny i wygodnie trzyma się je w dłoni. Zdecydowanie zaliczają się do tych smukłych.
Teraz w kwestii kolorystki - mamy 24 kolory. Ogólnie ilość barw jest całkowicie odpowiednia i dobrze dobrana do pełnego rysowania. Mam tu na myśli oryginalne zestawienie kolorystyczne, w którego skład wchodzą odcienie poniżej.
Innymi słowy kolorystyka jest bardzo fajna, choć brakuje w niej odcienia łososiowego - cielistego. Natomiast w moim przypadku, zestawienie przedstawia się nieco inaczej, ponieważ Dominiczka podmieniła dwa odcienie. Zabrała sobie te, których  potrzebowała w danym momencie, a które tak na prawdę nie były mi wcale potrzebne. Z podmiany jestem zadowolona, ponieważ w zamian, do zestawu trafiły dwa niezbędne dla mnie kolory.
Tak więc zamiast bieli i szarego, otrzymałam Light Sienne i Flesh Pink.
Oczywiście, jak już wcześniej wspomniałam, nieszczególnie ubolewałam nad brakiem szarego, a tym bardziej bieli, w zestawie. Bo gdybym nawet tą biel miała,  to i tak bym ją podmieniła na kredkę o miękkim graficie i dużej intensywności - jak Mondeluz czy Derwent Drawing, Inktense  itp.
Poniżej zestawienie kolorystyczne, które miałam do dyspozycji. Flesh Pink jest słabo widoczny ale ma przyjemny jasny cielisty odcień.
Ogólnie rzecz biorąc, pod względem samej kolorystyki jest super. Kolory są dobrze dobrane i można śmiało tworzyć. Jednak siła poszczególnych odcieni jest dosyć słaba. Kredki nie należą do najmocniejszych. Kolory są mało "soczyste", a bardziej stonowane. Najbardziej widać to niestety nie na próbkach ale w praktyce, podczas rysowania i nakładania warstw. Jeżeli ktoś kiedyś będzie potrzebować kredek o mało wyrazistych kolorach, to Derwent Artists będą idealne.
Niestety pod tym względem nie przypadły mi one do gustu. Lubię wyraźne i intensywne kolory. Ponieważ w razie potrzeby, mogę je złagodzić i stłumić. W przypadku kredek o mało wyraźnych odcieniach, nie jestem w stanie sprawić aby były bardziej soczyste. To po prostu niemożliwe. Tak więc wnioskuję, że kredki o soczystych i intensywnych barwach, dają mi więcej możliwości. Są jednak powody, dla których polubiłam Artisty. Ale o tym później.

Grafit


Teraz przejdę do kolejnego elementu opowiadania - grafitu. To, co odczułam już na samym początku użytkowania kredek, to naturalnie twardość i woskowość. Jedno w połączeniu z drugim, czasem było nie do zniesienia. Jeśli twardość jest dla mnie do zaakceptowania ( często sięgam po twarde kredki, choćby BIC Tropicolors ) to wojskowość już nie bardzo. Dlaczego ? Ponieważ według mnie, utrudnia ona nakładanie kolorów warstwowo. Im więcej warstw, tym gorzej kredki się nakładają, ponieważ powierzchnia na którą nakładamy kolejne kolory, staje się coraz bardziej śliska. Jednak dokładniej będę o tym pisać, gdy poruszę temat pracy z kredkami.
Tak więc, wraz sumując, grafit jest twardy. Odniosłam wrażenie, że twardszy nawet od BIC Tropicolors. Daję 1 na 8. I właśnie dlatego, gdyby w zestawie była biała, to zdecydowanie bym ją podmieniła. Twarda i biała kredka, to według mnie, kiepski dodatek do zestawu. Osobiście lubię intensywną biel, zawartą w miękkim graficie. Dlatego tak bardzo sięgam po Derwent Drawing czy KIN Mondeluz.



Poniżej prezentuję także tabelę porównawczą, odcienia czerwonego Derwent, z odcieniami innych firm. 

Jak widać kolor nie jest zbyt intensywny. Mieści się między Conte a Bambino. 

            Tak więc omówiłam już wygląd kredek, uwzględniłam twardość oraz zgodziłam się z tym, że kredki sprawiają wrażenie woskowych. Teraz przyszedł czas na kwestię techniczną, a mianowicie sam grafit i tego, jak sobie on radzi. A no radzi sobie dobrze, ale nie do końca o to mi chodziło. Grafit faktycznie ma średnice 4 mm. Ale czy zostawia ekspresyjne tonacje i mocne linie ? Jeżeli chodzi o ekspresyjne tonacje, na upartego można stwierdzić, że tak. Tyle że, według mnie ekspresyjne tonacje bardziej zależą od sposobu dobierania kolorów i nakładania warstw, także od indywidualnego stylu, sposobu pracy z kredkami a nie od samych kredek. Chociaż można byłoby, w tym przypadku, także dywagować na temat ekspresji samej kolorystyki. Ale jeśli kolorystyka nie jest zbyt intensywna, to ekspresja kolorystyczna też nie bardzo mnie przekonuje. Aczkolwiek przy odpowiednim sposobie rysowania i użyciu Artistów zapewne jakieś ciekawe, ekspresyjne efekty można uzyskać. Tylko że tak naprawdę, ekspresyjne tonacje jesteśmy w stanie uzyskać za pomocą każdych kredek i na przykład dla mnie, nie jest to wystarczający argument aby używać Artistów.               
          
Natomiast jeżeli chodzi o tworzenie mocnych linii .... hmm. Gdyby ograniczyć się tylko do Derwent Artists, i rysowania w jednej warstwie lub dwóch, to jak najbardziej można uznać, że pozostawiają mocne linie. Jednak biorąc pod uwagę, że są to twarde kredki a twarde kredki przeważnie zostawiają słabsze ślady, choćby z powodu mniejszego napigmentowania,  i mając do dyspozycji całą gamę innych kredek o intensywnych kolorach uważam, że można uzyskać lepsze rezultaty. Tym bardziej, że przy kilku warstwach, Artisty odmawiały mi posłuszeństwa i nie chciały zostawiać wyraźnych śladów. Nawet nie dlatego, że są za mało napigmentowane, bo wcale tak nie uważam. Wydaje mi się, że to właśnie ten woskowy charakter nieco popsuł mi radość z ich użytkowania.  Nie znaczy to, że kredki są złe. Myślę, że duże znaczenie ma tutaj metoda pracy. Moja niestety się nie do końca się sprawdziła.

Praca z Kredkami


Po omówieniu punktu 1, 3 i 5, przyszedł czas na całą resztę. Ale zacznę może od pracy z warstwami

Praca z warstwami, przy kredkach Derwent Artists, jest dosyć specyficzna. Jak już wcześniej wspomniałam, kredki są woskowe i twarde. Woskowość sprawia, że przy kolejnych warstwach, stają się one coraz bardziej śliskie i uniemożliwiają nakładanie kolejnych. Twardość dodatkowo utrudnia działania.
Ogólnie sobie radzą, natomiast zauważyłam, że ta umiejętność pracy z warstwami, sprawdza się do trzech warstw. Powyżej zaczynają się delikatne problemy. Jak widać obok, czwartą warstwą miał być kolor brązowy a ledwo go widać. W dodatku musiałam niesamowicie mocno dociskać kredką, aby zostawić ślady na warstwie czerwieni. Przy warstwach, kolory wydają się dosyć wypłowiałe, natomiast same w pojedynkę ( spójrzcie na kolor żółty  ) sprawiają wrażenie dosyć mocnych.


Tak więc, odnosząc się do punktu czwartego i pracy z warstwami - tak. Kredki te pracują z warstwami, ale posiadają ograniczoną możliwość ich nakładania. Do trzech warstw pracuje się nimi fajnie. Ale jeśli zwiększamy ilość warstw, kredki odmawiają posłuszeństwa i nie chcą zostawiać śladów. 

Teraz przejdę do kwestii blendowania. Zdecydowanie jestem na TAK. Kredki faktycznie ulegają blendowaniu. Można to odczuć nie tylko wykonując tę czynność celowo. Wielokrotnie już wspominałam, że nie używam blendera podczas pracy z kredkami, nie wygładzam. A mimo wszystko odczułam to rysując Artistami. Kolory ładnie się przenikały i jakby samoistnie wygładzały. Pod tym względem, bardzo przyjemnie mi się z nimi pracowało. Choć tak jak to ujęłam wcześniej - tylko podczas nakładania trzech warstw.

Tak więc, podczas rysowania twarzy nie miałam większych problemów. Jednak, kiedy przeszłam do wykonywania bluzeczki okazało się, że kredki nie chcą się nakładać i nie chcą zostawiać śladów. I tak jak wcześniej już pisałam, problemem jest bardziej ich woskowość, nieco mniej, twardość. Chociaż to także nie pozostaje bez winy. Pomimo silnego docisku, kredki zostawiały ślady z oporem, a czasem w ogóle tego nie robiły. A przynajmniej nie w takim natężeniu, jakiego potrzebowałam.
Udało mi się już omówić punkty 1,3,4 i 5. Teraz omówię 2, 6 i 7. Zostawiłam je sobie na koniec, ponieważ według mnie nie są one w ogóle związane z jakością kredek, a bardziej ze sposobem i metodą pracy każdego z artystów. Bo to, że kredki nadają się do ekspresyjnego rysowania oraz ogólnych szkiców i zarysów, jest raczej niepodważalne. Tak jak i niepodważalny jest fakt, że każde kredki się do tego nadają. Ekspresja bowiem, to nie tylko kolory ale sposób prowadzenia linii i kreski, a ten już jest uzależniony od indywidualnego stylu oraz metody rysowania. Od indywidualnego sposobu wyrażania siebie jako artysty. Tak więc, każdymi kredkami będziemy w stanie uzyskać wyżej opisany efekt, jeśli będziemy się nimi odpowiednio posługiwać. Lub też mieć takowy styl.
                Nie będę również sprzeczać się z faktem, według którego podczas nakładania na siebie warstw kolorystycznych, uzyskujemy zróżnicowane tonacje i odcienie. Taką opcję oferują nam nie tylko Artisty ale również inne kredki, a nawet pastele. Bo na tym polega praca z kolorami. Jeżeli nakładamy różne kolory na siebie, uzyskanie przez to innych tonacji oraz odcieni, jest nieuniknione. Kolory bowiem przenikają się ze sobą i tworzą nowe odcienie. Dlatego tak ważna jest umiejętność dobierania i mieszania ze sobą kolorów. Aby uzyskać pożądane tonacje, należy dobrać i zmieszać ze sobą odpowiednie kolory, które nam te tonacje dadzą. Ale nie jest to kwestia możliwości kredek lecz naszych umiejętności. Oczywiście kolorystyka czy miękkość grafitu, nie jest tutaj bez znaczenia, jednak sam fakt i proces uzyskiwania różnych tonacji i odcieni, zależy w głównej mierze od osoby posługującej się kredkami, pastelami czy farbami. Lub w ogóle kolorem. 
Ostatni punkt dotyczący techniki krzyżowej ( którą stosuję ) opiera się dokładnie na tej samej zasadzie. Jest ona ściśle powiązana z pracą na warstwach i mieszania ze sobą plam barwnych. Tak na prawdę, niezależnie od tego jaką technikę ( czy sposób nakładania barw ) sobie obierzemy i tak otrzymamy z połączenia konkretnych kolorów zróżnicowane barwy i odcienie. Głównie dlatego, że jest to część procesu rysowania kredkami, bardzo niezależna od samych kredek, które są tylko narzędziem w rękach artysty.

Strugaczka/ Temperówka



Po opisaniu wszystkich za i przeciw, czas przejść do ostatniego etapu - strugaczki/temperówki.
No więc, kredki ostrzą się bardzo dobrze. Drewno jest miękkie, dzięki czemu kredka nie zacina się przy obracaniu. Grafity są silne i nie pękają, nie łamią się. Myślę, że pod tym względem jest cacy. :) 

A teraz czas na drobne podsumowanie. W sumie to mam mieszane uczucia co do tych kredek. Z jednej strony dobrze mi się z nimi pracowało, ponieważ przyjemnie się blendowały podczas rysowania ( nie musiałam zbytnio zmuszać ręki do pracy ) dobrze się strugały i mają ładną kolorystykę. Z drugiej strony brakowało mi nasyconych i intensywnych kolorów, dlatego też musiałam się nieco wspomagać innymi kredkami, kiedy tego potrzebowałam. Również ograniczenie dotyczące ilości nakładanych warstw oraz woskowość kredek, nie ułatwiała mi pracy i nie do końca pozwoliła na efekty jakie, być może z pomocą innych kredek, byłabym w stanie osiągnąć. Ogólnie rzecz biorąc nie spisuję Artistów na straty, bo kredki nie są złe. Jednak sama nie wiem do końca, czy je lubię, czy nie lubię. Dlatego na chwilę obecną pozwolę je sobie zaszufladkować jako " specyficzne". Powiedzmy, że pozostają w moim "Archiwum X".





22 komentarze:

  1. Ostatnio myślałem o tych kredkach i tu akurat recenzja! :D Już wiem, że ich nie kupię! :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej ! Cieszę się, że wpasowałam się w czasie i pomogłam w decyzji ! :)

      Usuń
  2. Widzisz, w swojej recenzji nie ujęłam problemów z nakładaniem warstw [pisałam ją, kiedy widocznie miałam za małe doświadczenie], masz w tym rację. Dlatego kiedy ich używam, to raczej do blendowania na koniec. Albo na chropowatym papierze xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, moje stare posty są jeszcze gorsze od twoich starych O.o. Musze się tym zając, ale nie mam zbytnio czasu.
      Zawsze to jakiś sposób aby sobie z nimi radzić ! :)

      Usuń
    2. Ale się podnosicie na duchu dziewczyny .
      Wszystkie Wasze posty są przydatne, i te stare i te nowsze :)

      Jeżeli chodzi o mnie laika to uważam, że derwenty bardzo dobrze leżą w łapce. Artistów nie używałam ale drawingi lubię i może kiedyś dorobię się jeszcze kilku. Polubiłam ich "gumowatość", którą Wy określacie jako "woskowatość".Podstawową wadą derwentów dla mnie jest ich cena.
      Za to jeśli chodzi o moje koh i nor to mam w zestawie dwie felerne z połamanymi grafitami.

      pozdrawiam
      Małgosia

      Usuń
    3. Dziękujemy bardzo !
      Tak też lubię Drawingi i mam dokładnie takie samo marzenie jak TY :3 Niestety ceny są wysokie to fakt. Jeżeli chodzi o KINY to mam mnóstwo, jak na razie niepołamanych -odpukać w niemalowane :P :)

      Usuń
    4. Ja również dziękuję ♥ Niemniej jednak, wiele postów wymaga odświeżenia, tylko kiedy się za to zabrać, gdy trzeba nowe notki pisać :D
      Ja odkryłam, że uwielbiam mieszać Derwent Coloursoft i Faber-Castell Polychromos [albo używać samych Polychromosów] :D Ceny obu marek są faktycznie zaporowe :(

      Usuń
    5. Mam dokładnie to samo ze starymi postami ehh... :3

      Usuń
  3. To chyba nie byłoby dla mnie. Lubię mocno warstwować. :)
    Pozdrawiam
    bloogpseudoarytstyczny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim wypadku, chyba faktycznie kredki by się nie spisały. :)

      Usuń
  4. Też nie wiem co o nich myśleć. Niby nie są złe ale.... raczej nie kupię więcej kolorów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie to samo. Tyle, że w moim przypadku ...raczej nie sięgnę po nie, po raz kolejny... :)

      Usuń
  5. Ja jestem zdecydowanie zadowolona z moich polycolor'ów :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja próbowałam tylko derwent drawing, i rysuje mi się nimi nieźle ale musiałam nauczyć się z nimi obchodzić tak by nie przesadzić z naciskiem i nie tworzyć woskowych warstw z którymi potem nie jestem wstanie już nic zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Derwent Drawing są fajne, więc jesteś szczęściarą :D Rozumiem, kredki są bardzo miękkie, ale teraz już pewnie wszystko opanowałaś na cacy (o) :)

      Usuń
  7. Teraz jakos dokrętek mnie nie ciągnie - bardziej chce wypróbować panPastels czyli takie pastele w kostkach ;)
    Myślałam nad tymi kredkami ale zdecydowałam sie ze w przyszłości wole sobie kupić derwent drawing, teraz wiem (a uwielbiam warstwowac) ze to kredki nie dla mnie
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rozumiem. Też miewam ciągoty i fazy w rysowaniu czy malowaniu, więc całkowicie pojmuje temat. Pastele w kostkach, powiadasz, ciekawa sprawa ;) Natomiast Derwent Drawing zdecydowanie popieram ;)
      Pozdrawiam również !

      Usuń
  8. No to jestem w kropce :(
    Potrzebuję kredek, najlepiej takich, które mają dosyć stonowane kolory w swojej ofercie, więc bardzo długo zastanawiałam się nad Artist/Studio. Teraz po tej recenzji, wiedząc, że ja do koloru lubię dochodzić nakładając sobie powolutku warstwy, chyba sobie je odpuszczę...
    Kiedyś korzystałam z jakichś tańszych kredek Faber-Castell, chyba linia ''rycerze'', która jest całkiem twarda i bardzo mi się to podobało. Potem przerzuciłam się na Mondeluz i używałam ich tylko do szybkich prac w szkicowniku. Robiąc coś poważnego, nienawidziłam ich. Mam też mały zestaw na spróbowanie Coloursoft i jestem do nich neutralnie nastawiona.
    W wyniku niemiłego wypadku zgubiłam wszystkie kredki, więc jestem zmuszona kupić sobie nowy arsenał, a w takim przypadku lepiej nie tracić już na to, co wiem, że niespecjalnie lubię. Może jakieś propozycje co najpierw wypróbować? :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm..... a Polycolory próbowałaś lub Progresso ? Polycolory nie są takie miękkie jak Mondeluzy. Progresso także. Jeżeli lubisz twardsze grafity to lubię Bic i Conte. Ciężko jest mi w tym przypadku doradzić, ponieważ nie wiem dokładnie czego oczekujesz po kredkach, poza stonowanymi kolorami ? Fajne są również według mnie Black Line Tree Creation. Są twardsze i mają bardziej stonowane kolory. :)

      Usuń

----