sticky

  • wydarzenia
  • galeria
  • portfolio

wtorek, 2 stycznia 2018

Kredki Triocolor Koh-I-Noor, wersja szkolna

Dzisiaj będzie o kredkach. W dodatku wracamy ponownie do firmy Koh-I-Noor. Tym razem miałam styczność z kredkami Triocolor. Nie mam pojęcia dlaczego tak się nazywają. W końcu nazwa TRIOCOLOR od razu kojarzy mi się z kredkami Magic, bo nawiązuje do czegoś, co jest trójkolorowe. Jednak myśląc w ten sposób bardzo się pomylimy, ponieważ w tym przypadku grafity są w jednym odcieniu.  W dodatku mamy do czynienia z całkiem fajnym zestawem kredek, które spisały się w praktyce całkiem sympatycznie i myślę, że warto o nich napisać. 

Opakowanie


Kredki dostępne są w dwóch różnych opakowaniach i wersjach: szkolnej oraz profesjonalnej. Wersje różnią się od siebie rodzajem opakowania. Dzisiaj będę pisać na temat szkolnej, którą posiadam. W związku z tym biorę pod uwagę tylko opakowanie papierowe, ponieważ metalowe przynależy już do wersji profesjonalnej.
Ogólnie patrząc papierowe nie wygląda źle, ale nie jest to typ opakowań, które lubię. W dodatku, zamiast zdjęcia lepiej prezentowałby się rysunek lub szkic. To jednak nie ma żadnego wpływu na zawartość, o której już za chwilę. W opakowaniu mam 36 kredek, przy czym widoczny jest tylko pierwszy rząd kolorystyczny. Mimo wszystko zawsze miło popatrzeć przez opakowanie, na jego zawartość.

Na tylnej części opakowania tak na prawdę nic nie ma, poza miłą informacją, że kredki są wyprodukowane w Czechach i posiadają ergonomiczny kształt. Choć przydałoby się więcej szczegółów dla zupełnego laika, mnie to akurat wystarczy. Resztę dopowiedziałam sobie podczas pracy, czym zaraz się z Wami podzielę.












Zawartość 


Wewnątrz znajduje się 36 kredek, ułożonych kolorystycznie w dwóch rzędach. Aby kredki ze sobą się nie mieszały i aby wygodniej je było wyciągać, rzędy przedzielone są kawałkiem kartonu.
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że większość kolorów jest ta sama, jednak to tylko pozory. Opakowanie zawiera 36 kredek, a każda posiada inny odcień danego koloru.

Kolorystyka


Kolorystyka jest bardzo ładna. Próbki podzieliłam według kolejności - w dwóch rzędach. Rzędy ułożyłam adekwatnie do zdjęcia kredek, by łatwiej można było przyporządkować kolory.
Kolory są żywe, nasycone i wyglądają bardzo obiecująco. Jak widać tonacje poszczególnych kredek znacznie się od siebie różnią. Każda jest inna, pomimo że wcześniejsze zdjęcie pokazywało nieco inną wersję. W zestawie mamy również do dyspozycji  kolory, takie jak biały i cielisty. Podczas rysowania portretów mają one ogromne znaczenie.
Kredkę Triocolor zestawiłam także z innymi markami. Kredki wypadły bardzo dobrze.
Nasycenie jest bardzo zbliżone do grafitów o wysokiej jakości, przez co mogę śmiało stwierdzić, że pod tym względem kredkom niczego nie brakuje.
Niestety trochę inaczej przedstawia się sytuacja z kolorem białym.
Tradycyjnie, tak jak w każdym zestawie jest ona słabsza, a w porównaniu z innymi nie wypada najlepiej. Mimo wszystko jej obecność w zestawie bardzo się przydaje, głównie do rozjaśniania i jednocześnie blendowania.

Charakterystyka


Kredki z wyglądu wydają się zwykłe. Posiadają lakierowane trzony, a każdy oznaczony jest nazwą firmy. Są dostępne tylko w zestawach, a to sprawia że brakuje kredkom oznaczeń kolorystycznych. Ponieważ jeśli kredka jest oznakowana daje nam do zrozumienia, że możemy ją nabyć również na sztuki. Kredki Triocolor kupimy jedynie w pełnych opakowaniach.
Miękkość grafitu jest optymalna. W skali 1-8 daję im 4, więc nie ma na co narzekać. Tym bardziej, że kolory bardzo satysfakcjonują oko, a komfort pracy przekłada się także w praktyce. Grafit prowadzi się dobrze i nie sprawia problemów. Owszem, aby uzyskać intensywną plamę barwną czasem trzeba je mocniej docisnąć, ale kredki te nie są aż tak twarde, aby sprawiało to trudności i ból w ręce. 

Mają trójkątny kształt, za którym nie przepadam, a mimo to nie odczuwałam dyskomfortu podczas pracy. Jedynie grafit wydał mi się nieco toporny i mało smukły, nawet po ostrzeniu. Przypuszczam, że to trójkątny kształt kredki wpłynął, w większym stopniu, na mój wizualny odbiór kredek.
Końcówki trzonów nie są lakierowane. To naturalne drewno, delikatnie zakończone tępym szpicem.
Średnica oscyluje w granicy 9 mm, natomiast średnica samego grafitu 5,6 mm.
W pracy z warstwami radzą sobie znakomicie. Przy standardowych pięciu, czarny daje mocną plamę barwną. To rzecz, którą bardzo sobie cenię w kredkach, ponieważ uwielbiam kontrasty, a intensywne barwy to mocne kontrasty.
Naturalnie im więcej warstw, tym gorzej dla kredek. Mimo wszystko jestem  miło zaskoczona, że czarna daje tak mocny kolor. Ponad to standardowa ilość warstw, nie stanowi dla kredek problemu.
Kolory mieszają się równie dobrze i w zależności od tego, jak dokładnie pokryjemy powierzchnię, plama barwna będzie słabsza lub bardziej intensywna. Aby kolory dobrze się ze sobą mieszały, warto dokładniej pokryć daną powierzchnię. Ale nawet przy niechlujnym rysunku, powstają nowe kolory.




Praca z Kredkami


Praca z kredkami okazała się być niezwykle przyjemna. Pomimo że kolor biały nie wygrał bitwy z próbkami, podczas pracy okazał się być bardzo pomocny. W dodatku dał nieco mocniejsze efekty niż sądziłam.

Kolory nakładały się równomiernie, ale standardowo tworzyły się niestety "pory". To cecha charakterystyczna każdych kredek i jedynym ratunkiem by temu zapobiec, jest  użycie odpowiedniego papieru, na którym rysujemy. Na gładszym papierze i przy dokładniejszym pokryciu grafitem efekt będzie lepszy, niż na papierze z fakturą.
Podczas pracy na standardowym papierze, średniej klasy, pory są przeciętne, nijakie i nie rzucają się w oczy, przez co nie stanowią dla mnie problemu.

Ci którzy lubią powierzchnię wygładzać, mogą śmiało zastosować blender. Ja jednak najczęściej stosuję białą kredkę z zestawu, której również używam do rozjaśniania barw na rysunku. Biała Triocolor miała czasem swoje kaprysy i nie chciała pokrywać równomiernie powierzchni. Ale przy odpowiednim docisku, można nad tym zapanować.
Aby uzyskać intensywną biel sięgam, jak zawsze, po kredkę Mondeluz lub Derwent Drawing. 

Ostrzenie

Kredki ostrzą się bardzo dobrze, oczywiście pod warunkiem, że mamy sprawną temperówkę. Niestety mają gruby trzon, w związku z tym należy użyć temperówek z wejściem o średnicy 1 cm. To standardowe, którego używamy dla tradycyjnych kredek, będzie zdecydowanie za małe. Szersze otwory posiadają zazwyczaj temperówki podwójne, które każdy z Was kiedyś posiadał. Może to być temperówka Faber Castell - biedronka, czy choćby zwykła temperówka metalowa. Śmiało można użyć temperówki do kredek Magic oraz tej na korbkę. Choć w przypadku kredek o trójkątnym trzonie, temperówka na korbkę nieco się przycina. Kanty kredki zwalniają i blokują mechanizm, ale mimo wszystko jesteśmy w stanie kredkę naostrzyć.

Podsumowanie


Teraz przyszedł czas na podsumowanie. Kredki bardzo mi się spodobały. Kolory mają bardzo intensywne i świetnie pracują z warstwami. Ponad to dobrze się ze sobą mieszają i dają na prawdę ciekawe efekty.
Może nie zaliczyłabym ich do kredek profesjonalnych, mimo wszystko będę je polecać ponieważ uważam, że warto.
Nie miałam z nimi żadnych problemów ani przygód. Miękkość grafitów jest optymalna. Nie za twarda i nie za miękka. Choć biały standardowo zawodzi, czarny jest niezwykle intensywny i daje czadu.



Produkt dostępny jest w wersji 36, 24 oraz 12. Naturalnie wszystko podlinkowałam gdyby ktoś był zainteresowany kupnem.

 Kredki Triocolor 36    Triocolor 24     Triocolor 12


11 komentarzy:

  1. Ojej! Akurat dostałam te kredki na święta *,* tyle że 24 kol.Mi też bardzo spodobały się te kredki, są odpowiedniej miękkości i mają cudne kolory.Na początku próbowałam naostrzyć je ostrzynką Maped (tym otworem do grubszych kredek) ale okazało się to niezbyt dobrym pomysłem bo drewno strzępiło się i stawiało opór,później spróbowałam naostrzyć je zwykłą,plastikową ostrzynką od kredek Bambino i...eureka! Okazało się że nic się nie blokuje a kredki ładnie i prosto ostrza się do samego szpica, wtedy po prostu kamień spadł mi z serca xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę! Cieszę się, że jesteś zadowolona :)

      Usuń
  2. mogłabym dostać link jak zrecenzjowałaś kredki bambino ,ponieważ ostatnio myślę o tym żeby je kupić :) dziękuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Temat już jest na blogu, poszukaj sobie w menu na produktach :)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. dziękuje czekam na więcej wpisów :)

      Usuń
  3. Bambino dobre są :) Ja akurat używam świecowych , które się łamią ale daję je do przedłużacza do kredek. Mają ładne kolory i dość dobrze pokrywają powierzchnię choć czasem trochę skrzypią :P

    Te trikolory mają faktycznie ładne odcienie kolorów. Muszę się pochwalić,że właśnie jedzie do mnie paczuszka z dokupionymi na sztuki polycolorami. Będę mieć wszystkie odcienie łącznie z cielistymi .

    pozdrawiam
    Małgosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę kreatywnego stycznia! :D

      Usuń
  4. a ja dalej męczę kredki sprzed kilku lat i jakoś nie chcą się skończyć ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To znaczy, że rysujesz za rzadko albo zbyt małe formaty :P

      Usuń
  5. uwielbiam twoje wpisy tylko szkoda że jest ich tak mało :( pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło!

      Mało? W sensie mało ilościowo na blogu, czy rzadko publikowane ? :)

      Usuń

----