AKTUALNOŚCI !!!

poniedziałek, 23 lutego 2015

Oleje vs Akryle

Czyli moja mała konfrontacja :)

Witam Was Miśki ! Dzisiaj będzie nieco malarsko, jako że przez cały ostatni tydzień zabsorbowana byłam malowaniem i wypróbowywaniem własnych sił na płótnie po długiej przerwie. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi doświadczeniami, nerwami, stresami i co w ogóle z tego wynikło...a co nie. No i uzasadnić nieco aspekt własnego lenistwa pod kątem aktywności blogowej bo zapewne czekaliście na posta a tu nic. 
Zanim jednak dojdę do wszystkiego, chciałabym Was zapoznać z nowym członkiem zespołu - Fizgigiem. Fizgig od dzisiaj stał się strażnikiem blogowej frekwencji a znajdziecie go w lewej kolumnie na samym dole przy ...blogowej frekwencji. :P
Postanowiłam również, tak dla zabawy, wprowadzić zwyczaj rozdawania cukierków - czyli takie odznaczenia, które będziecie mogli sobie wstawić na własną stronę, czy bloga w formie nagrody " za coś", na przykład za "zgaduj zgadula". Tak dokładnie jeszcze nie wiem za co, ale z czasem się na pewno wymyśli. Przykład cukiereczka, który jest tylko na pokaz bo animowany oryginał rozdaję indywidualnie, macie po prawej stronie. :)

A teraz przejdźmy do konkretów. Jak już wspominałam cały ostatni tydzień miałam na głowie - w przenośni i dosłownie - farby. Co z tego wynikło ? Dosyć sporo ponieważ lepiej wyrobiłam sobie opinię o tym, co tak na prawdę cenię sobie w farbach i jaką formę pracy lubię, nad czym rzadko się zastanawiałam aż do teraz. Jak sam tytuł wskazuje, będę pisać o olejach i akrylach o ich wadach i zaletach, i czy są fajne i czy nie. A tak na dobrą sprawę o tym, czym powinniśmy się kierować kupując i wybierając nasze pierwsze farby. Nie będę trącała o markę czy firmę, bo nie o to tutaj chodzi, zresztą poświęcam na to osobne posty. Bardziej zajmuje mnie kwestia metody pracy i powiązania z farbami naszego charakteru, co uznałam ostatnio za dosyć istotną. Zamierzam również napomknąć o współpracy jaka nawiązała się między jednymi a drugimi farbami i jak to się zakończyło.

Farby Olejne

  • Zacznę od farb olejnych. Jak sama nazwa wskazuje farby są tłuste, gęste i rozrabiamy je za pomocą oleju lnianego tudzież terpentyny. 
  • I wszystko byłoby super gdyby nie fakt, że farby te schną mega wolno, co czasem potrafi zabić wszelkie nadzieje na zakończenie obrazu i wyparować z nas całą wenę malarską. Tak, to nie są farby dla osób niecierpliwych i lubiących działać szybko a także szybko oczekujących na efekty. Mnie też to czasem irytuje, ale nauczyłam sobie z tym radzić. Zresztą metoda pracy i komfort czasowy, jaki dają mi te farby, wynagradza mi wszelkie cierpienia związane ze schnięciem. 
  • Jestem z natury cierpliwa i stawiam na dokładną i wolną pracę, podczas której można odejść, popatrzeć, i poprawiać (  ile wlezie ) jeden fragment, dopóki nie będzie spełniał moich oczekiwań. To właśnie dają mi oleje. Mogę obraz zacząć rano, zrobić przerwę w południe, kontynuować wieczorem i dokończyć dnia następnego bez zmartwień, że farby wyschną i nie będą się ze sobą mieszać na płótnie. Dodatkowo mogę wygładzać powierzchnię nałożonych farb, tak jak mi się podoba albo zostawić fakturę bez jakiegokolwiek pośpiechu. Już nie mówiąc o tych wszystkich "w międzyczasie", kiedy to trzeba iść coś zjeść, zrobić kawę, herbatę i pomyśleć nad dalszą kolorystyką. 
  • Dodatkowo media służące do rozrabiania farb, zwłaszcza terpentyna, mogą roztaczać nieprzyjemny zapach. Dlatego polecam terpentynę bezzapachową. Jest zdecydowanie lżejsza. Nie mniej jednak, zapach farb olejnych jest dosyć charakterystyczny i na pewno się od niego nie ucieknie. Ja lubię te zapachy i nie przeszkadzają mi one w ogóle, ale trzeba wziąć pod uwagę, że nie każdemu mogą odpowiadać. 
  • Podczas pracy można odłożyć ubrudzone pędzle do mycia nawet na koniec dnia, bez strachu, że farba wcześniej zaschnie.
  • Można je mieszać ze sobą również bezpośrednio na płótnie.
  • Jakościowo, mam wrażenie, że oleje są nieco bardziej soczystsze w przeciwieństwie do akryli. Prawdopodobnie właśnie przez ten olej, który jest ich głównym składnikiem.
Podsumowując dla mnie oleje - to czasowy komfort pracy.

Farby Akrylowe

  • Przede wszystkim malując akrylami nie musimy używać żadnych specjalnych mediów do rozrabiania farb. Zwykła woda wystarczy, ale jeśli ktoś ma ochotę jakiegoś użyć to proszę bardzo. 
  • Dodatkowo nie ma skutku ubocznego w postaci przedziwnych zapachów roztaczających się podczas pracy, bo nawet jeśli zastosujemy medium do rozrabiania farb to jest ono niewyczuwalne w powietrzu. 
  • Akryle są idealne dla osób, które lubią malować szybko, niecierpliwych, lubiących natychmiastowe efekty pracy. Jako, że akryle schną ekspresowo, jesteśmy w stanie zacząć obraz i tego samego dnia go skończyć, nawet z podmalówką ! To jest ogromna wygoda i nie mogę ukrywać, że i mnie ten plus zachwycił. 
  • Nie mniej jednak praca z akrylami przypominała mi pracę na wyścigi - szybko, teraz, zaraz, już. Czułam się jakby stał nad moją głową człowieczek z bacikiem i śmigał mi po palcach jak tylko zatrzymałam rękę. Dlatego też uznałam że farby te nie wpasowały się w mój charakter i moją metodę pracy. Bardzo odczułam to na szczegółowym wypełnianiu większych powierzchni, bądź wypełnianiu jednolitym kolorem i wygładzaniu .
  • Oczywiście aby opóźnić schnięcie farb akrylowych można zamiast wody zastosować medium opóźniające schnięcie, o którym będę jeszcze pisać osobno. Medium daje nam dodatkowy czas podczas pracy, dzięki czemu możemy nieco zwolnić. Jeżeli o mnie chodzi to było ono bardzo pomocne. 
  • Należy uważać na pędzle, których przestaniemy używać w trakcie pracy. Albo wkładać je od razu po użyciu do medium czy wody, albo myć od razu. Gorzej kiedy nie chcemy brudzić sobie wody jeszcze zdatnej do rozrabiania farb. Warto wtedy zaopatrzyć się w dodatkowy pojemnik na brudne pędzle. Jak zaschną może być problematycznie, a jak wiadomo akryle wysychają dosyć szybko. 
  • Mieszanie akryli bezpośrednio na płótnie bywa ryzykowne ze względu na szybki proces schnięcia, natomiast nie jest to niemożliwe. Wszystko zależy od rodzaju i techniki pracy.
  • Odniosłam wrażenie, że przy rozrabianiu farb z wodą, kolory tracą nieco soczystość. Wraca ona jednak wraz z użyciem medium opóźniającym schnięcie. Nie mniej jednak brakuje im trochę do olei.

    Podsumowując - to farby do szybkiego działania.

Współpraca techniczna i łączenie farb

No i tak jakby zestawić jedne farby z drugimi otrzymalibyśmy idealny produkt. Przyznam się szczerze, że nie raz miałam okazję łączyć jedno z drugim i efekty pracy były dosyć pozytywne. 
  • Przy nieudanych koncepcjach olejnych często zamalowywałam je białą farbą akrylową i  po wykonaniu świeżego szkicu, nanosiłam oleje na nowo. 
  • Dodatkowo parę razy wykonałam akrylową podmalówkę pod oleje ( wtedy gdy nie chciało mi się za bardzo czekać ).
    Tak więc takie łączenie techniczne na zasadzie nakładania pełnych warstw nie wpływa negatywnie na stan obrazu czy pracy. A przynajmniej jak do tej pory żadnych niedogodności nie odczułam.
  • Na pewno nie należy łączyć olei i akryli na tej samej warstwie ponieważ akryle a oleje to farby oróżnym składzie, charakterze i zwyczajnie nie będą chciały się ze sobą mieszać. Raz przez pomyłkę dodałam akryl do farby olejnej i wyszło mi coś paskudnego - nigdy więcej.  
Ostatnio jednak wpadłam przez przypadek na nową koncepcję i postanowiłam ją wprowadzić w życie. Głównie stało się to również przez przypadek. Jak już wspominałam wcześniej problematyczne okazało się dokładne wypełnianie akrylem większych powierzchni. Ledwie zaczęłam dopieszczać jeden fragment a już miałam wszystko suche. W efekcie czego zamiast gładko rozprowadzić farbę po powierzchni płótna z powrotem ją zbierałam, bo ta była już na wpół wyschnięta. Powstało mi takie oto bagienko, na widok którego miałam ochotę rwać włosy z głowy. Ale biorąc pod uwagę moją miłość do włosów w ogóle, naturalnie tego nie zrobiłam. 


No więc jak wybrnęłam z tej sytuacji ? Tło już skończone - akrylowe, bo planowałam malować obraz tylko akrylem,  a tu najważniejsza postać i już tak zeszpecona ? ! Absolutnie nie mogłam się na to zgodzić. Chwyciłam za szmatę, wytarłam co się dało, a resztę wygładziłam pędzlem z medium opóźniającym schnięcie, dzięki czemu uzyskałam gładką powierzchnię. Poczekałam aż wyschnie i zamieniłam akryle na oleje. No i tak jak się spodziewałam efekty były widoczne natychmiast - gładko rozprowadzona farba i wciąż umożliwiająca dalsze poprawki i dokładki kolorystyczne. Tak więc tło zostało akrylowe, postać natomiast została namalowana olejami, w efekcie czego wokół niej powstała tłusta obwódka, wynikająca z tego, że płótno zaczęło pić olej z farb, widoczna głównie pod światło.


Przypuszczam, że gdy farby wyschną wyschnie i ona, a po werniksowaniu nie będzie widoczna, natomiast jako że uznałam to za mój eksperyment, zaktualizuję tę informację za około  dwa, trzy miesiące. Zobaczymy co z tego wyjdzie. :)

Ostatecznie praca wygląda w ten sposób :


Wybór farb 

Teraz bardzo ważna kwestia dotycząca wyboru swoich pierwszych farb. Ciężko mi tu doradzać bo każdy z Was ma inne potrzeby i każdy jest inny. Przede wszystkim musicie zapytać sami siebie jaki macie charakter i czego oczekujecie od farb, a co za tym idzie, jakie efekty za ich pomocą chcecie uzyskać. 
Jeśli myślicie o olejach - zastanówcie się czy będziecie mieć cierpliwość i miejsce aby odstawić taką pracę do wyschnięcia w bezpiecznym miejscu i czy będziecie cierpliwie czekać na to, by dalej kontynuować pracę, nawet jeśli okaże się że będziecie mogli ją rozpocząć dopiero po dwóch, trzech tygodniach. Zawsze opcją jest malowanie alla prima - czyli bez podmalówki. 
Jeśli myślicie o akrylach zapytajcie siebie czy potraficie tak szybko śmigać pędzlem na gotowo bez wszelkich poprawek i wygładzania i czy macie to spontaniczne " coś ", którego ja niestety nie mam, a które przy akrylach jest dosyć istotne. 
Wybór każdy musi podjąć sam jednocześnie biorąc pod uwagę, że każde z farb mają swoje "widzi mi się" i każde wymagają innego podejścia. 

No i w sumie taki ni z gruszki ni z pietruszki ten post, ale mam  nadzieję, że dzięki niemu odpowiedziałam na wiele wątpliwości, które również i sama sobie rozwiałam :) Lubię oleje bo lubię wolniej pracować i napawać się przyjemnością z samego, długotrwałego, mazania pędzlem po płótnie. Pac, pac ...


czwartek, 12 lutego 2015

Kredki Colorino Kids

Do użytku czy przeżytku ? 

Witam was Dziubaski ! Ostatnio był tutorial więc teraz będzie recenzja. Skoro już lecimy z tym koksem na zmianę to niech tak zostanie do czasu, kiedy mi się nie znudzi. Tak więc parę dni temu miałam przyjemność wypróbowania nowych - innych kredek. Ci, którzy śledzą mnie na facebooku wiedzą, że tymi wybrańcami są Colorino Kids, które dorwałam przez przypadek w Tesco. Postanowiłam odpocząć od ukochanych Bic'ów i spróbować stworzyć coś innymi grafitami. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami swoim spostrzeżeniami. Tak więc macie prawo zachować milczenie. Wszystko co powiecie może zostać użyte przeciwko Wam. Macie prawdo do adwokata bla, bla, bla....zabrzmiało groźnie, ale uwierzcie mi na słowo, że tak nie jest. :P
Bo tak na dobrą sprawę to nie są złe kredki ale mają i swoje minusy, zresztą jak każde. Zacznę może od opakowania. 
  • Kolorów 24, czyli taka optymalna ilość jaka mi jest potrzebna i na którą nigdy nie narzekam. Zresztą co tu ukrywać, gama kolorystyczna bardzo ładna i aż mi się zamieniło w oczach gdy na nią popatrzałam. 

  • Na tylnej części opakowania  mamy nakreśloną pełną gamę kolorystyczną, jaka znajduje się w opakowaniu. Innymi słowy - wszystkie kolory jakich potrzebuję do pracy...no może poza fioletem. Brakowało mi akurat tego odcienia, którego często używam ale zmieszałam jeden odcień z drugim i problem zniknął. 
  • W paczce także znajduje się róż wenecki (łososiowy/ cielisty ), co jest ogromnym plusem, ponieważ mając kolor podkładowy możemy, z pomocą całej reszty, śmigać portrety. 
  • Miłym dodatkiem jest również kolor złoty i srebrny.  Niestety w porównaniu do kredek Lyra Farb-Riese Colorinom brakuje nieco mocy zwłaszcza na kolorowym papierze. 

  • Bardzo charakterystyczny jest również kształt kredek. Nie są one bowiem okrągłe lecz trójkątne. Dzięki temu ponoć ma się je lepiej trzymać w ręce, choć ja żadnej różnicy nie poczułam. No...może czasem brakowało mi krągłości, ale nic poza tym.  ;)    
  • A teraz wróćmy do tylnej części opakowania i przeczytajmy jakimi zaletami szczycą się te kredki. Są : super miękkie ( super soft ), super mocne ( super strong ), łatwe do ostrzenia ( easy to sharpen ).  
A teraz to troszkę skoryguję. 
  • Miękkość - fakt kredki są bardzo fajne w użytkowaniu. Niestety nie są super miękkie, jak je chwali producent a po prostu miękkie. Mnie to wystarczyło w zupełności i również z pewnością wszystkim osobom lubiącym miękkie kredki. Jak wiecie jestem fanką twardszych grafitów ( dlatego lubię Bici ) ale i z miękkimi współpracuję. Z  Colorino czułam się natomiast jakbym oscylowała pomiędzy jednym światem a drugim. W każdym razie było przyjemnie -  łatwo się nimi rysuje i nie trzeba mocno dociskać do kartki.
  • Moc i Siła - ( zabrzmiało jak z reklamy szamponu do włosów :P ) Tu raczej w kontekście wytrzymałości. Przyznam szczerze, że nie bardzo jestem zadowolona. Być może trafiłam na wadliwą paczkę, czy też wadliwą serię przez przypadek i nie mam pojęcia jak to się stało, bo wygrzebywałam opakowanie z miejsca najmniej dotykanego przez klientów, jak to mam w swoim zwyczaju robić.  Tak czy siak, po raz pierwszy w życiu złamałam kredkę na pół podczas strugania O.o. Nie potrafię wyrazić swojego rozczarowania tym faktem, a jednocześnie zdumienia, bo jeszcze nigdy w życiu mi się to nie udało i sporą część winy pokładam w trójkątnym kształcie kredek. Złe ustawienie kredki, plus wadliwa sztuka ( a na pewno była, ale o tym za chwilę ) i poszło. Największy ból pojawił się w momencie kiedy uświadomiłam sobie, że to nowa i ledwie zużyta kredka. O.o W dodatku róż wenecki - kolor przeze mnie używany najczęściej. Tak więc musiałam sobie radzić ze świeżo upieczonymi ogarkami - aż przykro.
    Niestety jeśli chodzi o wytrzymałość grafitów, także się zawiodłam. Próbowałam różnych strugaczek ale kredki i tak się łamały, czy przy struganiu, czy przy rysowaniu. Zwłaszcza róż wenecki. Ten kolor sypał mi się, raz za razem, na przekór, jakby mi chciał na złość zrobić.
  • Łatwe do Ostrzenia - Z początku było ciężko biorąc pod uwagę trójkątny kształt. Potem gdy kredka się zaokrągliła na szpicu było znacznie łatwiej, jednak porowatość drewna ( nie umiem tego dokładnie określić - coś z tym drewnem było nie tak ) czasem blokowała mi ruchy i przy każdym struganiu byłam o krok od zawału, że znów poleci grafit.  

A teraz trochę na temat współpracy z kredkami i części praktycznej. 
  • O tym, że kredki są wystarczająco miękkie i że nie trzeba ich zbytnio dociskać już pisałam. Był to również główny powód, dla którego tak bardzo liczyłam na biały kolor. Jak wiecie często podczas pracy z kredkami używam białej kredki akwarelowej, ponieważ jest bardzo miękka i wyrazista. Liczyłam, że skoro Colorino są dosyć miękkie to nie będę musiała zużywać akwarelowej. Okazało się, że biała kredeczka jest miękka ale mało wyrazista, w efekcie czego i tak musiałam sięgnąć po Koh- I - Noora aby nadać połyskom bardziej intensywny odcień.
  • W dodatku miałam lekkie trudności z połączeniem ich z kredką akwarelową. Oczywiście udało się ale z lekkim wysiłkiem. Musiałam ją bardzo mocno dociskać.
  • Ogólnie kredeczki bardzo dobrze się ze sobą mieszają, chociaż nieco inaczej niż Bici i musiałam się zwyczajnie przestawić na inną jazdę. Myślę, że jest tak z wieloma przyborami. Każde wymagają innego podejścia i innej współpracy.
  • Czarna kredka jest dosyć mocna, więc nie musiałam stosować akwarelowego zamiennika. 
  • Cena za kredki - niewielka. Zapłaciłam niecałe 20,00 zł. 
I żeby nie być gołosłownym - poniżej efekt pracy z Colorino Kids. 


Tak więc ogólnie rzecz biorąc Colorino to miękkie kredki, z ładną gamą kolorystyczną. Pomijając już wszelkie techniczne minusy, jak kruchość ( która mogła być przypadkowa ), można nimi śmiało śmigać. Osobiście na pewno je wykorzystam w przyszłości do wielu prac. Jednak nadal pozostaję wierna Bic'om - moje gniotsja niełamiotsja :3. 


   

poniedziałek, 2 lutego 2015

Jak rysować ołówkiem odbicie w okularach przeciwsłonecznych ?

Czyli ołówkowe refleksje :) 

Witam Was moi kochani ! Po ostatniej recenzji pasteli olejnych Pentela nadszedł czas na tutorial. Ale tym razem przygotowałam coś na temat rysowania okularów przeciwsłonecznych, a konkretnie jak radzić sobie z odbiciem, które często się na nich pojawia. Nie jest to rzecz trudna ale wymaga sporo uwagi, umiejętności obserwacji a także operowania ołówkiem. Mam tu na myśli nie tylko sposób nakładania poszczególnych warstw ale także tworzenia delikatnych przejść pomiędzy światłem a cieniem - czyli delikatnego i mocniejszego dociśnięcia ołówka. Oczywiście te tematy już są na blogu od jakiegoś czasu, więc na wszelki wypadek je podlinkowałam. Ot tak, gdyby ktoś chciał sobie przypomnieć, lub po raz pierwszy zapoznać się z moją metodą rysowania, która zresztą nie dotyczy tylko ołówka, ale także każdej innej techniki wchodzącej w skład dziedziny, jaką jest rysunek w ogóle.  
Zacznę może od podstaw, które bardzo ułatwiają pracę. Dla tych, którzy pamiętają post na temat rysowania upiętych włosów - sprawa wygląda bardzo prosto i dosyć znajomo, ponieważ będziemy działać na podobnej zasadzie.  

Pierwsze co musimy zrobić, to dokładnie rozrysować kształt okularów a następnie skupić się na plamach, cieniach i kształtach, które stanowią odbicie w szkle. Te kształty musimy linearnie zaznaczyć w obszarze naszej szybki i tak jak włosy upięte, tak i te plamki oraz kształty, traktujemy jako poszczególne sektory, które następnie będziemy wypełniać grafitem. 

Zaczynamy od dokładnego rysunku każdego z kształtów. Potraktujmy je na zasadzie linii granicznych państw na mapie. Warto wykonać to dosyć delikatnie aby potem nie były one widoczne przy pokrywaniu sektorów jaśniejszymi tonacjami ołówka. 
Jeżeli zaczynamy pracę od lewej do prawej strony, dobrze rozpocząć ją od oprawki a dopiero potem skupić się na odbiciach w szkle.
Jeżeli na oprawce pojawi się światło lub połysk zwyczajnie omijamy to miejsce, bądź cieniujemy je delikatnie aby potem poprawić połysk gumką do mazania.  Często do takich detali używam gumki w ołówku Koh - I - Noora. 
Wypełniam ołówkiem kolejne sektory i zaczynam od nakładania jaśniejszych tonacji. Czyli nakładam warstwy na siebie delikatnie dociskając ołówek do kartki. Dopiero potem, w razie potrzeby, stopniowo je przyciemniam. Taka kolejność jest ważna ponieważ nie tylko wpływa na estetykę pracy ale także na jej komfort, gdyż łatwiej zawsze przyciemnić jasne, niż rozjaśnić ciemne. Co zresztą czasem, po ciężkich zmaganiach,  okazuje się być widoczne i psuje nieco efekt. Oczywiście jeżeli ktoś czuje się pewnie może od razu rysować " w ciemno " ;).


Jeżeli na okulary spadają kosmyki włosów, warto je omijać. Zwłaszcza wtedy, gdy za nimi rozciąga się ciemna przestrzeń wymagająca bardzo miękkiego grafitu i mocniejszego dociśnięcia ręki. Na takiej przestrzeni bowiem gumka do mazania może sobie nie poradzić. Jeżeli jednak zostawimy sobie takie pasemko i potem poprawimy gumką, będzie ono czystsze i bardziej widoczne. 
Z czasem przyciemniamy nasze sektory, jednocześnie minimalizując różnice między ich granicami. Czyli jeżeli tego wymagają, wykonujemy delikatne przejścia od jasnych do ciemnych tonacji lub na odwrót, pomiędzy tymi sektorami.  Czasami odbicia w okularach są niczym rozmyte plamy, a czasami są to wyraźnie odcięte pojedyncze pasma lub kształty. Jeżeli widzicie taką ostrą granicę między jasną plamą a ciemną, należy ją zaznaczyć. 

Końcowy etap to poprawki i dokładne wygładzenie ołówka. Czyli jeżeli nam przeszkadzają jakieś linie lub kreski, to zwyczajnie je łagodzimy drobniejszymi ruchami ręki. Również w grę wchodzą liczne poprawki w stylu " tu może jeszcze trochę przyciemnić ", " tu podbłyszczeć gumeczką " .
W końcowej fazie przyciemnienia dobrze jest użyć miękkiego grafitu. Ja użyłam dwóch - przez cały czas rysowałam wkładem  o miękkości B a na koniec użyłam grafit 6 B, w efekcie czego okulary wyglądają następująco :

  

No i tak....notka przeczytana, filmik obejrzany, tak więc nie pozostaje mi nic innego jak się na dzisiaj z Wami pożegnać...ale tylko na dzisiaj ;)



poniedziałek, 19 stycznia 2015

Pastele Olejne Pentel

OK ? Czy do BANI ? 


Witam Was Kochani ! Na dzisiaj przygotowałam notatkę na temat pasteli olejnych, o których chciałam napisać już jakiś czas temu, jednak ciągle pojawiały się ważniejsze tematy. Tym razem jednak postanowiłam podzielić się z Wami opinią na temat produktu, w którym pokładałam wielkie nadzieje. Bo jakby na to nie patrzeć Pentel nie jest złą marką, a przynajmniej w mojej opinii. Tym bardziej, że mój wiekowy ołówek automatyczny nadal działa i nic nie wskazuje by owa firma pod tym względem mnie zawiodła.   
Pastele zakupiłam oczywiście przypadkowo robiąc zakupy w Tesco, już jakiś czas temu. No i kiedy przychodzi do działów papierniczych to zamieniam się w srokę; bo tu mi się błyszczy, tu mi się świeci i zawsze coś do koszyka wrzucę. Kiedy wróciłam do domu, przyznam się szczerze, że byłam oszołomiona i wniebowzięta kiedy otworzyłam pudełeczko. To, co mnie na początek urzekło. to piękna gama kolorystyczna.  Nie miałam na co narzekać bo 36 sztuk we wspaniałych tonacjach barwnych potrafi zakręcić w głowie. No a potem wszystko runęło jak domek z kart. I nie byłoby w tym niczego dziwnego gdyby nie fakt, że ja bardzo rzadko marudzę jeśli chodzi o jakiekolwiek produkty i zawsze staram się dostrzegać te dobre strony ( umiejętność przydatna po zakupie obniżająca poziom rozmarudzenia i niezadowolenia ). Niestety nie ważne jak bardzo się starałam przekonać do tych pasteli, moja dezaprobata w stosunku do nich ciągle wzrastała a zaczęło się od zwykłych pomiarów wielkości. 





  • Bo jakby na to nie patrzeć pastele są mikrusie. Dla mnie zdecydowanie za małe, za....delikatne, wątłe - a dokładniej rzecz ujmując - za cienkie, w efekcie czego bardzo szybko się zacierają. Do jednego portretu, równie mikrusich rozmiarów, wykonanego tymi pastelami, zużyłam przynajmniej 2/3 sztyftu koloru łososiowego ( Różu Weneckiego), nie mówiąc już o bieli i innych kolorach. W tym momencie aby wykonać drugi portret muszę kupić drugą paczkę, ponieważ już brakuje mi niezbędnych odcieni. Ale nie kupię ponieważ bardzo przeszkadza mi ta " lekką " nieprawidłowość w odniesieniu do prędkości zużycia produktu, bo pastele olejne powinny wystarczyć przynajmniej do wykonania kilku prac, tudzież portretów ( ilość zależna od wielkości formatu). 
  • Kolejna, według mnie, wielka porażka to konsystencja. Są zdecydowanie za miękkie, przez co źle się pracuje, miesza barwy, i nakłada kolory. Bliżej im do farby aniżeli do pasteli. Konsystencja pasteli olejnych nie powinna być ani za twarda an za miękka. Powinny przypominać kredki świecowe ale z większym potencjałem zakrywania powierzchni. 
  • To, że rysowanie sztyftami utrudnia pracę nad szczegółami w ogóle, ze względu na płaskie obustronne ścięcia, to nie znaczy, że jest to niemożliwe. Zawsze dla mnie ratunkiem są ostre kanty i krawędzie. Niestety w przypadku tych pasteli, ze względu na ich miękkość i ta opcja się sypie  - zwyczajnie się nie da.
  • Ponad to utrudnione ( także przez miękkość ) nakładanie i mieszanie kolorów, również nie ułatwiło mi pracy. Kolory, na papierze czy płótnie, zwyczajnie kleją się do siebie i do sztyftów. Czasami odnosiłam wrażenie, że zbieram nowym kolorem to, co już położyłam wcześniej. Dodatkowo musiałam się nieźle natrudzić aby otrzymać gładkie przejścia między kolorami i tonacjami. Przy pastelach olejnych coś takiego nie powinno mieć miejsca.


  • Podczas pracy pastelami olejnymi normą jest, że biały kolor szybko się brudzi i aby uzyskać czystą barwę warto wytrzeć zabrudzenia chusteczką. W przypadku pasteli Pentel metodę tą musiałam stosować prawie do wszystkich kolorów, których używałam, co opóźniało czas wykończenia pracy i ujmowało przyjemności podczas rysowania. 



Bardzo jest mi przykro, że musiałam nie tylko się męczyć z pechowym produktem ale i z powodu tego, że musiałam wydać tak przykrą opinię. Nie lubię tego robić, jednak nie mogę ukrywać faktu, że według mnie pastele te są po prostu beznadziejne. Opinia poparta jest nie tylko doświadczeniem wynikającym z  użytkowania tego produktu, ale także z doświadczeniem arystycznym. I jakie by ono nie było - małe, duże, średnie, nie mnie to oceniać - to jednak miałam już wiele różnych pasteli olejnych i żadne nie zawiodły mnie tak jak te. Buuuuu :/



czwartek, 8 stycznia 2015

Jak Rysować Krótką Sierść Konia

Coś dla wielbicieli koni i krótkiej sierści :)

Na dzisiaj przygotowałam króciutki post na temat rysowania sierści końskiej. Wiele osób pytało mnie już jak to zrobić i od czego zacząć. W sumie sprawa jest prosta jak drut choć rysowanie krótkiej sierści i w dodatku tak, aby uchwycić połysk może wydawać się problematyczne. Uwierzcie mi, że takie nie jest. Wystarczy wziąć pod uwagę cechy charakterystyczne sierści i dokładnie obserwować wzorzec czy to będzie z natury czy ze zdjęcia.
Naturalnie problematykę sierści krótkiej przedstawię na podstawie rysunku w białej kredce na czarnym tle ale technika jest ta sama jeśliby zastosować ją w czarnym graficie na białym tle. Kwestią podstawową będzie zwykła odwrotność, o czym jeszcze poniżej wspomnę. A na start zacznę od samej techniki.

Poza rzeczą oczywistą jaką jest delikatny szkic i zarys naszego konika ( nie ważne czy to jest bardziej portretowe czy ogólne ) musimy pamiętać o pewnej zasadzie, o której już nie raz wspominałam przy rysowaniu włosów gładkich i prostych. Sierść końska jest dosyć gładka i układa się w odpowiednim kierunku, którego niestety musimy pilnować. Ten kierunek będzie zmienny w zależności od poszczególnej części ciała konia i jego ustawienia. Trochę przekabaciłam znalezione zdjęcie na swoją potrzebę aby pokazać dokładnie o co mi chodzi. Niestety nie znam autora zdjęcia.


Kiedy już dokładnie przestudiujemy sobie włosie, możemy przystąpić do rysowniczego działania. Początkujący lub osoby, które nie są pewne jeszcze swoich umiejętności mogą delikatnie zaznaczyć sobie kierunek włosia na kartce i według tego prowadzić rękę. Jednak należy to zrobić bardzo delikatnie tak, aby przy pokrywaniu rysunku nie były te linie widoczne i dały się zakryć ostatecznymi pociągnięciami ołówka czy kredki. 

Końską sierść rysujemy na zasadzie krótkich i pojedynczych pociągnięć kredką lub ołówkiem. Po każdej postawionej  kresce odrywamy grafit od podłoża i kładziemy kolejną o podobnej długości i w podobnym kierunku. Kreski stawiamy jedna na drugiej, dzięki czemu dokładnie wypełnimy przestrzeń a rysunek będzie sprawiał wrażenie dokładniejszego. Raz stawiamy ich więcej a raz mniej. Ich ilość będzie zależeć od tego jak intensywnie wypełnioną powierzchnię będziemy chcieli uzyskać. 

Ciągle pilnujemy kierunku w jakim układa się włosie. Pamiętajmy również o odpowiednim docisku ręki. Im mocniej ją dociśniemy tym silniejsze ślady zostawimy na kartce, im słabiej, tym będą one deilkatniejsze. 





UWAGA !!!

Jeżeli rysujemy białą kredką na czarnym papierze  skupiamy się na tym by zaznaczyć światło ! Czyli im mocniej przyciśniemy grafit do kartki, tym silniej zaznaczymy partie oświetlone. Czerń kartki w tym momencie staje się dla nas cieniem.
Jeżeli rysujemy standardowo czarnym grafitem na białej kartce, technika pozostaje ta sama tylko grafitem zaznaczamy cienie ! Czyli im mocniej dociśniemy grafit, tym mocniej zaznaczymy ciemne partie. Biel kartki staje się w tym przypadku dla nas światłem. 

UWAGA 2 !!!

Rysunek białą kredką na czarnym tle to nie negatyw ! Można się pomylić ponieważ bardzo przypomina  negatyw monochromatyczny, natomiast nie ma z nim nic wspólnego. W negatywie bowiem czerń staje się bielą a biel staje się czernią. Czyli zachodzi całkowita odwrotność jasności tonów -  cienie stają się jasne a światło staje się cieniem.  
Tutaj nic takiego nie zachodzi. Rysując białą kredką na czarnym papierze czerń dalej jest czernią, tylko w postaci czarnej kartki, a światło dalej jest światłem tylko w postaci białej kredki. I na odwrót - rysując czarnym grafitem na białym papierze, światło dalej jest światłem w postaci białej kartki a cień dalej jest cieniem w postaci czarnego grafitu :). W przeciwnym razie nasz konik nie wyglądałby na czarnym papierze tak : 

 Lecz wyglądałby tak :

Ale problem ten omówię dokładniej przy poruszaniu tego tematu w indywidualnym poście dotyczącym rysowania białą kredką na czarnym papierze. 


Tak czy siak technika rysowania krótkiej końskiej sierściuchy jest taka sama, niezależnie od tego czy będziemy rysować białą kredką na czarnym, czy czarną kredką na białym. Sposób, metoda i podejście pozostaje to samo :) 





poniedziałek, 29 grudnia 2014

Kalendarz na 2015 :)

Czyli mała przeróbka taniego badziewia :)

Witam Was ciepło w tym jakże chłodnym i zimowym dniu. Mam nadzieję, że święta minęły Wam przyjemnie na lenistwie i obżarstwie, którego ja osobiście mam już dosyć. Jak również zauważyliście, w zeszłym tygodniu posta nie było. Powodem były oczywiście święta, które bardziej mnie zaabsorbowały niż obdażyły nadmiarem wolnego czasu, którego niestety zabrakło mi na wszelkie internetowo blogowe działalności. A bo w sumie jakby na to nie patrzeć święta to w końcu czas, który absorbuje głównie do działalności domowych. 
Tak czy siak udało mi się jednak wykrzesać odrobinę wolnego czasu na działalność artystyczną a ten czas poświęciłam na rewitalizację zakupionego ostatnio kalendarza podręcznego na rok 2015. Oczywiście przy zakupie kalendarza zawsze mam ten sam problem - nie mogę nigdy znaleźć niczego co graficznie przyciągnęłoby moją uwagę i co wydałoby mi się szczególne i wyjątkowe. Dlatego też w większości takich przypadków przeinaczam takowy kalendarz wizualnie i dostosowuję go do indywidualnych potrzeb mojego zakręconego umysłu. Takim właśnie przeinaczonym kalendarzem chciałam się z  Wami dzisiaj podzielić. W zasadzie to nie jest może jakiś wybitnie dopracowany ale zawsze bardziej oddaje mnie aniżeli jakaś nudna grafika w chamskim, fluorescencyjnym pomarańczu połączonym z tandetnym i brudnym granatem. 




Do wykonania okładki użyłam spory arkusz szarego papieru. Ale zawsze można użyć jakiegoś dekoracyjnego kolorowego. Zależy od koncepcji i potrzeby. Ponad to wkleiłam ręcznie wykonane graficzki, które zapewne kojarzycie już z bloga :3, użyłam  koronki samoprzylepnej ( którą można kupić na dziale scrapbookowym w em-piku ), nóżek czarownicy ( które podkradłam bałwankowi :P ) i kolorowych spinaczy, żabek oraz dekoracyjnych magnesów. Samą okładkę dodatkowo zakleiłam taśmą przeźroczystą pasmo po paśmie, dzięki temu rysunki ani papierowa okładka nie ulegną zabrudzeniu tudzież potarganiu. Bo jak wiadomo taki kalendarz taszczony będzie wszędzie w torbie przez cały rok więc szkoda aby się zniszczył. 
Obecny stan jest nieco ubogi ale wierzę, że z czasem będę doklejać i dodawać elementów, które zrobię lub zdobędę zwyczajną drogą zakupu w 2015 roku.  



Myślę, że to fajny sposób umilania sobie planowanych terminów tudzież prowadzenia dziennika, złotych myśli czy innych zapisków. A dodatków można wprowadzić multum dzięki czemu dziennik stanie się jeszcze bardziej ciepły, kolorowy i jeszcze bardziej będzie oddawać nasz charakter oraz duszę. :) 
P.S. Nie pytajcie się mnie o sens wypowiedzi w białej chmurce gdyż sama go nie znam :P

A Wy ? Macie jakieś swoje szczególne upodobania do takich kalendarzy ? Jak je wykorzystujecie ? A może w ogóle nie używacie ? :) 
Jeżeli macie jakieś fajne artystyczne kalendarze z 2014 roku, które pękają w szwach i prezentują się ciekawie i kolorowo podzielcie się nimi ze mną. Do końca stycznia 2015 r. przesyłajcie mi zdjęcia na maila : marcysiowo@gmail.com. Zdjęcia dobrej jakości i dobrze oświetlone. Kto wie ? Może zrobię posta o najciekawszych artystycznych kalendarzach 2014 roku ...? :)



piątek, 19 grudnia 2014

Jak rysować ołowkiem upięte włosy - proste ?

Czyli włosy po raz kolejny :) 

Witam Was serdecznie w tym przedświątecznym tygodniu. Dzisiaj jak widać będzie tutorial i w dodatku po raz kolejny na temat włosów. Podobnych tematów już było sporo a znając życie będzie jeszcze więcej bo tematyka buszu na głowie sama w sobie jest dosyć rozległa. Na dzisiaj przygotowałam jednak kwestię rysowania upiętych i prostych włosów. Można to także podciągnąć pod temat rysowania skomplikowanej fryzury choć nie do końca. Tym razem chciałabym wziąć pod uwagę całokształt włosów gładkich, prostych ale upiętych w jakąś przedziwną formę. 
Oczywiście na wstępie przepraszam za kiepska jakość zdjęć. Były robione już jakiś czas temu i teraz nie bardzo dało się wyciągnąć z nich zbyt wiele. Mam jednak nadzieję, że wszystko widać i  z dzisiejszej notatki wyciągniecie całą esencję jaka będzie Wam potrzebna. 

Zanim przystąpimy do jakiejkolwiek pracy warto spojrzeć na fryzurę ogólnie. Zaznaczamy sobie ogólny zarys i  zwyczajnie dzielimy sobie poszczególne jej partie na sektory. Oczywiście ja zaznaczyłam wszystko białą linią tak jak mniej więcej powinno to wyglądać. Naturalnie nie musimy nieczego numerować. Chodzi o to aby ustalić ogólny kształt fryzury a następne poszczególne jej elementy oraz kształty, które się na niej znajdują. Kiedy mamy już wszystko rozrysowane tak jak być powinno przystępujemy do dalszej praktyki. 

UWAGA!!!

Kwestia pierwszeństwa czy wykonać najpierw włosy czy twarz i ciało jest całkowicie subiektywna. To nie ma znaczenia. Zwyczajnie rysujecie tak jak Wam jest wygodnie i jak Wam pasuje. 



Wypełnianie Sektorów

Tą kwestię omówię na podstawie fryzury gejszy, która niczym się nie różni od innych misternie ułożonych fryzur, choćby tej na zdjęciu powyższym. Technikę a może raczej sposób jak stosuję można śmiało używać w każdym podobnym przypadku. Zasada jest prosta. 

Mając włosy podzielone już na owe sektory, zaczynamy od wypełniania dowolnego pola pamiętając by kierunek stawianych przez nas kresek zgadzał się z kierunkiem ułożenia włosów w każdym z poszczególnych sektorów. 
Rysujemy kierując rękę od zewnętrznych linii do środka, zostawiając je delikatniejsze po środku. W ten sposób powstanie połysk świadczący o wypukłości konkretnego pukla.  


UWAGA!!!

Połysk na puklach nie zawsze leży idealnie po środku. Czasem zmienia swoje miejsce bliżej lub dalej od górnej lub dolnej krawędzi. Czyli może być położony bardziej u góry lub na dole pukla. Wszystko zależy od sposobu ułożenia włosów.

Z początku stawiamy kreski delikatniej. Z czasem jednak zwiększając ich ilość i im mocniej będziemy je stawiać nakładając je na siebie, tym mocniejszy cień na włosach nam się utworzy. Początkowo warto sięgnąć po twardszy grafit. Jego twardość powinna być uzaleźniona od tonacji włosów jakie rysujemy. I tak na przykład do czarnych użyłam na początek 2 B. Do jasnych użyłabym np. HB. 
Jeżeli na przestrzeni którą wypełniamy brakuje nam linii zewnętrznych kierujemy rękę po łuku ( lub innej formie np. fali ) w obu kierunkach.

UWAGA!!!

Naturalnie dobór miękkości grafitu jest indywidualny ponieważ każdy z Was będzie śmigał w swoich rysunkach odmienne tonacje czy kolory włosów i pod tym kątem sami będziecie musieli również zadecydować jaką twardość najlepiej Wam będzie odpowiadać. 

Trzymając się formy i kierunku w jakim ułożone są pukle włosów nakładamy kolejno liniie i kreski dopóki odcień w danym miejscu nas nie zadowoli. Wiadome jest, że przy jasnych włosach będziemy musieli zachować szczególną ostrożność gdyż przeważnie pozbawione są one głębokich i czarnych refleksów. 
Kiedy docieramy do miejsca, w którym graniczą włosy ze skórą twarzy, należy pamiętać aby cienkimi i pewnymi pociągnięciami kierować linie od strony włosów ku skórze. Czyli tak jakbyśmy nakładali pojedyncze i krótkie kosmyki na skórę. 
Końcowym etapem jest przyciemnianie konkretnych partii a także wykonywanie drobnych poprawek ołówkiem o miększym graficie. Czyli wszelkie mocniejsze cienie rzucane przez pukle, jak również przez liczne ozdoby tkwiące we włosach, wzmacniamy miękkim grafitem. I tak np. do czarnych włosów użyłam 5B ( można więcej ). 5B także nadaje się również do wzmocnienia cieni na jasnych włosach. Ale ogólnie rzecz biorąc dobieranie miękkości grafitów to sprawa indywidualna bo tak na prawdę nie jestem w stanie wam powiedzieć jaki odcień włosów będziecie rysować a jest tego mnóstwo w zależności od określonego zdjęcia, oświetlenia itd.


No i tak jakby to wszystko co na dzisiaj przygotowałam :) Mam jednak nadzieję, że wystarczająco i wyczerpująco.