sticky

wtorek, 25 sierpnia 2015

Nowość Koh - I - Noora ! Etui zwijane dla fanów kredek Mondeluz i Polycolor

Cześć kochani !! Dzisiaj nadprogramowy post, ponieważ dostałam coś bardzo fajnego i nie mogę się powstrzymać aby się z Wami tym nie podzielić. Wpadła mi dzisiaj w ręce pewna rzecz, która od niedawna istnieje już sobie na rynku plastycznym. Twórcą jest Koh - I - Noor, a produktem etui na kredki.
Oczywiście etui dostępne jest wraz z kredkami Mondeluz albo Polycolor, jak kto woli. Osobiście posiadam kredki Mondeluz. Dlaczego akurat te ? Nie wiem,  jakoś tak wyszło.

Etui jest koloru czarnego, wykonane z mocnego materiału i obszyte skórą ekologiczną. Wewnątrz znajdują się, tak jak w starych piórnikach, gumeczki a w nich wetknięte mamy 36 kredek, w trzydziestu sześciu różnych kolorach. Zapięcie na zatrzaski.



Naturalnie poza kredkami, w etui znajdują się dodatkowe gumeczki, które pozwalają nam wstawić sobie wybrane przez nas przedmioty artystyczne. 



Gama kolorystyczna, jak widać ładna i bardzo podobna do tej ze zwykłych opakowań papierowych, Mondeluz jak i Polycolor. Naturalnie mam tu na myśli opakowania 36 sztuk. W zasadzie zestawy różnią się tylko dwoma odcieniami. Tak więc podczas gdy w etui mamy numerki 6 i 12, w zwykłych opakowaniach mamy 170 i 178.  Odcienie bardzo podobne więc niewiele tracimy. 


Jako że posiadam zestaw z kredkami Mondeluz, pozwoliłam sobie sprawdzić również ich miękkość i niczym się ona nie różni od tych, ze standardowych opakowań. Zresztą Mondeluz to Mondeluz, czy kupimy je na sztuki, czy w opakowaniach, miękkość grafitu będzie raczej bez zmian. 



Natomiast bardzo podobają mi się zakończenia kredek - zaokrąglone w kolorze złota, jakich nie mam w swoim tradycyjnym zestawie 36 sztuk, a które występują w wersji " na sztuki ".
Samo etui jest bardzo praktyczne w podróży, oraz podczas plenerowych wycieczek. Można go zwinąć w niewielki rulonik, który będzie długi na 20 cm, o średnicy 7 cm. Lub rozwinąć etui  i wykorzystać załączony paseczek,  łącząc go z drugim końcem opakowania. W ten sposób otrzymamy ciekawą, kredkową torebkę na ramię lub haczyk.





Ta wersja kredek oscyluje w granicach 80,00 zł i z tego co się orientuję, taka forma opakowania dostępna jest tylko z kredkami. Naturalnie jeśli bierzemy pod uwagę tylko Koh - I - Noora. Samo etui oczywiście można dostać w granicach 40.00 zł z innych firm np z Derwenta. Tak więc opcji jest wiele - do wyboru , do koloru. Ja ze swojej jestem bardzo zadowolona - no bo czemu nie ? :)


Czytaj Więcej »

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Kredki Conte z Carrefoura

Cześć, czołem ! Witam wszystkich cieplutko i przechodzę do rzeczy. Tak jak wspominałam na Facebooku, mam teraz kilka opakowań kredek z Carefoura, którymi chciałabym się w najbliższym czasie zająć a i przy okazji o nich trochę napisać. Oczywiście na start zajmę się kredkami Conte, które są produktem firmy francuskiej i są przeznaczone głównie dla dzieci. Naturalnie fakt, że kredki przeznaczone są dla młodziutkich artystów, wcale mi nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, mając już pewne, miłe doświadczenia z takimi kredkami z chęcią sięgam po następne opakowania, które wpadną mi w oko.  No i tak właśnie Conte znalazły się w moich rękach a co z tego wynikło, to za chwilkę. 

To, że Conte jest firmą francuską nie uchodzi wątpliwości, jak również fakt, że mamy do czynienia z dwunastoma sztukami zapakowanymi w bardzo estetyczne metalowe opakowanie. Jak dla mnie rewelacja, ponieważ bardzo lubię metalowe opakowania. Chyba nawet bardziej od tekturowych, głównie dlatego, że są trwalsze. Oczywiście w sklepie przejrzałam cały haczyk z opakowaniami, w poszukiwaniu najmniej porysowanego wieczka, ale niestety co jedno, to było gorsze, więc wzięłam opakowanie ze środka i wrzuciłam z pedantyzmem na luz. Trudno, nie ma, to nie ma. 
Opakowania nie były zabezpieczone żadną folią, jedynie zaklejone po środku przeźroczystym kółeczkiem taśmy klejącej tak, aby nie można było otwierać pudełka. Zabezpieczenie nieco marne, ponieważ nie jest w stanie zatrzymać ludzi przed zaglądaniem do środka. Udało  mi się jednak znaleźć opakowanie, które miało tasiemkę nietkniętą, a to już mały sukces. 



Charakterystyka Kredek


Tak jak wcześniej wspomniałam, wewnątrz znajduje się dwanaście kredek w czarnej oprawce. Trzon kredek jest czarny i okrągły, przez co może się wydawać, że kredki są bardzo smukłe. Na pewno wygodnie się je trzyma w ręce, a przynajmniej w mojej opinii. 








Można zaliczyć je do kredek ekologicznych ponieważ nie wykonane są z drewna, lecz z tworzywa sztucznego - żywicy syntetycznej. Być może dlatego, podczas trzymania w ręce, wydają się niesamowicie lekkie. Ponad to brak drewna jako składnika głównego sprawia, że jesteśmy w stanie wygiąć kredkę w rękach, czego nie będziemy w stanie zrobić z kredką, o drewnianym trzonie. 

Tak więc producent zapewnia nas o lekkości kredek, ekologiczności a także o niesamowicie wyrazistych kolorach, oraz dużej wytrzymałości na urazy mechaniczne. Co do dwóch pierwszych punktów nie mam wątpliwości, tak więc może od razu przejdę do punktu trzeciego, czyli kolorów.  

Kolorystyka

Gamę kolorystyczną mamy oczywiście ograniczoną, ponieważ jest ona niewielka i  składa się z dwunastu odcieni. Ale muszę przyznać, że kolory są ładne, czyste tak na kolorowym, jak i na białym papierze.

Niestety to, co zabolało mnie najbardziej w zestawie kolorystycznym, to braki w bardzo ważnych odcieniach : różowym, łososiowym ( cielistym ) i białym. Nad kolorem białym ubolewam najmniej, ponieważ znając mnie i tak bym go zamieniła na miększą kredkę, z innego zestawu. 
Niby niewielka strata, natomiast "usterki" te spowodowały, że  miałam trudności z pokolorowaniem jasnej skóry. Głównie z powodu braku cielistego, którego nie mogłam uzyskać nawet ze zmieszania różu i pomarańczu ( patrz - ostatni post ), ponieważ różu także nie było. Na upartego można byłoby uzyskać róż, ze zmieszania czerwieni i bieli, ale bieli też nie było, więc kółko się zamyka.  Chcąc, czy nie chcąc, musiałam wspomagać się odcieniami z innego zestawu, między innymi BIC oraz Koh- I- Noor Mondeluz.
Ale dzięki temu przekonałam się, że kredki Conte dobrze współpracują również z innymi gatunkami kredek. Z twardymi oraz miękkimi grafitami.

Test Krycia


Osobiście jestem osobą, która lubi podczas kolorowania, zakrywać dokładnie całą planowaną powierzchnię kartki. A kredki nakładam jak farby - czyli warstwa na warstwę. Dlatego istotne jest dla mnie aby kredki posiadały możliwość krycia, niezależnie od ilości nałożonych warstw a także taką wyrazistość odcieni, która będzie widoczna z każdą następną nałożoną warstwą. Conte zdały test bezbłędnie. Tak więc, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że bardzo dobrze kryją i dobrze radzą sobie przy pracy z warstwami. 




Zostawiają delikatnie woskową powłokę i mogą wydawać się śliskie podczas krycia. Sytuacja bardzo podobna do BIC'ów - oczywiście do opanowania, tym bardziej jeśli ktoś kolorował wcześniej BIC 'ami, to i z Conte sobie poradzi.

Zdecydowanie lepiej radzą sobie na papierze matowym niż śliskim. Wydają się być wtedy bardziej miękkie.

 Grafity

Będąc w temacie kredkowych grafitów i ich wzajemnej kooperacji, uznaję za konieczność poinformować wszystkich o tym, że Conte oficjalnie zaliczyłam do kredek o twardym graficie. Naturalnie są bardzo podobne charakterem do kredek BIC Tropicolors, natomiast w porównaniu do BIC 'ów mają nieco miększe grafity. Dają o ton, ciemniejsze i mocniejsze barwy. Drobny niuans, być może niezauważalny dla większości, ale jednak czasem bywa istotny. Poniżej dla porównania, ten sam kolor w wersji Conte i BIC. 

Wytrzymałość


Kredki mile również mnie zaskoczyły pod kątem odporności na urazy mechaniczne. Po wielokrotnych upadkach oraz testach grafit, jak i trzon kredki, trzymał się mocno w ryzach. Naturalnie przy silnym uderzeniu lub upadku, nie ma opcji aby kredka wyszła całkowicie bez szwanku, ale w przypadku Conte, jest to raczej usterka sporadyczna i na pewno nie na taką skalę, jak przy zwykłych kredkach. Tym bardziej, że po upadku, Conte były wielokrotnie strugane a grafit solidnie trzymał się niezłomnie, w jednym kawałku. 

Kredki przeszły również pomyślnie test strugaczki. Bardzo łatwo je naostrzyć, aż do szpica. Podczas strugania grafity nie łamią się, więc nie ma obawy, że przez przypadek przekręcimy za dużo i uszkodzimy grafit.  









No i podsumowując kredki Conte dla dzieci to dla mnie fantastyczna sprawa. Są :

  • trwałe, solidne, odporne na urazy
  • nie łamią się
  • mają ładne, czyste i wyraziste kolory
  • miększe od Bic 'ów.
  • lekkie
  • dobrze kryją, radzą sobie z kryciem warstwowym
  • dobrze się strugają
  • zostawiają matowo- woskową powłokę

    Niestety w opakowaniu 12 sztuk brakuje kolorów takich jak :
  • biel, róż, róż wenecki
  • mogą niektórym wydać się śliskie, przy nakładaniu większej ilości warstw

No bo tak na moje oko, to zamiast tej magenty  mogliby wstawić róż, a zamiast cytrynowej żółci - biały lub cielisty i jak dla mnie byłoby idealnie. :)
Niestety nie pamiętam dokładnej ceny ale myślę, że była ona w granicach 20 ,00 zł.
Poniżej portret Małej Hani wykonany kredkami Conte. Naturalnie tak jak wcześniej wspominałam, wspomagałam  się trzema brakującymi odcieniami ( róż, cielisty - z zestawu BIC Tropicolors, biel -  z zestawu Mondeluz ).


Czytaj Więcej »

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Łososiowe Kredki - Podstawy Portretu

Hej ! Hej ! U mnie upały już nieco zelżały a jak u Was ? Żyjecie tam jakoś  ? Mam nadzieję, że tak bo mam dla Was bardzo miłą ciekawostkę, o kolorowych kredkach. Jak wiecie zawsze i wszędzie, prawiąc morały o tym jak rysować kredkami, wspominam nieustannie o kolorze łososiowym. No tak, bo to kluczowy i bardzo przydatny kolor, choć nie zawsze znajdziemy go w zestawie kredkowym. 
Oczywiście są marki, które nam udostępniają takie odcienie na sztuki jak np. Lyra Farb-Riese czy Koh- I - Noor i można byłoby jeszcze wymieniać, jednak dzisiejsza notatka poświęcona jest łososiowej kredce w ogóle. Nie tylko tej dostępnej na sztuki ale i tej, która stanowi kluczową jednostkę w kredkowym zestawie. Bo jak wiadomo kredka to kolor, a kolorem dnia jest łososiowy. 

Naturalnie rzecz biorąc, bo nie sztucznie, kolor łososiowy jest dla mnie bardzo istotny zwłaszcza podczas rysowania kredkami nie tylko portretów, ale i pejzaży czy martwych natur. Chociaż ostatnio skupiam się głównie na portretach i dlatego też własnie, bazując na tej tematyce, wyjaśnię o co chodzi z tym kolorem i co zrobić kiedy się go nie ma. 
Odcień łososiowy - inaczej róż wenecki, czy też cielisty - jest dla mnie podstawowym odcieniem przy kolorowaniu jasnej skóry. Jest on wyjściową tonacją i podkładem dla całej pozostałej kolorystyki skóry. Tak jak już wcześniej pisałam, kolor ten dostępny jest na sztuki ale ostatnio coraz częściej spotykamy go również w różnych zestawach kredek. Przeważnie w tych większych, ale w mniejszych też czasem się pojawia. 


Odcienie każdej kredki z poszczególnych zestawów - i nie tylko - różnią się znacznie ilością pigmentu, intensywnością odcienia i wszystkim tym, czym mogą różnić się od siebie kredki ( jeżeli nie marką ) .  Nie należę do osób zbyt wybrednych  i dlatego też zaryzykuję stwierdzeniem, że tak na prawdę w praktyce żaden odcień nie występuje w swojej czystej postaci, ponieważ zawsze wzbogacony jest  pozostałą gamą kolorystyczną, która dodaje mu odpowiedniego charakteru. Kolory przenikają się wzajemnie i tylko razem dają konkretny efekt. Dlatego też wiele zależy od tego, jak mieszamy kolory.  Nie mniej jednak, to jakiego odcienia użyjemy na bazę, również będzie miało wpływ na całokształt kolorystyczny pracy, więc warto wybrać dla siebie taki, który będzie z nami wyjątkowo dobrze współpracował. Ale o poszczególnych typach łososiowej kredki później. Teraz chciałabym trochę napisać o tym, jak sobie bez niej radzić.

Tak więc, co zrobić kiedy nie mamy i nie możemy dostać - z jakiegoś głupiego powodu - koloru łososiowego. Idealnym dla mnie rozwiązaniem jest połączenie innych kolorów tak, aby otrzymać ten konkretny. W tym przypadku będą to dwa kolory : pomarańczowy i różowy. Naturalnie nie dadzą nam idealnego odcienia różu weneckiego, natomiast tworząc podobny kolor, idealnie podtrzymają ogólny efekt w pracy i zastąpią tą jedną brakującą kredkę. 


Nie ma znaczenia w jakiej kolejności łączymy te dwa kolory. Oba zaliczamy mniej więcej do tej samej grupy kolorów, czyli kolorów ciepłych. Znaczenie jednak ma to, z jaką intensywnością będziemy łączyć jeden kolor z drugim.
Tak więc w zależności od intensywności różowego jak i pomarańczowego, otrzymamy taką lub inną intensywność koloru cielistego. Większą lub mniejszą intensywność otrzymamy przez mocniejszy lub słabszy nacisk ręki do papieru. Poniżej zmieszane ze sobą próbki kolorów, o takim samym natężeniu, przy bardzo silnym docisku dłoni - czyli silnym natężeniu koloru. 
Widać wyraźnie, że dają nam bardzo przyjemny odcień ciepłego intensywnego różu. Ten mocny kolor sprawdza się idealnie jako baza dla ciemnych tonacji, które dzięki niemu stworzą bardziej zbliżony odcień tonącej w cieniu skóry, lub tej o silnym pigmencie ( poniżej, zdjęcie po lewej - przed dodaniem innych barw i zdjęcie po prawej - po ich dodaniu ).
Świetnie również spisze się przy kolorowaniu zachodów słońca, które posiadają bardzo intensywną i ciepłą gamę barwną, jak również przy kolorowaniu innych elementów rysunku, o podobnej kolorystyce.


Miłym dodatkiem dla mocniej nakreślonych odcieni jest biała kredka, która złagodzi i stłumi krzykliwe barwy, ale nie zmieni ich tonacji cieplnej - tzn. nie sprawi, że staną się chłodniejsze lub cieplejsze. Jest to idealna opcja w momencie gdy uznamy, że nasz kolor jest zbyt wyrazisty i zbytnio wybija się ku przodowi.


W tym przypadku warto użyć kredki o miękkim graficie np. Derwent Drawing, Coloursoft lub Koh- I - Noor Mondeluz, które podziałają jak rozjaśniacz.
Tej metody nie polecam w celach uzyskania koloru podkładowego. Na tak rozjaśnione kolory ciężko będzie nałożyć pozostałe tonacje kolorystyczne, ponieważ ich warstwa będzie śliska, wygładzona przez biel i istnieje prawdopodobieństwo, że kolejne grafity nie będą się dobrze z nią łączyć. Tą opcję polecam natomiast w końcowych etapach, kiedy będziemy wiedzieć, że już nie nałożymy zbyt wielu kolorów.

Aby natomiast wykonać delikatny odcień koloru cielistego, bez rozjaśniania,  wystarczy nałożyć róż i pomarańcz delikatnie, z takim samym naciskiem dłoni. 
Na tak przygotowany podkład możemy nakładać kolejne barwy. W trakcie kolorowania stopniowo będziemy pokrywać powierzchnię papieru kolejnymi warstwami i ostatecznie uzyskamy końcowy efekt pracy.

Oczywiście łososiowy, cielisty czy róż wenecki,  to kolor ciepły i można go stłumić za pomocą barw zimnych. Barwy zimne ochładzają i brudzą nieco barwy ciepłe dlatego powinno się je nakładać w drugiej kolejności.
Dodatkowo jeśli zapragniemy wzmocnić tonację cieplną tego odcienia, wystarczy dodać barw gorących.

Tak jak już wcześniej wspominałam, za pomocną zmiany natężenia tych dwóch podstawowych kolorów ( pomarańczowego i różowego ), możemy uzyskać zupełnie inny odcień ciała i nie tylko.
  
I tak na przykład, przy słabszym natężeniu pomarańczu a mocniejszym natężeniu różu, uzyskujemy tonację bardziej zbliżoną do koloru różowego.

Z kolei przy mocniejszym natężeniu pomarańczu a słabszym natężeniu  różu, uzyskana tonacja kierować się będzie bardziej ku odcieniom pomarańczowym. 



Naturalnie opcja mieszania różu z pomarańczem, to opcja przydatna gdy nie posiadamy w swoim zestawie gotowego odcienia łososiowego. Kolory takie jednak możemy nabyć nie tylko na sztuki ale i w gotowych zestawach.
Kiedy posiadamy już ten właściwy kolor, odcienie różu i pomarańczu nadal są przydatne w pracy , ponieważ dodajemy je w kolejnych etapach kolorowania, aby ocieplić kolorystykę skóry. Jednak nie przy każdym portrecie będą one wyraźne, lub występować w  tym samym natężeniu kolorystycznym. O tym decydujemy my oraz nasz wzór, z którego czerpiemy.
Także nie mamy zbytniego wpływu na odcień koloru, który jest nam dany w konkretnym zakupionym zestawie. Często odbiega on od naszych oczekiwań i wymaga dodatkowej obróbki kolorystycznej w celach uzupełnienia braków. W takich przypadkach bardzo pomocny jest kolor różowy. Poniżej mam dla Was przykłady odcieni kredek łososiowych solo,  oraz w połączeniu z kolorem różowym. 
























Jak widać nie każda kredka oddaje idealnie ten odcień, o którym jest mowa, choć przynależy wizualnie do tej grupy. Ale już w połączeniu  z kolorem różowym,  daje nam o wiele przyjemniejsze rezultaty.
Oczywiście idiotyzmem jest kupować kredki dla wybranego odcienia różu weneckiego. Lepiej kupić zestaw kredek " bez"  i dokupić go na sztuki.  Niemniej jednak często przy zakupie opakowania, bardzo liczę na jego obecność. I nie bez powodu. Odcień ten ma wiele walorów, tym bardziej że jego jakość da nam również wskazówkę do tego, jak spisze się cały zestaw. W końcu kredki z zestawu zrobione są z tej samej gliny. I tak dla przykładu, zebrałam wszystkie moje kredki łososiowe - te z zestawów i te kupione na sztuki - aby mniej więcej określić, które są mniej czy bardziej warte uwagi i z którymi najlepiej mi się pracuje. A przy okazji chciałabym uwzględnić również ich miękkość w skali od 1 - 8 ( patrz - kropeczki ).



  1. Colorino Kids - miękka kredka, którą dostaniemy w zestawie kredkowym dla dzieci. Dobrze się sprawdza na białym i kolorowym papierze. Jak wynika z próbki, ma ładny czysty i przyjemny odcień. Powierzchnia po pokryciu jest śliska, co może sprawiać, że niektóre twardsze grafity mogą mieć trudności z  jej pokryciem, ale nie wszystkie. Dobrze łączy się z miękkimi grafitami.


  2. Artist Akwarelowa - od  Colorino posiada nieco jaśniejszą tonację. Jest też nieco twardsza ale nadaje się pod kredki o twardszym i miękkim graficie. Dobrze kryje dając matową powłokę.  Odcień ma delikatnie przybrudzony. Posiadam ją w zestawie 37 sztuk.

  3. Koh - I - Noor Mondeluz - bardzo miękki grafit o ładnym, czystym, intensywnym odcieniu. Duża ilość pigmentu sprawia, że po nałożeniu daje śliski efekt. Niektóre twardsze grafity mogą mieć problem z łączeniem i pokryciem, takiej warstwy. Nie mniej jednak przy odpowiednim docisku ręki można sobie z tym problemem poradzić.   Można ją dostać w zestawie jak i na sztuki. Bardzo dobrze się łączy z innymi miękkimi grafitami.

  4. Tree Creation Black Line  - Odcieniem bardzo przypomina Artist Akwarelową. Delikatnie wpada w ochrę żółtą. Posiada twardszy grafit i dobrze kryje. Dostępna w zestawie Tree Creation Black Line. Na papierze pozostawia matową warstwę i dobrze łączy się z twardszymi jak i miększymi grafitami.

  5. Bic Tropicolors -  kredka dostępna tylko w zestawie. Posiada twardy grafit a po nałożeniu na kartkę, pozostawia matowo woskową powłokę. Dobrze łączy się z  innymi twardymi grafitami, jak również i miękkimi. Według próbki daje bardzo ładny chłodny łososiowy odcień. Dobrze kryje zwłaszcza przy mocnym docisku dłoni .

  6. Lyra - dosyć miękka kredka, która daje ładny, czysty, intensywny i ciepły odcień różu weneckiego. Dostępna w zestawach jak i na sztuki. Dobrze łączy się z miękkimi jak i twardymi grafitami, ponieważ pozostawia matową powłokę.  Jest dosyć duża więc wystarcza na dłużej.


  7. Faber - Castel Art Grip - kredka z serii Art Grip. Posiada twardszy grafit, dobrze kryje ale odcień pozostawia jakby delikatnie przybrudzony. Nie jest on czysty tak jak w Bic, Lyra, Colorino. Pozostawia warstwę matową i dobrze łączy się z twardymi, jak i miękkimi kredkami.


  8. Staedtler - jedna z twardszych kredek. Mocniej wpada w żółć, niż w róż ale  nadaje się do użytku z twardymi jak i miękkimi kredkami. Dostępna w zestawie i pochodzi z serii usuwalnej za pomocą gumki . Dostępna tylko w zestawie. 


Z wszystkich wyżej wymienionych,  chyba najczęściej współpracuję z Koh - I - Noor Mondeluz, Lyra oraz BIC. Cenię je sobie nie tylko za umiejętności współpracy z różnymi typami kredek, ale i za ładne, czyste odcienie jakie pozostawiają na papierze. Ale jeżeli pracuję w obrębie jednego zestawu kredkowego, naturalnie używam koloru zestawowego. W tym przypadku nie podmieniam łososiowego,  tak jak to robię bezczelnie z kolorem białym. :P Inaczej się ma sprawa  gdy brakuje tego koloru w zestawie. Wtedy użycie  kredek z innych źródeł jest dla mnie oczywiste.
Naturalnie łączenie różnych gatunków kredek może czasem się okazać uciążliwe, zwłaszcza mieszanie twardych i miękkich grafitów. Dlatego dobrze jest mniej więcej określić sobie metodę pracy i skoncentrować na konkretnym rodzaju grafitu. Albo przynajmniej skoncentrować się na określonej grupie, o podobnej twardości lub miękkości.  Nie mniej jednak miksowanie jest możliwe a wariacji na ten temat jest mnóstwo. Dlatego, żeby już nie przedłużać, zakończę temat kredek łososiowych i idę powariować z kolorami ;) 

Czytaj Więcej »

piątek, 14 sierpnia 2015

Lidlowy Starter Akrylowy Crealando !

Witam wszystkich serdecznie ! Dzisiejszy post jest nadprogramowy i będzie dosyć szybki, jako że mam do przekazania krótką nowinkę. Natrafiłam wczoraj w Lidlu na bardzo fajny starter akrylowy w bardzo stylowym opakowaniu. Nie wiem jak Wy, ale ja jestem bardzo łasa na takie drewniane opakowania, tym bardziej że kolorów jest sporo a poza farbami mamy także drobne co nieco. Oczywiście nie ma co liczyć na jakieś niesamowicie znane marki i cuda wianki, jednak dla osób zaczynających przygodę z akrylami może się to okazać całkiem przyjemnym rozwiązaniem, również ze względu na sposób opakowania, które na pewno szybko się nie zniszczy a i ładnie będzie prezentować się na półce. 



Tak więc mamy w posiadaniu taką oto drewnianą kasetkę, lub walizeczkę - jak kto woli - z drewna bukowego, a w niej :
  • 26 farb akrylowych po 12 ml 
  • 2 okrągłe pędzle
  • 2 płaskie pędzle 
  • 1 paleta malarska
  • 1 ołówek HB i B
  • 1 podwójna temperówka metalowa 
  • 1 instrukcja 
Oczywiście taka instrukcja raczej jest przeznaczona dla osób całkowicie niezorientowanych i uwierzcie mi, nie ma w niej nic, czego byście nie wiedzieli o akrylach, więc można się jej pozbyć już na starcie.
Koszt takiego zestawu to ok 67,00 zł.

Farby


Teraz przejdźmy do drobnego omówienia poszczególnych elementów zestawu.
Jak widać tubki są miniaturowych rozmiarów ( 12 ml ), ale i początkujący nie potrzebują wielkich podobrazi, więc na start wystarczy. Opakowanie jest o tyle wygodne, że gdy nasze farby się wyczerpią możemy dokupić nowe tubki podobnych rozmiarów, lub zwyczajnie pozbyć się plastikowych wkładek i trzymać w teczuszce tubki, różnych firm i różnych wielkości, luźno. Tak właśnie  zrobiłam z farbami olejnymi i w tym akrylowym przypadku raczej będzie podobnie.

Miłym plusem jest fakt, że w zestawie mamy dodatkowe tubki kolorów, które lubią szybko znikać. Czyli biel i czerń. Kolorystyka jak widać ładna i w zasadzie mamy wszystkie niezbędne odcienie do mieszania i podstawowej nauki malowania farbami w ogóle.








Kolory nie są podpisane nazwami lecz numerkami, więc i ja ponumerowałam poszczególne odcienie aby było wiadomo, który jest który.

 
Konsystencja tych farb jest raczej rzadka a zapach też bardzo akrylowy, więc pod tym względem nie ma żadnych rewelacji. Farby są oczywiście świeże i nowe, więc na chwilę obecną nie ma " efektu wody ", który czasem pojawia się przy wyciskaniu farby z tubki.  Ale zobaczymy co będzie jak sobie poleżą. Zrobiłam także próbę łączenia tych farb z farbami innych marek i rezultaty okazały się dosyć pozytywne.
Ogólnie farby miksują się z innymi bardzo dobrze, choć ich konsystencja zmienia się w zależności od konsystencji farby, z którą je mieszamy. Niestety ich rzadkość sprawia, że podczas łączenia z gęstszą farbą przymusowo trzeba zużyć ich nieco więcej.  W przeciwnym razie ciężko będzie uzyskać interesujący nas kolor i odcień. Dzieje się tak głównie dlatego, że gęste farby posiadają więcej pigmentu a rzadkie mają go mniej. Nie pojawiają się natomiast żadne grudki a jedynie delikatne pęcherzyki  powietrza, które podczas pracy i tak  w niczym nie przeszkadzają.

Co do krycia, to kryją kiepsko. Ale nie można oczekiwać cudów po farbach o rzadszej konsystencji.













Ołówki 



Jeżeli chodzi o zestawowe ołówki to mają ładny wygląd zwykłego ołówka. Bez napisów i oznakowań, skąpe w numerki serii itd., natomiast są oznaczenia B i HB więc twardości nie pomylimy. W akcji wypadają całkiem przyzwoicie. Dla porównania zrobiłam poniższy test.


Jak widać wszystko wyszło standardowo. Odcień grafitu bardzo zbliżony do ołówków Koh - I - Noora. Da się nimi rysować, wykonać wstępny szkic na podobraziu itd.. Również pomyślnie przeszły test gumki do mazania. 

Strugaczka / Temperówka


Kolejnym elementem zestawu jest strugaczka/temperówka - muszę przyznać, że jedna z moich ulubionych. A i cieszę się, że jest w zestawie bo akurat moja stara się stępiła, więc mam nowy zamiennik.  W działaniu bardzo dobra. Niezawodnie struga do szpica. 







Paleta


Paleta niestety nie wywołała u mnie "ochów" i " achów ", bo formę posiada ona przedziwną. Wykonana jest z plastiku i w dodatku bije od niej hasłem " użyj mnie do akwareli ". Nie mniej jednak swoją funkcję spełnia a głębokość poszczególnych rowków sprawia, że farba nie ucieka na boki i nie wycieka. Dodatkowo więcej jej zostaje na palecie do zebrania. Niestety mało jest na niej miejsca i ilość kolorów wykładanych do mieszania musi być ograniczona. Tak czy siak, dla początkujących to dosyć dobra opcja, biorąc uwagę że to starter a w starterach zazwyczaj jest wszystko ale w wersji mini, czyli okrojonej i zdeformowanej. Nie ubliżając słowu "zdeformowany", bo nic złego nie miałam tutaj na myśli.

Pędzle


No i dochodzimy do ostatniego elementu zestawu - pędzli. Mamy cztery pędzle syntetyczne. Dwa płaskie - płasko ścięte i dwa okrągłe w szpic. W każdym zestawie mamy dwa różne rozmiary. W pierwszym 8 i 4 a w drugim 6 i 4. Rozmiary raczej nie pomogą nam w dużym rozmachu, ale za to na małych formatach sprawdzą się idealnie.  Tym bardziej, że na małych formatach lepiej jest podjąć naukę, zważywszy na niewielką przestrzeń do zapełnienia. Ponad to, na upartego okrągły nr 4 można potraktować jako pędzel konturowy, nr 8 - do większych powierzchni, nr 4 płaski - do mniejszych, a okrągły nr 6 - jako wspomagacz do większych detali. Poniżej próbki śladów jakie zostawiają te pędzle. 


Podsumowując zestaw jest fajny ale dla mniej wymagających malarzy. Wielbiciele gęstych farb na pewną zawiedzeni, ale to jeszcze nie znaczy że farbami nie da się niczego zdziałać. Poza standardowym ich przeznaczeniem, można ich użyć do innych artystycznych przedsięwzięć i chyba właśnie do tego mi posłużą. A jak się skończą to zostanie fajne opakowanie, które przyjmie rolę schowka dla innych akrylowych farb.
No i tym optymistycznym akcentem zakończyłam swoje skromne opowiadania. Przepraszam za wszelkie błędy w tekście i inne pomyłki. Post pisany był w nocy, bo zależało mi aby wam szybko przedstawić powyższy zestaw, póki jest dostępny w sklepie, na wypadek gdybyście mieli ochotę na zakup. ;) Z podobnych względów nie udało mi się jeszcze tymi farbami czegokolwiek namalować, dlatego też kiedy to się stanie na pewno notatkę uzupełnię.


Czytaj Więcej »
----