sticky

niedziela, 13 października 2013

Jak malować tkaninę ?

                               Czyli prosty sposób na prosty materiał...

Witajcie dziubaski ! Ostatnio troszkę nam się nieregularnie z postami zrobiło, ale obiecuję, że wszystko wróci do normy kiedy uporam się z wszystkimi problemami zdrowotnymi, które ostatnio mnie dręczą. Zapewne także zauważyliście, że wszelkie wstawianie komentarzy zostało pozbawione weryfikacji obrazkowej ale za to poddane jest mojej ocenie. Nie martwcie się jednak, to tylko po to aby mi tu żadne śmieciowe spamy się nie pojawiały. Wszelkie komentarze, jakiekolwiek by one nie były, staram się publikować na bieżąco i równie szybko staram się odpowiadać. ;) 
Dzisiaj chciałabym poruszyć temat malowania tkaniny. Zwykłej prostej tkaniny, gładkiej, bez wzorów, bez desenia, czyli kaszka z mleczkiem. Postaram się w jak najprostszy sposób wytłumaczyć technikę i sposób malowania materiału, który nie jest ścisły, lecz otwarty na waszą własną inwencję twórczą. Zobaczycie, że im więcej będziecie malować tym bardziej będziecie szukać własnych metod i sposobów, ale zawsze od czegoś trzeba zacząć i o tym właśnie dzisiaj będę pisać. 

Jakie pędzle?

Jakimi pędzlami najwygodniej malować tkaninę? Przede wszystkim to kwestia otwarta, choć osobiście polecam płaskie, prosto ścięte lub na półokrągło. To, czy wolicie syntetyczne czy naturalne, to już zależy od was i waszych upodobań oraz wygody.


Jaka grubość pędzla?

Tutaj daje wam wolną drogę wyboru. Wszystko zależy od waszej wygody a przede wszystkim powierzchni jaką będziecie musieli zapełniać. Im większa powierzchnia tym większego pędzla powinniście używać im mniejsza tym mniejszego. 

Kolorystyka tkaniny

Przede wszystkim pamiętajcie o tym by mieszać farby ze sobą. Nigdy nie używajcie koloru prosto z tubki, inaczej będzie on wyglądać surowo i nienaturalnie. Dzisiejszą technikę malowania materiału zaprezentuję w oparciu o tkaninę koloru wyblakłego błękitu. Podstawowym moim kolorem był: błękit coeruleum, błękit pruski, biel, żółcień neapolitańska jasna, brąz/brunat van dyck i czerń. Zapewne zastanawiacie się po co ten żółty skoro niebieski i żółty daje zielony. Takie połączenie owszem wydaje się być niemożliwe, a jednak jeżeli mamy specyficzne odcienie żółci i błękitu i dodamy jedne do drugich w odpowiednich proporcjach otrzymamy przyjemny ciepły odcień błękitu. Ta metoda sprawdza się również w malowaniu nieba w ciepły i słoneczny dzień. Tak więc jeżeli do błękitu zmieszanego z bielą dodamy odrobinki żółci neapolitańskiej jasnej otrzymamy przyjemny odcień błękitu o ciepłej tonacji. Trzeba jednak uważać z ilością żółci. Jeżeli przesadzimy to faktycznie wyjdzie nam zielony. 
Ogólnie rzecz biorąc dobieracie sobie kolory podług własnego wzorca, a technikę pokaże na własnym :)

Technika

Sposób malowania tkaniny wydaje się być trudny, choć wcale taki nie jest. Jeżeli już pozna się wszelkie tajniki można próbować  licznych kombinacji aby to, co chcemy namalować wyszło nam dobrze. Przede wszystkim na pewno trzeba być cierpliwym, nie tyle dążąc do perfekcji w swoich umiejętnościach ale w trakcie pracy nad danym elementem materiału. Od czego zaczynamy? Przede wszystkim od wykonania sobie na palecie koloru podstawowego, który jest reprezentatywny dla danej tkaniny. W tym celu uogólniamy sobie nieco barwę  tkaniny. Czyli jeżeli malujemy fioletową, to pomimo, że są w niej inne odcienie ustalamy ten, który jest wiodący czyli fiolet. Choć ten fiolet musimy także wykonać z domieszką wielu innych kolorów to jednak ma być on dla nas kolorem podstawowym tkaniny. Nakładamy go na powierzchnię jako płaską plamę barwną, którą następnie zaczynamy stopniowo cieniować i urozmaicać kolorystycznie.


Po nałożeniu koloru podstawowego ( w moim przypadku jasny błękit) zaczynamy przyciemniać stopniowo miejsca, w których tkanina się zagina. Czyli stopniowo schodzimy z tonacji jasnego błękitu poprzez błękit, niebieski, granat, granat z czernią itd. 


Najciemniej powinno być w miejscach silnych wgłębień na tkaninie oraz mocnych zagięć. Należy pamiętać że nie są one sobie równe. Jedne bywają jaśniejsze od innych jedne są ciemniejsze. Wszystko musicie wywnioskować z dokładnej obserwacji wzorca.
Pamiętajcie także aby granice między tonacjami łagodzić aby tworzyły płynne przejścia, no chyba że we wzorcu jest inaczej. Zaznaczamy także wszelkie ewentualne szwy na tkaninie. 
Jeżeli jakaś krawędź  nachodzi lub nakłada się na tkaninę, wykonujemy silny zarys cienia uwzględniając przy tym kształt danej krawędzi. W moim przypadku była to falbanka.  


Na samym końcu dopiero rozjaśniamy bielą te miejsca, które są silnie oświetlone lub są najdalej wysunięte bądź najbardziej wypukłe. Tkanina nabiera wtedy charakteru oraz realizmu. 


Malując tkaninę musicie pamiętać o tym, że to co jest dla niej znaczące to zagięcia, które mają różny charakter. Czasami są łagodne i krągłe, a czasami są ostre i szpiczaste. Ponad to, te charakterystyczne marszczenia o różnej skali bez których tkanina nie byłaby tkaniną...Tak więc malujcie, malujcie i uważnie obserwujcie, bo dobra obserwacja poza techniką i praktyką to połowa sukcesu ;)


2 komentarze:

  1. Piękne! Bardzo, bardzo dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję !
      Bardzo proszę, cieszę się, że mogłam pomóc ;)

      Usuń

----