sticky

poniedziałek, 4 września 2017

Szkolne Kredki Faber Castell - wersja zamkowa

Witam cieplutko! W dzisiejszej notatce chciałabym poruszyć temat kolejnych kredek, które czekały na swój moment. Zresztą otrzymałam niejedną prośbę aby zrobić na ich temat recenzję, tak więc oto ona - recenzja o kredkach szkolnych Faber Castell ( wersja z zamkiem ).
Nie chcąc z góry uprzedzać faktów powiem tylko, że są to bardzo przyjemne kredki ale dla konkretnych osób. Jakich? To wszystko wyjaśnię już wkrótce.

Opakowanie 


Na początek zacznę od opakowania. Niewiele jest do powiedzenia na ten temat. Opakowanie papierowe, czerwone. Powiedziałabym, że raczej standardowe jeżeli chodzi o kredki szkolne.
Bardzo miłym dodatkiem jest ażur na opakowaniu, dzięki któremu możemy przyjrzeć się prawie całej jego zawartości. Również dotknąć kredek, ponieważ opakowanie nie posiada żadnej folii ochronnej.
Ogólnie opakowanie prezentuje się całkiem przyjemnie. 

Z tyłu opakowania brakuje gamy kolorystycznej ale za to możemy dowiedzieć się paru ciekawych informacji na temat kredek.
  • Posiadają nasycone kolory. 
  • Posiadają klasyczny sześciokątny trzon.
  • Wyposażone są w system SV, który chroni kredki przed ich łamaniem.
  • Powstały z drewna zaczerpniętego z podtrzymywanego leśnictwa - w tłumaczeniu dosłownym. "Po naszemu" ze szkółek leśnych.
  • Lakierowane są farbą na bazie wody a więc są przyjazne dla środowiska.
  • Mogą być ostrzone za pomocą dowolnej temperówki.


Znając już wszystkie zalety kredek, o których poinformował nas producent, możemy przystąpić do dokładnej analizy zawartości opakowania. 

Kolorystyka i Wygląd


W opakowaniu mamy 24 kredki. Czyli standardową ilość, za pomocą której można coś ciekawego stworzyć.
Kredki wystarczy wysunąć z opakowania aby w pełni zapoznać się z pełną gamą kolorystyczną. Jednak to, co pierwsze rzuca się w oczy to ich wygląd. Kredki swoim kształtem nie różnią się od zwykłych, sześciokątnych kredek. Natomiast wykonane są z drewna, które pochodzi ze specjalnie przygotowanych "szkółek leśnych". Przypuszczam, że przygotowanych dokładnie w tymże celu.
Ponad to lakierowane są farbą, której bazą jest woda. Naturalne nie jestem w stanie sprawdzić obu tych informacji, ale przyjmując że to prawda, można kredki pochwalić za ekologię. 
Fabrycznie są ładnie zaostrzone, choć robiłam zdjęcia już po użyciu, więc niektóre grafity mogą wyglądać na nieco tępe. Ale każde nowe kredki zawsze są naostrzone, więc i w tym przypadku nie było inaczej. Możecie mi wierzyć na słowo.
Jak w tradycyjnych, zwykłych kredkach, tak i tutaj tylna część trzonu jest płasko ścięta. To znowu przybliża je do wyglądu szkolnych kredek, którymi zresztą są. Jednak po zestawieniu ich z kredkami z niżej półki, kredki Faber Castell dają nieco większe możliwości.






Kolorystyka jest bardzo ładna. Kolory są wyraźne i nasycone, choć podczas pracy wcale się tego nie czuje ze względu na grafit, o którym powiem za chwilę. 
Odcieni mamy 24, w tym do dyspozycji kolor biały oraz ten bardzo istotny odcień - cielisty. Bardzo natomiast brakowało mi koloru ciemnej zieleni w odcieniu khaki ( próbka obok ). Czyli ciemnego odcienia o ciepłym zabarwieniu. Mamy natomiast dwa jasne o cieplejszym zabarwieniu i dwa ciemniejsze o chłodniejszym, wpadające w tonację szmaragdową. I o ile pozostała ilość kolorów jak najbardziej mi odpowiadała, tak nie mogłam przeboleć tej ciemnej ciepłej zieleni, której mi tutaj zabrakło. 

Grafit


Teraz przyszedł czas na grafity. Jest parę istotnych informacji, o których wspomnieć muszę i które niezwykle korzystnie wpływają na jakość oraz wizerunek kredek. Są jednak również i takie, które niektórym mogą wydawać się problematyczne. Ale zacznę od początku. 


Grafity zaliczyłabym do twardszych. Praca z nimi jest przyjemna pod warunkiem, że lubimy twarde kredki. Szkolne FC co prawda nie są najtwardsze, ale mimo wszystko przynależą do tej grupy, więc jeżeli preferujecie miękkie grafity to niestety będziecie narzekać. Chyba, że macie równie liberalne podejście do takich spraw, jak ja ;). 

System przeciw łamaniu się grafitów zdaje egzamin. Miałam drobny wypadek, podczas którego większa część kredek rozsypała się po podłodze. Naturalnie byłam w trakcie pracy, więc prędzej czy później musiałam użyć tych sztuk, które upadły. Na szczęście nie miałam powodów do narzekań. Kredki wytrzymały upadek.
Jedynymi mankamentami, które wyszły na światło dzienne, były lekkie ułamania na czubkach grafitów. Mimo wszystko silne uderzenie, nie wpłynęło na ich pozostałą część. 







Bardzo ładnie prezentują się również na tle innych kredek jeżeli chodzi o intensywność kolorystyczną. Może nie stoją w pierwszej lidze ( nazwa zaznaczona na różowo ) ale jednak dają sobie radę.  

Praca z Kredkami

Praca z kredkami może być bardzo przyjemna jeśli lubi się twardsze grafity. Z warstwami radzą sobie dobrze ale niestety tracą nieco na intensywności kolorów. Jest to ściśle związane z twardością grafitów. Twardsze grafity, to mniejsza ilość pigmentu. I pomimo, że na próbkach kredki wyglądają atrakcyjnie, w praktyce ta atrakcyjność nieco traci, zwłaszcza gdy mamy do czynienia z większą ilością warstw. Dlatego też w tym przypadku, istotna jest warstwowa oszczędność. Im jest ich mniej, tym intensywniejsze kolory uzyskamy. 
Kredki kładą się równo, choć tak jak wszystkie inne, zostawiają "pory". Dla tych, którzy takiego obrotu spraw nie znoszą, polecam blender. Jednak z tym związany jest pewien mały problem.   
Kredki co prawda się blendują ale wtedy dodatkowo tracą intensywność kolorów. Dlaczego tak się dzieje? Zauważyłam, że podczas tej czynności nie chcą trzymać się podłoża i w trakcie rozcierania, zwyczajnie ściągamy z papieru część pigmentu.
Po lewej - przed blendowaniem, po prawej - po blendowaniu.
Jeżeli chodzi o odcień bieli, są i plusy i minusy. Biała kredka, jak w większości zestawów, okazała się być słaba. A ja zmuszona byłam zastosować zamiennik. Naturalnie w takich przypadkach nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Twarda, biała kredka świetnie daje sobie radę jako blender, jednocześnie delikatnie rozjaśnia tonacje i przygotowuje je na intensywniejsze odcienie bieli.

Aby nie być gołosłowną, przygotowałam szersze zestawienie białych kredek. Na tej podstawie można stwierdzić, które radzą sobie lepiej a które mniej.
Oczywiście jeżeli rysujemy  na białym papierze należy pamiętać, że użycie koloru białego sprowadza się tylko do roli blendera. Biały odcień papieru zleje się z kolorem kredki, przez co nie będzie ona widoczna.

Temperówka

Podczas ostrzenia, kredki nie sprawiają kłopotu. W przypadku każdej ostrej i sprawnej temperówki spisywały się na medal. Z tego powodu również nie widzę pretekstu aby dalej kontynuować tą kwestię. 







Podsumowanie


Podsumowując wszystkie informacje tutaj omówione, mogę śmiało stwierdzić, że kredki są całkiem przyjemne pod warunkiem, że lubimy twarde grafity. Osoby, które lubią miękkie kredki mogą nieco narzekać. Nie ulega jednak wątpliwości, że jak na szkolne kredki, FC z zamkiem są zupełnie w porządku. Nie łamią się, co jet dużym komfortem podczas pracy. Kładą się równo i dobrze współpracują z warstwami. Intensywność kolorów co prawda ginie jednocześnie ze zwiększaniem ilości warstw, ale jeśli ktoś wie jak operować kredkami, to i z tym sobie poradzi. A nawet będzie w stanie ominąć ten problem.
Z blendowaniem mogą pojawić się dodatkowe trudności, ale ta kwestia jest sprawą bardzo indywidualną. Osobiście nie blenduję swoich prac, więc dla mnie tak na prawdę ta "usterka" nie istnieje. Natomiast wolałam o niej wspomnieć, ponieważ wiem, że wielu z Was to robi.
Ta więc, kredki szkolne FC oceniam na bardzo przyjemne, ale nie dla każdego. Mimo wszystko zachęcam do wypróbowania, bo przecież zdobywanie doświadczenia i obycia na tej płaszczyźnie, pomaga nam zrozumieć co tak na prawdę w kredkach lubimy i cenimy.

Do dyspozycji mamy zestawy 12, 24, 36 i 48 sztuk. Poniższe ikony są podlinkowane do Autoryzowanego sklepu Faber Castell, więc jeżeli jesteście zainteresowani zakupami to zapraszam.  Nie zapomnijcie oczywiście hasła rabatowego, dzięki któremu otrzymacie zniżki ;). 

  Faber Castell 12    Faber Castell 36  Faber Castell 24 Faber Castell 48






18 komentarzy:

  1. Gdy zaczynałam rozkręcać się z rysowaniem, właśnie te kredki były jednymi z pierwszych (nie licząc tych z firmy Bic i Lyra). Od razu kupiłam sobie zestaw 48 kolorów. Od razu je polubiłam. Dopóki nie upadły mi na ziemię... Nie wiem, jak to nazwać, ale grafity połamały mi się w środku. Gdy strugałam, wypadały mi spore kawałki grafitu :(. Jednak poza tym, te kredki świetnie się sprawdzały. Do tej pory mam kilka niedobitków i nieco mi smutno, gdy tracę kolejny ładny kolor (bardzo podobał mi się ciemny granatowy, ale przy jednej pracy zginął). Chyba zafunduję sobie nową paczkę.
    Recenzja bardzo fajna - jak zwykle - i przydatna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, rozumiem o czym mówisz - wyłażące grafity itp. Przykro mi że tak fatalnie Ci się ułożyło. W moim przypadku nic takiego nie miało miejsca, więc może to jest kwestia szczęścia i zestawu. Osobiście miałam spory problem z kredkami Bruynzeel Sakura Design. Byłam jedną z nielicznych, którym te kredki notorycznie się łamały przy ostrzeniu a nawet nie upadły! W dodatku kosztowały mnie sporo. Tym większy ból.:/
      Bardzo dziekuję! Mam nadzieję, że kolejne opakowanie sprawdzi się idealnie!.

      Usuń
  2. Widziałam kiedyś te kredki i nawet zastanawiałam się, czy je kupić. Dobrze, że tego nie zrobiłam, bo zdecydowanie wolę miękkie kredki;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz! Cieszę się w takim razie, że mogłam pomóc w wyborze. ;)

      Usuń
  3. wydają się całkiem fajne ;) ja w sumie nie wiem, czy wolę twarde czy miękkie, bo zawsze rysowałam miękkimi grafitami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro tak, to może własnie lubisz miękkie grafity? :)

      Usuń
  4. Nie bardzo rozumiem zwrotu "Pochodzi ze specjalnych szkółek". Jestem w temacie bo uczę się w kierunku jakim jest leśnictwo i znam się trochę na szkółkarstwie i zagadnieniach z nim związanym. Nie ma czegoś takiego jak specjalna szkółka. Owszem przy racjonalnej gospodarce są ważne, bo to z nich pochodzi materiał używany do odnowień po zrębowych i zalesień. Jednak na nic się zdadzą jeśli będziemy pozyskiwać drewno jak jakieś dzikusy, nie patrząc na nic.
    Jeśli chodzi o certyfikat CFS, chodzi tutaj bardziej o odpowiedzialną gospodarkę leśną, która ma zapewniać ciągłość lasu i produkcji leśnej. Prościej mówiąc pozyskujemy drewno w sposób nie szkodzący drzewostanowi i jego mieszkańcom.
    Pozdrawiam, Frangula :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja lubię te kredki, choć nie każde twardsze lubię. Tylko mi się wydaje, że nie na każdym papierze się sprawdzają. Zeszyty szkolne białe z lekkim poślizgiem, mogą się nie sprawdzić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dedukcja ze śliskim papierem jest prawidłowa. Kredki na śliskim papierze niestety nie radzą sobie za dobrze :) Natomiast zeszyty szkolne nie są przeznaczone stricte do rysunku, więc może zamiast zeszytu szkolnego warto zakupić jakiś szkicownik?

      Usuń
  6. A ja mam takie pytanie ale z innej beczki, odnoście szkicownika Canson Art Book One - temat postu z przed 3 lat więc postanowiłam napisać pod bardziej aktualnym postem. Widziałam, że autorka bloga używała tego szkicownika ( w każdym razie był w poście o szkicownikach było jego zdjęcie). Pytanie moje jest takie, czy komuś z was, kto używa/używał tego szkicownika zaczęły się 'falować/wypaczać' kartki? I nie mówię tu o pofalowaniu papieru po malowaniu np tuszem czy akwarelą. W moim przypadku szkicownik kupiony w sklepie (w Empiku) zaniesiony do domu wyciągam z torby papier już był lekko pofalowany. Wilgoci w domu nie mam, a w każdym razie inne szkicowniki i książki mają kartki proste jak drut. Na zewnątrz tego dnia też nie padało, a nawet gdyby to po jakiś czasie papier powinien wrócić do normy, a po przyciśnięciu wraca jak sprężyna do pofalowanego kształtu...I takie już zostały. Czy ktoś jeszcze coś takiego zauważył w swoim Artbook One? Mój Egzemplarz nie mógł być felerny, ponieważ to się zdarzyło dwa razy w dwóch różnych szkicownikach kupionych w dwóch różnych miejscach w różnym czasie. Prostowanie kartek żelazkiem tylko pogorszyło sprawę. Wiele osób zachwala ten szkicownik, twierdząc że papier w Canson Art Book One znosi nawet pro markery i tusze, które podobno nawet nie przebija na drugą stroną mimo że papier ma tylko 100 gsm (papier do ksero ma 80gsm wiec wydaje się bardzo cienki). Faktycznie w dotyku Artobook One wydaje się lepszy (sztywniejszy) niż np Daler-Rowney o tej samej gramaturze i nie śmierdzi jak np. koło szkicowniki Winsor&Newton (który z resztą żółknie mimo że ma nie żółknąć). Pytanie moje (bo to żadna przyjemność i żadna wygoda rysować na powyginanym papierze, jakie macie doświadczenia Canson ArtBook One? Wcześniej używałam kołoszkicownika Winsor&Newton i byłam zadowolona ale jak teraz po kilku latach kupiłam nowy tej samej firmy to nie idzie wytrzymać "zapachu" ich papieru. Nie wiem, czy to jakiś środek wybielający, spajający, żelatyna czy coś innego ale wdychać tego nie zamierzam, mimo że szkicownik spełniał wszystkie moje oczekiwania i wymagania (sztywny, gruby papier, perforowane kartki, twarda oprawa i sprężynka),tylko zapach zabija. Wymagania trzeba było okroić i został Artbook One. Tylko te pofalowane z niewiadomej przyczyny kartki mnie odstraszają, bo skoro przeniesienie ze sklepu do domu dało taki efekt (może w Empiku była klima i powietrze suche jak w muzeum???) to co będzie jak zacznę w nim rysować, a powiem szczerze na badziew, który jest kiepskiego gatunku mi szkoda czasu.
    Przerzuciłabym się na inny szkicownik, ale spędziłam miesiąc na szukaniu i nic, co jest dostępne na rynku nie jest właściwe. Większość ma za cienkie kartki, które boleśnie przypominają papier od ksero a dla mnie to powinno być minimum 120gms dla samego ołówka, i od 170 w górę na inne media, albo są tak skrojone,że po kilku stronach trzeba szkicownik dosłownie rozrywać, bo na płask się nie otworzy a to wygodne nie jest. Reasumując, jakie macie opinie o Canson Artbook One? Ktoś jeszcze miał tak problem z wypaczającymi się kartkami? I tu się jeszcze zapytam, jak wam się wydaje, co może powodować taki drażniący zapach papieru?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać że problem Twój bardzo mnie zaskoczył. Uzywam Artbooka Canson One i w moim przypadku faktycznie, kartki były delikatnie pofalowane, natomiast po oddzieleniu pojedynczej sztuki było wszystko ok i podczas pracy nie miałam problemów.
      Natomiast mam nowy szkicownik - artbook Niki firmy Koh-I-Noor. Wkrótce o nim napiszę i wydaje się być ciekawy. Kartki mocne - 110 gram, poste i niepofalowane. Nie śmierdzi. Będzie następnym w kolejce do zarysowania :)

      Usuń
  7. Czy mogłabym zapytać jakie są najbardziej miękkie kredki jakie testowałaś? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne :) - Koh-I-Noor Wax Aquarell. Są mega miękkie, niestety trochę toporne w wyglądzie, bo grube i karłowate. ;)

      Usuń
    2. Dziękuję. :D Wygląd kredek mi nie przeszkadza.

      Usuń
    3. Jeżeli tak to są to najmiększe kredki z jakimi miałam do czynienia ;)

      Usuń
  8. Właśnie przed chwilą natrafiłam na tego bloga i jestem dosłownie zachwycona i na pewno zostaję tu na dłużej! :D Pozdrawiam! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę! Jestem mi ogromnie miło ! ♥
      Pozdrawiam również!

      Usuń

----