sticky

sobota, 31 sierpnia 2013

Obraz olejny...

..."Wolność Mononoke"

Kolejny nadprogramowy post. Ale nawet bardzo się cieszę, że o tym będę teraz pisać, ponieważ związane to będzie z nadchodzącymi lekcjami w olejach ;) Skończyłam kolejny obraz i będzie on pierwszym, na podstawie którego omówię to i owo. A tak poza tematem artystycznym, jestem z wami moi kochani uczniowie. Wiem, że to już koniec wakacji i przyprawia to o ból głowy, ale tylko spokój może was uratować. ;) Mam nadzieję, że początek roku szkolnego zacznie się dla was łaskawie i pozytywnie ;) Sama przez to przechodziłam i szczerze powiedziawszy cieszę się, że mam już wszystko za sobą. ;) 
          To o czym tym razem będzie ? Ach tak, o kolejnym obrazie. Ostatnio ciacham je jak maszynka, ale coś mi się wydaje, że po wernisażu znowu się wszystko uspokoi. Wakacje długie, urlop też, do wernisażu niedaleko więc nadrabiam straty ;). Nie narzekam, cieszę się raczej, że mam co robić. Gorzej by było gdybym szlajała się bezczynnie z kąta w kąt. To by było "marudztwo" wyczynowe i wszyscy wokoło mieli by mnie dosyć :P A tak to przynajmniej  kilka podmalówek naraz, w międzyczasie zamówienie i zawsze coś się kręci. A dzisiaj chciałabym przedstawić pracę, którą zatytułowałam " Wolność Mononoke". Olej na płótnie o rozmiarach 60 x 50cm. 


Tutaj trochę pokombinowałam, ponieważ postać zaczerpnięta została z fotografii Phila Borges'a, ale szczerze powiedziawszy nie zależało mi na utrzymaniu podobieństwa i to jest chyba dla mnie przełomowe. Doszłam bowiem do wniosku, że malując, czy rysując twarz najbardziej chodzi mi o ukazanie mimiki twarzy, realistycznego wyrazu za pomocą barw i kolorów a nie stricte podobizny fizycznej. Ta kwestia mi się nawet spodobała gdy uznałam, że na bazie jakiejś konkretnej twarzy tworzę własną nową twarz, zupełnie jakby z innego świata....mojego świata, twarz która wyraża mnie samą. I chyba nawet zacznę to częściej praktykować. Naturalnie jeżeli dostanę zlecenie na portret, to oczywiście rozrysuję wszystko jak należy ale jeżeli nie jestem skrępowana żadnymi zasadami, to w zasadzie nie widzę potrzeby aby się pilnować. Poza tym sztuka jest subiektywna i każdy za jej pomocą przekazuje co mu gdzieś tam siedzi w głębi :). 
Jeżeli chodzi o pozostałe partie obrazu, to pejzaż w zasadzie był bazowany na rzeczywistości, jednak również uległ przeinaczeniu na potrzeby obrazu i koncepcji. Pióra natomiast malowane na wpół z natury a po części z pamięci. W dolnych partiach tła użyłam trochę szpachelki, dzięki czemu uzyskałam efekt rozmycia i postanowiłam, że w najbliższym czasie będę używać jej w większym zakresie. Jest nawet bardzo pomocna i daje świetne efekty. Poniżej WIP pracy. 



Oczywiście w pierwsze fazie szkicu zapewne dostrzeżecie inny zarys niż ten konkretny. To dlatego, że na tym podobraziu miała zostać namalowana chatka drwala, ale oczywiście doszłam do wniosku, że jej nigdy nie skończę i uległa zamalowaniu :P


Miejmy nadzieję, że praca wyschnie do soboty. Chciałabym ją wystawić na wernisażu, a w sobotę się wywieszam, więc czasu pozostaje niewiele. Dodatkowo muszę przecież jeszcze wszystko zabezpieczyć werniksem...Już nawet przeprosiłam się z wiatraczkiem. Zawsze to dodatkowy nawiew suchego powietrza. :) Tak więc siedzę sobie niczym w saunie, siódme poty mnie oblewają, a praca sobie powoli wysycha....się zobaczy jak szybko ...


Czytaj Więcej »

piątek, 30 sierpnia 2013

Zaczynamy malować - wybór podobrazia

Czyli na czym lepiej się maluje?

Kochani, dzisiaj będzie nieco krótko. Długo zastanawiałam się co na dzisiaj przygotować, ale jednak uznałam że wybór podobrazia należy do podstaw. Tak więc chciałabym poruszyć tą kwestię zanim zaczniemy bazgrolić pędzlami ;) 
W zasadzie to nie jestem w stanie powiedzieć, na czym macie malować bo każdy musi wyboru dokonać sam. Jestem w stanie wam tylko przekazać to co wiem i moje doświadczenia z tym związane, ponieważ sama kiedyś dokonywałam tego wyboru. Pierwszym moim podobraziem  było ręcznie robione i gruntowane. Takie pierwsze z pierwszych, na którym zaczynałam swoją przygodę z olejami. Wtedy jeszcze nawet nie myślałam, że można kupić gotowe, a może i nawet wtedy jeszcze nie było takiej opcji. W szkole wymagali od nas umiejętności przygotowywania takiego płótna, zwłaszcza podczas plenerowych wyjazdów.  Tak więc może zacznę od tegoż właśnie typu. 

Podobrazie ręcznie robione

Nie będę opisywać jak się przygotowuje takie płótno, bo na ten temat poświęcę kiedyś jeszcze osobnego posta. Informacji jest zbyt wiele, natomiast powiem czy się opłaca czy nie. To zależy kto i czego oczekuje. Na pewno ręcznie robione płótno nie ogranicza nas wielkościowo. Możemy wykonać sobie dowolny format jaki tylko nam pasuje. Wystarczy zbić odpowiedniej wielkości ramę i już możemy ciachać obrazy formatu Matejki. Możemy użyć płótna bawełnianego, lnianego, lub szarego.  Można także zakupić gotowe już zagruntowane płótno na metry. Jest wiele sklepów plastycznych, głównie internetowych, które oferują takie płótno i cięcie na dowolny rozmiar. Cena takiego płótna za metr kwadratowy to około 30 zł, ale to też zależy od gatunku i jakości. Lniane jest dosyć drogie, więc bardziej popularnym jest bawełniane, szare.
Przede wszystkim czas, który trzeba poświęcić na wykonanie takiego podobrazia od A do Z nieco zniechęca. Naciąganie płótna na ramę też wymaga siły i na pewno warto skorzystać z czyjejś pomocy. 


Jako, że jest ono ręcznie naciągane, może zdarzyć się tak, że płótno źle się naciągnie i z czasem się poluzuje na ramie, choć są sposoby na jego usztywnienie i naprężenie, w postaci wilgotnej szmatki, którą przecieramy wewnętrzną stronę płótna, już po zagruntowaniu. To jednak nie jest żadną gwarancją. Raz się naciągnie dobrze a raz źle. 
Jest wiele sposobów gruntowania płótna. Mnie nauczono białą emulsją. Przejeżdżamy kilkakrotnie pędzlem. Niestety emulsja lubi pękać i bardzo wchłaniać pierwszą warstwę nakładanej farby, dlatego warto pokryć ją dodatkowo Medium Akrylowym ( takie białe klejące się mleczko ), które lepiej zwiąże emulsje, przez co nie będzie pękać i farby będą rozprowadzać się elegancko.

Gotowe podobrazie

Osobiście jestem zwolenniczką gotowego podobrazia. Kiedy potrzebuję, idę do sklepu, kupuję takie podobrazie i nie muszę się martwić, że coś jeszcze trzeba przy nim robić. Są różne opinie na ten temat, a moja jest taka, że jest to niesamowicie wygodne. Nigdy jeszcze nic mi się nie stało z takim podobraziem. Jedyne  trzeba zwracać uwagę podczas kupna na to, czy rama nie jest skrzywiona, wypaczona, lub płótno gdzieś nie jest wgniecione. Jeżeli coś jest nie tak, odkładamy i bierzemy inne. Przede wszystkim plusem jest to, że płótno jest idealnie naciągnięte. A minusem, że jesteśmy ograniczeni rozmiarowo i niestety zmuszeni jesteśmy wybierać z tych formatów które są z góry narzucane.  Mnie to nie przeszkadza, choć czasem mogą zirytować braki w odpowiednich formatach w sklepie i będziemy zmuszeni szukać gdzie indziej. 


Co jest również charakterystyczne dla takiego gotowego podobrazia to fakt, że kupujemy go zapakowanego w foli, która zabezpiecza przed brudem, oraz dostajemy zestaw małych listewek, które powinno się wbić w otwory pozostawione przy rogach ramy. 


To ją dodatkowo usztywnia, wiąże i wzmacnia, ale szczerze powiedziawszy nigdy z tego nie korzystam i z tego co wiem nie jestem jedyna. 
W większych formatach z tyłu są dodatkowe listwy, jedna dzieląca podobrazie na pół lub dwie krzyżujące się ze sobą. Dzięki temu rama jest stabilniejsza, wzmocniona i płótno podczas malowania ma się na czym oprzeć w efekcie czego się nie wgniata. 

Panel płócienny / Deska

Jeżeli chodzi o deskę do malowania, to w zasadzie można malować na wszystkim, co nam wpadnie w ręce. Moją pierwszą deską była sklejka z mebli, zagruntowana tak jak płótno, sztywna i gotowa do użytku. Trzeba jednak uważać by nie była skrzywiona, lub w trakcie przechowywania aby była w odpowiedniej pozycji, które uniemożliwi skrzywienie. Można natomiast taką deskę kupić już gotową tak jak i podobrazie. To jest tzw. panel płócienny, na zasadzie sprasowanego papieru, naciągniętego zagruntowanym płótnem. 


Miałam okazję spróbować i wszystko grało jak należy.  

Tak więc wybór zostawiam wam, choć uważam że dla początkujących gotowe podobrazie jest o wiele wygodniejsze w użyciu. I jeżeli już zaczynacie to zacznijcie od mniejszych formatów. Kupienie dużego formatu może okazać się zgubne na początek, a zapełnienie dużej ilości przestrzeni może przyprawić o zawroty głowy. Zwyczajnie nie będziecie wiedzieli co z nią zrobić. Na duży format też trzeba wybrać odpowiedni temat i dobrać kompozycję. Moja teoria jest taka : do wszystkiego dążyć powoli i stopniowo.
A na raz następny zaczniemy mazać pędzlem co wy na to ? :)


Czytaj Więcej »

wtorek, 27 sierpnia 2013

Malujemy olejami - Jakie farby ?

Co wybrać by być zadowolonym ?

Na początek chciałam wam wszystkim moim kochanym miśkom podziękować za obecność i przemiłe komentarze, które bardzo mnie mobilizują do dalszej pracy. Jesteście CACY ;) Pozdrawiam was wszystkich ciepło w tym jakże nieprzyjemnym ochłodzeniu ale przecież wszyscy wiemy, że jesień kiedyś musi nadejść. Ja tylko mam cichą nadzieję, że uda mi się różnymi usilnymi próbami i metodami uniknąć jesiennego wypadania włosów. Ale przejdźmy do rzeczy. Dzisiaj na tapetę będą farby olejne. Zapewne zastanawialiście się co kupić, jakiej firmy i ogólnie na początku byliście tak samo zieleni jak ja, kiedy zaczynałam swoją przygodę z olejami. Dzisiaj chciałabym paroma informacjami rozjaśnić niektóre kwestie, choćby te związane z samym zakupem. Wypróbowałam wiele farb olejnych i osobiście doszłam do wniosku, że jakościowo nie ma żadnej dla mnie różnicy. Nawet te kupione w paczce okazały się być całkiem niezłe, choć intensywność kolorów mogła być nieco większa, ale przypuszczam, że to cecha farb paczkowanych i tyle. Osobiście polecam kupować farby olejne na sztuki. Jest wygodniej z wymianą poszczególnych kolorów, bo wiadomo że te nie zużywają się równomiernie, ale jeżeli macie już zestaw, spokojnie możecie go zużyć ;). 

Olej Art- Renesans

Ja osobiście wybrałam farby Olej Art z Renesansu. Dlaczego ? Ponieważ były to pierwsze farby jakich zaczęłam używać, zresztą jedne z pierwszych wtedy na rynku i zawsze mi towarzyszyły nawet wtedy, gdy pojawiły się inne do wypróbowania na horyzoncie. Jakoś tak zawsze do nich wracałam i poza tym chyba wybór padł ze zwyczajnej wygody. Znam te farby już od bardzo długiego czasu, nazwy, kolory opakowań, czyli wszystko od podszewki i jak tu zrezygnować  z takiej wygody? ;) 


Na pewno mają jedną wadę. Zakrętki często lubią pękać i kiedy dokręca się je zbyt mocno, także denka lubią odpadać w efekcie czego zostaje sam pierścień zakrętki :P. Mnie to jakoś nie szczególnie przeraża. Mają dość duży wybór w kolorach, ale nie największy. To także mnie nie przeraża, bo wychodzę z założenia, że jeżeli umie się mieszać farby to można uzyskać wszystkie tonacje jakie się chce i cała gama barwna do dyspozycji nie jest nam potrzebna. Ale oczywiście wszystko jest kwestią gustu. 
Gdy przyschnie nakrętka wystarczy przekręcić w zębach albo kombinerkami odkręcić i wszystko gra. Nie trzeba się martwić, że coś się uszkodzi. Ponad to mają nazwy po polsku, co jest bardzo wygodne. 

Classico - Maimeri

Swojego czasu bardzo dobrze poznałam się także na farbach Classico firmy Maimeri. Jakościowo równie dobre, mają większy wybór w gamie barwnej, ale zniechęciła mnie trudność z odkręceniem nakrętek gdy nieco przyschły do tubki. Nakrętka nie ruszyła natomiast skręciła się cała tubka, w efekcie czego miałam wrażenie, że zwyczajnie pęknie i wyleje mi się cała farba. I aby dostać się do środka musiałam podważać nakrętkę, w efekcie czego uległa uszkodzeniu. 


Niestety nie zawsze mamy ochotę malować olejami, i często ma się długie przerwy, a farby lubią czasem zasychać przy nakrętce  i uważam, że łatwy dostęp do takiej zaschniętej farby jest bardzo ważny, zwłaszcza jeżeli jeszcze mamy pełną tubkę materiału.  Posiadają nazwy po angielsku i włosku, co jest małym utrudnieniem. A dla ułatwienia mają numerki, za pomocą których przeważnie się wybiera kolory, jeżeli ktoś nie zna nazw poszczególnych barw.  

Farby w zestawach

Farby w zestawach to świetny pomysł dla osób, które nie mają zielonego pojęcia czy technika olejna im spasuje. Kupujemy taki zestawik i mamy podstawowe barwy. Niestety tubki są bardzo niewielkie, starczają na krócej i kiedy coś nam się zużyje to i tak sięgamy po sztuki, bo wiadomo, że kupno nowej paczki jest bez sensu.  No chyba, że ktoś dojdzie do wniosku, że oleje to nie jest to. Wtedy nie ma czego żałować, a przecież najbardziej zawsze szkoda wyrzuconych pieniędzy w błoto. Ponad to tonacje barwne mogą się wydać lekko stłumione i mało soczyste.

Cennik

Naturalnie jest jeszcze dużo innych farb na rynku. Połowy z tego nie pamiętam, a wyboru musicie dokonać sami. Przedstawiłam wam dwie najważniejsze marki farb olejnych, które zresztą dostępne są w różnych pojemnościach np.: 20 ml, 60ml i 200ml. 

20ml, 60ml, 200ml

Jeżeli chodzi o Olej Art cenowo mniej więcej wygląda to tak: 
20 ml - około 6 zł za sztukę. 
60 ml - około 15 zł za sztukę.
200 ml - około 20 zł za sztukę. 
Przy czym tą ostatnią pojemność używam tylko i wyłącznie w postaci białej farby, ponieważ tej zużywa się najwięcej. Często także kupuję ją z Etude firmy Sennelier. Wystarcza na prawdę na długo. Przypuszczam, że w zależności od marki i narzuconej marży w różnych sklepach ceny mogą ulec zmianom, ale na to już nie mam wpływu.  

Zestaw kolorystyczny

Przygotowałam poniżej zestaw i opis kolorów, których najczęściej używam na podstawie Olej Artów. Są to dla mnie podstawowe barwy, które koniecznie muszą się znaleźć w mojej walizce olejnej. 




Kolejny plus dla Olej Artów jest taki, że mają na tubkach nazwy po polsku. Jest to bardzo wygodne. Classico natomiast ma w języku angielskim i często też wybiera się kolory po numerkach, co jest dla mnie straszne suche i bez sensu, ponieważ ucząc kogoś malować nie powiem mu przecież : " domieszaj teraz koloru 131". Ponad to nie mówi się :" widziałam ładna bluzkę w kolorze 106 " tylko " w kolorze łososiowym". Dlatego wolę Olej Arty, ponieważ mogę posługiwać się zwyczajnie nazwami kolorów, które łatwiej mi zapadają w pamięć.
                  Wiele z różnic, zwłaszcza przy ostatnim zestawie kolorystycznym, może być słabo dostrzegalna, dlatego że to są niesamowite niuanse widoczne najlepiej na żywo. Naturalnie omówię je byście mieli podgląd i wiedzę na ten temat. Zapewne kupując farby na sztuki już zdążyliście się  zorientować, że są dostępne dwie biele i dwie czernie, ponad to zastanawialiście się także czym to się różni. A mianowicie :
Biel cynkowa - odcień bieli jest pożółkły, ciepły.
Biel  tytanowa - chłodny odcień bieli, biel w sensie stricte.
Czerń kostna - ciemna, z chłodnym odcieniem,  czerń w sensie stricte. 
Czerń winorośli - ciepły odcień , nieco jaśniejsza, jakby z domieszką brązu. 
Różnice między umbrą paloną i brązem Van Dyck polegają na tym, że umbra jest nieco jaśniejsza a brąz Van Dyck ciemniejszy. 

Wskazówki

Aby otrzymać głębię czerni ( czerń na obrazie nigdy nie może być w czystej postaci , bo wygląda surowo i nieatrakcyjnie ) warto dodać odrobiny Lak Geranium albo Brązu Van Dyck. Także można zastosować inne ciemne barwy w zależności od tonacji barwnej danego obrazu. 


Mam nadzieję, że powyższe informacje wam się przydadzą i że rozwiałam wiele wątpliwości. Przykro mi, że nie byłam wstanie opisać wszystkich farb każdej marki, ale wiązało by się to dla mnie z ogromnym kosztem i czasem, w jakim musiałabym się z danymi farbami zapoznać. Osobiście jednak polecam Olej Arty i na start 20 ml. To najlepszy rozmiar wyjściowy na początek, jeżeli myślicie na poważnie o olejach. Również w kwestii powyżej przytoczonego zestawu kolorystycznego, który oczywiście możecie jeszcze zmniejszyć według preferencji i możliwości finansowych. A jak was malarstwo wciągnie to stopniowo będziecie zwiększać i asortyment kolorystyczny i pojemnościowy :) Dziękuję za uwagę i do następnego słonka ;)


Czytaj Więcej »

niedziela, 25 sierpnia 2013

Obraz olejny "Troska"

Kolejna praca w międzyczasie...

I znowu nadprogramowo sobie trochę poklikam. Skończyłam własnie pracę, którą zapewne niektórzy z was poznają i pamiętają z posta dotyczącego wykonywania podmalówki. Niestety w oparciu o tę pracę to jest jedyny temat który został stworzony, ale przed nami mnóstwo tematów olejowych więc bez stresu ;) 
Przede wszystkim chciałam trochę poeksperymentować ale nie  na maksimum, jedynie odrobinę zobaczyć jak się sprawdzę w bardziej malarskim podejściu do tematu. Obraz ma wielkość 49 x 65 cm, zatytułowałam  go " Troska" i oczywiście bazowałam na zdjęciu, które gdzieś znalazłam w sieci, niestety nie znam autora....Tak fikcyjne też oprawiłam w ramę aby może ładniej wyglądało ;)


W zasadzie długo zwlekałam z dokończeniem pracy. Ciągle stała w podmalówce, ale skoro jestem już teraz w ferworze walki z farbami to stwierdziłam, że najwyższy czas pokończyć wszystko to, co pozaczynałam. Zresztą doszłam też do wniosku, że to  niefajnie kiedy tak wszystko leży i opiera się o ścianę.
W zasadzie cały eksperyment tutaj polegał na tym, że starałam nastawić swój umysł na to, by po prostu się nie starać dopieszczać większości elementów jak to u mnie zazwyczaj bywa. Co oczywiście nie znaczy, że nie starałam się by praca nie wyglądała efektownie. Chciałam po prostu spróbować czegoś innego ale nie aż tak drastycznie i przede wszystkim by współgrało to z moim stylem działania.
Poniżej WIP pracy. Dwie pierwsze kwatery na pewno rozpoznacie ;)



Jeżeli chodzi o czas to przyznam się szczerze, że kiedy siadłam po dłuższej przerwie i mając już podmalówkę gotową, poszło bardzo szybko. Takie nastawienie myśli na szybkie malowanie przyniosło czasowe efekty i zastanawiam się czy ponownie tego nie wypróbować ;) Bo mam tyle pomysłów w głowie, że boję się że wszystkie pozapominam jeżeli czegoś z tym nie zrobię. Czuję w sobie taką niecierpliwość jakbym miała dostać żywego konia na gwiazdkę, już pomijając fakt, że do tego akurat nigdy nie dojdzie. Prędzej skończę na biegunach albo na kółkach od roweru, który ciągle stoi i nie może się doczekać naprawy.

Przede wszystkim co mnie urzekło w fotografii to wspaniałe kolory, zwłaszcza ten pomarańcz w połączeniu ze zgniłą zielenią, oraz wyraz na twarzy matki. Trochę także poeksperymentowałam z pamięci ze wzorami, które były na fotografii bardzo podobne jednak układały się nieco inaczej. Także domalowałam górną część chusty, ponieważ tego fragmentu, choć niewielkiego, nie było a format podobrazia był inny niż format zdjęcia. Takie rzeczy jednak mi nie przeszkadzają i jakoś tak spłynęło to po mnie jak masełko w upał.
Teraz tylko czekam aż wyschnie aby zagruntować i może uda się wystawić na wernisażu, który będzie jakoś wkrótce, ale w sumie to dokładnie jeszcze będę informować, tak na wypadek jakby ktoś miał ochotę wpaść ;) A teraz lecę korzystać z ostatnich sekund lata, może jakieś piwko po drodze...? :P



Czytaj Więcej »

sobota, 24 sierpnia 2013

Zaczynamy malować farbami - > pędzle

..czyli jeden z ważniejszych elementów i przedmiotów w malarstwie...

Moi kochani "artystopowicze". Dzisiaj zaczynamy rozdział związany z malarstwem, ale zaczynamy od powiedzmy technicznej strony. Każdy z was ma tą świadomość, że chcący malować jakimikolwiek farami potrzebne są nam do tego pędzle. Warto wiedzieć, że są różne rodzaje pędzli w zależności od przeznaczenia. Dzisiaj omówię nieco ogólnie pędzle, jednak z naciskiem na pędzle do farb olejnych, bo przecież już niedługo przejdziemy do części praktycznej w tej technice. Jak wybrać odpowiednie pędzle do jakiej techniki? Przede wszystkim musimy mieć świadomość, że każda wymaga jakiegoś odpowiedniego asortymentu pędzli. Przynajmniej kilka sztuk o różnej grubości wypada mieć, ponieważ w zależności od powierzchni, oraz dokładności z jaką będziemy tworzyć naszą pracę grubość i kształt pędzli ma ogromne znaczenie. Małej powierzchni czy detali nie wypełnimy grubym pędzlem, a cienkim nie wykonamy np podmalówki. Przynajmniej 5, 6 pędzli na początek a z czasem będziecie urozmaicać i wzbogacać kolekcję w miarę rosnących potrzeb. 

Pędzle do farb olejnych, akrylowych i tempery

Są to pędzle płaskie lub okrągłe o różnych zakończeniach włosia. Wyróżniamy włosie płasko ścięte i zaokrąglone, a także dłuższe i krótsze. Każde z nich naturalnie zostawia przez to inne ślady.
Pędzle te dzielimy na szczeciniaki - czyli pędzle z naturalnego włosia, oraz syntetyczne - z włosia sztucznego. Czym się różnią takie pędzle ? Poniżej na zdjęciu po prawej są szczeciniaki a po lewej syntetyczne. Jak widzicie mam w swoim asortymencie bardzo mało syntetycznych, a dlaczego zaraz omówię. 


Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że szczeciniaki mają jasne włosie, matowe, które jest sztywniejsze od syntetycznego i nieco szorstkie w dotyku. Syntetyczne natomiast mają delikatniejsze włosie, nieco połyskujące, cieńsze, przez co wydaje się lepsze. Prawda jest jednak taka, że każdy musi sam wybrać gatunek włosia według swoich potrzeb. Ja osobiście jednak wolę szczeciniaki, ponieważ lepiej  rozprowadzają farbę, syntetyczne natomiast dużo jej wchłaniają i zatrzymują we włosiu przez co trzeba częściej i więcej farby wykładać na paletę. Im więcej farby także nakładamy na płótno tym wolniej schnie. Prawda jest taka, że nie musimy zostawiać kilogramów farby na podobraziu, wystarczy tyle by zakryło odpowiednio płótno bez zostawiania przecierów. Czyli podmalówka nam w tym bardzo pomoże, a mając podmalówkę gwarantuję, że druga warstwa wszystko zakrywa na cacy i nie trzeba walić farby w kilogramach. No, chyba że ktoś lubi zostawiać fakturę na obrazie, ale  tym jeszcze będę pisać któregoś dnia.
Trzeba wiedzieć także, że musimy sobie dobrać odpowiednią wielkość pędzli do wielkości powierzchni jaką będziemy chcieli wypełnić. Duże pędzle służą do zapełniania większych powierzchni a małe do małych. 
Poniżej zdjęcie pędzli mniejszego kalibru. Troszkę są obskubane, ale włosie trzyma się świetnie. ;)



Są to pędzle wykończeniowe, a ich mniejszy rozmiar umożliwia działanie z większą precyzją. Bardzo często używam ich do malowania np: dłoni czy twarzy. 

Pędzle do farb akwarelowych

To pędzle przeważnie okrągłe, choć są także i płaskie zwykłe a także o kształcie wachlarza. Pędzle te posiadają włosie bardzo miękkie, puszyste, delikatne i miłe w dotyku, idealnie przystosowane do tej techniki.  


W tym przypadku to niestety syntetyczne schodzą na drugą półkę. Tutaj trzeba stawiać na jakość pędzli. Najlepsze są z włosia sobolowego, ponieważ wchłaniają dobrze wodę,  jednak są to pędzle bardzo drogie. Więc jeżeli nie myślicie o akwarelach na długi dystans, to lepiej tak jak ja zaopatrzyć się w syntetyczne i przede wszystkim, tak jak wspominałam na początku, nie kupujcie fury pędzli, bo jeszcze się okaże, że wam technika nie pasuje i będziecie żałować wydatku. Z tego co się orientuję to są jeszcze mieszanki sobolowo - syntetyczne i z jakichś zwierzątek, wiewiórek itp. Pędzle te już można zakupić za bardziej przystępną cenę.Wybór należy do was. 

Pędzle konturowe

Pędzle te są bardzo cieniutkie, ale tak jak reszta pędzli ma swoje grubości. Przede wszystkim nadają się i do akryli, do farb olejnych, akwarelowych a nawet są bardzo przydatne przy kolorowaniu modeli czy dekorowaniu porcelany.  Są bardzo precyzyjne i świetnie spisują się do malarstwa linearnego bądź wypełniania bardzo niewielkich powierzchni. 


W pędzlach konturowych nie spotkamy szczeciny. Będzie inne włosie naturalne, albo po prostu syntetyczne. Ja posiadam syntetyczne i jest wszystko ok. 

Informacje dodatkowe

Przede wszystkim trzeba wiedzieć, że wybór pędzli, ich rodzaju, kształtu i wielkości jest ogromny na rynku. Trzeba na spokojnie wybrać te dla nas niezbędne i nie szaleć na początku z zakupami. Każdy z pędzli posiada , tak jak ołówki, swój odpowiedni numerek. Im większy rozmiar pędzla tym większy numerek i na odwrót. Im cieńszy pędzel tym mniejszy numerek.


 Numeracja jednak różna jest w zależności od firmy produkującej pędzle i gatunków pędzli. Zauważyłam także, że szczecinowe mają zupełnie inną numerację  niż syntetyczne. Ja jednak nigdy nie patrzę na numerki i kiedy czuję potrzebę idę do sklepu plastycznego i pani zawsze pozwoli sobie obejrzeć i obmacać pędzelek. Poza tym kiedy widzę pędzel to wiem od razu czy mi się nada czy nie. 
Dla niezdecydowanych i początkujących radzę kupić sobie około 5, 6 pędzli płaskich ( szczecinowe)  o numerach : 24, 11, 8, 3. Zakończenie włosia według uznania. Oraz wykończeniowe ( syntetyczne) : 0 i 4, ewentualnie 2 jeśli nr. 4 nie będzie odpowiadać. 

Zanim zaczniecie malować na płótnie czy kartce, warto je sobie wypróbować gdzieś na boku i sprawdzić jakie zostawiają ślady by nie ruszać z pracą w ciemno. Poniżej przykłady śladów  różnych wielkości pędzli i różnych ich kształtów. 


Na zakończenie dodam jeszcze tylko coś od siebie. Ja używam pędzli szczecinowych płaskich i z płasko ściętym włosiem, najlepiej aby było długie. Do wykończeń posiadam dwa pędzelki syntetyczne- numery podałam powyżej, gdy mówiłam o numeracji ( 0 i 4 ).
I to by było na tyle. Mam nadzieję, że wam trochę pomogłam i że rozwiałam wiele kwestii związanych z pędzlami. Trzymajcie się robaszki  korzystajcie z ostatnich powiewów lata i do następnego ;)


Czytaj Więcej »

czwartek, 22 sierpnia 2013

Praca w olejach...

...czyli "Szczęście" farbami...

Witajcie kochani ! W zasadzie jest to nadprogramowy post, ponieważ zachciało mi się postukać po klawiaturze i padło na bloga. Ale bezwartościowo nie będzie, ponieważ zaprezentuję wam pracę w olejach, dzięki której będziecie mieć kolejne tematy malarskie. Ogólnie rzecz biorąc obraz nazywa się "Szczęście" i ma wymiary 100 x 70 cm. Zaczęłam go malować dwa, trzy lata temu, niestety skończyło się na podmalówce, ponieważ przeprowadzka i remont nowego mieszkania wyrwał mnie z pracy twórczej a potem z powrotem było ciężko, aż do teraz...Niecały miesiąc temu postanowiłam się przebić  i wrócić do tematu. 


Z początku nie bardzo wiedziałam, czy mi to wyjdzie, czy nie, bo po długim czasie przerwy ciężko było mi się wczuć w tematykę, którą sobie wtedy ustaliłam. Ponad to natłok elementów i detali zarówno jak i duży format od razu mi sugerowały długi okres pracy, podczas gdy ja z czasem ostatnio mam kiepsko. Ale poświęciłam wiele wieczorów i żeby mi nie było przykro, że inni czerpią z życia i siedzą w knajpach i na koncertach a ja w domu, to ubzdurałam sobie zimę za oknem :P Naturalnie dopóki  nie zaszło słońce było bardzo ciężko, ale wyobraźnia zdziałała cuda i nawet zmuszona byłam założyć skarpetki, bo tak się nagle zimno jakoś zrobiło....:P


Powyżej WIP pracy. Jeżeli macie ochotę sobie przestudiować ;) Tym razem na tapetę nie tematy Afrykańskie lecz Indyjskie. Z kulturą mongolską także zrobiłam sobie przerwę, choć mam już pomysł na przyszłość. Dlaczego temat matki z dzieckiem? Jeżeli pamiętacie Subsaharviskę to przede wszystkim kładę nacisk na zestawienie przeciwieństw. Ta sama tematyka, ale w zupełnie innej sytuacji. Od razu spodobał mi się pomysł, a przede wszystkim nie mogłam się oprzeć tym czarującym i wielkim oczom dziecka. Tylko jakieś takie powyginane strasznie było....zapewne kształcone od najmłodszych lat na Jogina. ;)
W zasadzie nie miałam tutaj szczególnych problemów, poza dolną partią obrazu, którą musiałam sama domalować z głowy ponieważ od wygiętej stópki  po prawej stronie nie było nic. Niestety szczęśliwą parkę malowałam ze zdjęcia, które gdzieś kiedyś znalazłam, wydrukowałam, zdjęcie przepadło i został się sam wydruk.

                   
Czasami męczy mnie to, że w dużym stopniu podpieram się zdjęciami. Ale zauważyłam, że jedni z moich lepszych artystów malarzy wspomagają się nimi także. Bardzo chciałabym malować z natury. Niestety nie posiadam osobistego modela, a na kogoś z zewnątrz mnie nie stać. Nikt za darmo nie będzie stał godzinami jak kukła. Kolejna kwestia to czas.  Mam go zdecydowanie za mało, a to co mnie pociąga najbardziej  jest za daleko. Kultury świata to ciężki finansowy, orzech do zgryzienia nawet dla mojego aparatu fotograficznego. Ale mam nadzieję, że może kiedyś uda mi się wylądować w ciekawym miejscu ze sztalugą...Takie są te dzisiejsze czasy, że ostatnią deską ratunku jest to nieszczęsne zdjęcie. Ostatnio nawet ktoś mnie zapytał jaki jest sens w takim wiernym odtwarzaniu rzeczywistości, na zasadzie kopiowania zdjęcia. Przede wszystkim wierna kopia zdjęcia to HIPERREALIZM. Jest to kierunek w sztuce, który charakteryzuje się odtworzeniem rzeczywistości z  największą precyzją z każdym detalem, bez dodawania czegokolwiek od siebie. Nie ma tu miejsca na indywidualność. To także można nazwać fotorealizmem. To co widzicie powyżej to po prostu REALIZM. Czyli wierne odtworzenie rzeczywistości jednak w tym odtworzeniu rzeczywistości jest miejsce na własny styl, ewentualne zmiany i inwencje twórczą. A jaki jest sens? Przede wszystkim chęć przeniesienia wszelkich barw i kształtów na płótno czy kartkę, uwiecznienia ich za pomocą nie maszyny lecz ludzkiej ręki, już nie mówiąc o samej przyjemności wypływającej z tworzenia. Kochani jeżeli coś robicie i sprawia wam to przyjemność, radość, daje poczucie satysfakcji i jeżeli dzięki temu stajecie się lepszymi ludźmi, bardziej wartościowymi, to nie ma większego sensu niż to.  Radość tworzenia i zostawianie cząstki siebie w tym co robicie to największy sens na świecie.




Czytaj Więcej »

środa, 21 sierpnia 2013

Jak rysować dłoń - proporcje i teoria

Czyli jedno z cięższych zadań na tapetę :)

Coś mi się wydaje, że dzisiaj wielu z was uszczęśliwię, jeśli nie na zawsze to przynajmniej do czasu następnego posta. A jeżeli nie to niech mnie dunder świśnie :P Bo dzisiaj postanowiłam przerobić z wami motyw dłoni i jak uporać się  z jej proporcjami. Poniżej przygotowałam szkic z opisem wszystkich części składowych, a poniżej wyjaśnię  wszystko po kolei. Postaram się to zrobić jak najbardziej klarownie aby się nikt nie zamotał. 


  • Wszystkie palce (poza kciukiem) układają się po linii ostrego łuku, który pokazany jest na rysunku.  Ich nasady także ( C ). Po tym samym łuku układają się również kostki palców ( linie poziome A,B ) łączące poszczególne części paliczkowe.

  • Palec środkowy jest najwyższy. Palec wskazujący i obrączkowy stoją niżej i kończą się na tym samym poziomie. Najniżej kończy się  palec mały. 

  • Odległości między punktami C i B oraz B i A każdego palca są sobie mniej więcej  równe. Czyli długości paliczkowe są mniej więcej takie same, natomiast  długość paliczka dalszego, czyli odległość od A do końca palca, zazwyczaj jest krótsza od pozostałych. 

  • Całą dłoń można podzielić mniej więcej na dwie połowy. Na część śródręcza i palce. Przy czym część śródręcza jest przeważnie dłuższa od całkowitej długości palca środkowego. Może zdarzyć się tak, że odległości te będą sobie równe. Wszystko zależy od tego czy ktoś ma długie palce, czy nie. :)

  • Kciuk będzie się kończył wraz z końcem odcinka paliczka bliższego palca wskazującego,  czyli w naszym punkcie B. Uznajmy to za sam środek palca wskazującego. Punkt B wytycza nam także mniej więcej środek kciuka. Odcinek od jego nasady ( czyli złączenia z częścią śródręcza - C ) do punktu B będzie dłuższy  niż odległość od B do końca palca. Na rysunku trochę mi się koślawo zaznaczyło, ale możecie przestudiować swoje kciuki, a w ogóle dłoni i wszystkie elementy dokładnie ze sobą porównać.
Jeżeli nie wiecie podczas rysowania jak odmierzyć palec, albo gdzie może się on kończyć ponieważ jest odchylony, warto wykonać właśnie taki łuk naprowadzający jaki widnieje na rysunku. Po tym wytyczonym łuku, jak po orbicie będzie się poruszał palec, albo inne części ciała. Poza tym starajcie się odmierzać sobie odległości między poszczególnymi punktami na zasadzie ich porównywania ze sobą, przymierzania i odmierzania. Np: jeżeli nie wiem jaką wysokość ma jabłko, odmierzam sobie wysokość przedmiotu stojącego  obok (ze wzorca), który mam już naszkicowany i porównuję  z jabłkiem które mam zamiar narysować. Wtedy wiem czy jabłko ma taką samą wysokość, czy jest dwa razy wyższe i następnie odmierzam w ten sam sposób elementy na rysunku by sprawdzić czy wszystko się zgadza.  

Kolejna sprawa jest taka, że jeżeli macie problem z wytyczeniem ogólnej wielkości dłoni, to pamiętajcie, że jej całkowita długość będzie równa długości twarzy. Nie głowy, tylko twarzy. Można sobie wyobrazić naszą rysowaną dłoń po wyprostowaniu i ten odcinek odmierzyć sobie na przykład ołówkiem lub palcami i przymierzyć do długości twarzy. Wtedy dojdziecie do tego czy dłoń jest proporcjonalna czy nie. W ten sam sposób mierzymy wszystkie inne części ciała, elementy, przedmioty itd. 

Rysując dłoń musimy pamiętać by iść od ogółu do szczegółu. Tworzymy ogólny zarys dłoni, robimy zarys pomocniczych łuków wzdłuż których rozmieszczone są długości palców, kostki itd. I dopiero wtedy rysujemy poszczególne palce. Warto także jako pierwsze punkty wytyczne obrać sobie nasadę palca środkowego a także jego koniec, który stanowi  najdalej wysunięty punkt w dłoni. Dzięki  temu możemy z palcem środkowym porównać sobie także długość części śródręcza. Jeżeli coś okaże się za krótkie lub za długie, po prostu zmieniamy. A resztę dopasowujemy już do tego co  mamy. Jednak na temat jak rysować dłoń w sensie praktycznym zrobię osobnego posta, bo to dosyć ważna  kwestia i trochę skomplikowana. :)



Czytaj Więcej »

niedziela, 18 sierpnia 2013

Zamówienie "Masajska Zaduma"

...czyli Afrykańskie klimaty :) 

Witam was moi kochani "wakacjowicze" :P. Jak samopoczucie ? Dzisiaj trochę prezentacyjnie będzie, ponieważ skończyłam  jedno z zamówień olejnych, dzięki któremu będziemy mogli prześledzić kilka tematów w tejże technice. Tak, moi kochani nadszedł ten czas kiedy zaczną się pojawiać wskazówki na temat malowania olejami, jednak od przyszłego tygodnia tak, czy siak ruszamy z powrotem z tematami natury technicznej. Planuję dalej przerobić tematykę twarzy i wkrótce także dłoni, bo wiem, że to jedna z wielu rzeczy, które sprawiają trudności. Ale to już wkrótce. Na chwilę obecną chciałabym wam zaprezentować kolejny obraz olejny, który zatytułowałam "Masajska zaduma".


W zasadzie nie wiele mogę powiedzieć szczególnego na temat tej pracy poza tym, że ze zdjęcia, które było w bardzo niskiej rozdzielczości, i oczywiście zmuszona byłam ładnie je  wykadrować, aby wpisać się  odpowiednią wielkością postaci w niewielki format. Rozmiar płótna wynosi 30 x 40 cm. Taki był na życzenie. Formacik malutki i też nie pozwala na zbyt wiele, ale dałam z siebie wszystko, żeby miało to ręce i nogi. Także wykadrowanie  i zbliżenie na twarz było koniecznością i niestety nieco utrudniło mi pracę. Wiele rzeczy musiałam sama dopracować a wiele nieco zmienić tak, by oddać ich właściwy charakter. Również zmniejszyłam ilość dekoracji na szyi. W oryginalnym zdjęciu wyglądało to świetnie natomiast po wykadrowaniu i przeniesieniu na płótno mógłby się zrobić dosyć duży mętlik i natłok elementów, który zaburzałby odbiór głównej postaci. Poniżej WIP obrazu. Możecie się przyjrzeć jak to wygląda. A w najbliższym czasie i tak będą posty poruszające tematy niektórych jego elementów. ;)


Powiem szczerze, że największym problemem dla mnie były plecionki na głowie. Myślałam że oszaleję, kiedy wszystkie paseczki mieszały się jedne z drugimi. W dodatku nie równe ich rozłożenie oraz zaburzona ich kolejność dodatkowo utrudniało mi pracę. Koraliczki natomiast okazały się być elementem bardzo przyjemnym w realizacji, już nie mówiąc o samej twarzy Masajki i jej krótkiej czuprynce :) A jeżeli już jesteśmy w temacie buźki, to i tutaj nieco poszłam po swojemu. Zmieniłam kobiecie nieco rysy twarzy, a konkretnie linię noska i pozbyłam się wystających z ust jedynek. Uznałam, że tak jak  z ozdobami na szyi byłoby po prostu za dużo tego wszystkiego, a kolejna kwestia jest taka, iż  chciałam aby wpisała się w kanon moich dwóch pozostałych obrazów, które zostały zakupione. Wszystkie razem muszą tworzyć bowiem jakąś całość.


                     O dziwo przez to suche powietrze i upały, które ostatnio miały miejsce, warstwy schły dość szybko, co w ciągu zimy jest nie do pomyślenia, a tygodniowe suszenie przy wiatraczku to za mało. Dzięki temu przyśpieszyło to nieco moją pracę i mogłam się wyrobić wcześniej niż planowałam i wcześniej rozpoczęłam kolejne zamówienie.
W sumie na temat pracy powiedziałam wszystko co chciałam. Nic dodać nic ująć. A będąc w temacie prac olejnych, wkrótce przedstawię kolejną, którą już udało mi się skończyć, i w oparciu o którą będę omawiać technikę malowania olejami.  Tak, tak, o dłoni pamiętam i o dalszych częściach twarzy także, już nie mówiąc o przechowywaniu prac, o czym także muszę wspomnieć, ale wszystko po kolei. ;)
Trzymajcie się robaszki ! Do następnego ! ;)


Czytaj Więcej »

piątek, 16 sierpnia 2013

Kredki BIC Tropicolors 2

Jak dokonać wyboru i coś jeszcze ...

Kochani ! Dzisiaj mały i dodatkowy zbiór informacji dotyczących kredek. Jako, że jest bardzo istotny postanowiłam go "przelać na papier". 
Wielu z was się może zastanawia co z tymi kredkami począć bo coś wam w nich nie pasuje do końca. Dzisiaj chcę wam rozwiać wątpliwości. Przede wszystkim jeżeli chodzi o wybór kredek. Każde z was musi to zrobić indywidualnie. Na pewno nie jest on łatwy i może minąć sporo czasu zanim dobierzecie sobie te odpowiednie. Nie jestem w stanie poradzić , które kredki będą odpowiednie dla was, to sprawa subiektywna. Każdy z was posiada inny nacisk ręki, inny sposób prowadzenia dłonią, a każdy rodzaj kredek wymaga innej techniki rysowania w związku z różnicami jakie między nimi zachodzą. Niektóre kładą się miękko i lekko inne wymagają mocniejszego nacisku . Może zdarzyć się tak, że traficie od razu na te odpowiednie, a może być i tak, że długo będziecie szukać. Trzecią opcją jest to, że po prostu jakieś kupicie i opracujecie sobie sposób posługiwania się nimi na zasadzie prób i błędów. 
Przy wyborze własnych kredek kierujcie się swoimi umiejętnościami, przeczuciem oraz tym, co chcecie za ich pomocą uzyskać. Jeżeli efekt uzyskany przez jakieś kredki wam nie odpowiada, albo co gorsza, źle się wam nimi rysuje, sięgnijcie po inne. Wiem, że jest to ryzykowny rodzaj wyboru, ale jeżeli nie spróbujecie, nie dowiecie się. Ja taką metodę obrałam i trafiło mi się za drugim razem na Tropicolors.




Charakterystyka kredek

Kredki te wykonane są z tworzywa sztucznego - żywicy syntetycznej dlatego też są bardzo wytrzymałe na stłuczenia a ich trzon jest gibki i podatny na wygięcia. Innymi słowy są bardzo elastyczne dzięki czemu grafit który jest w środku nie ulega uszkodzeniom po upadku, których zresztą było już wiele.



Osobiście jestem bardzo zadowolona z kredek, jednak są to kredki ciężkie w obyciu a już na pewno nie są to kredki typowo artystyczne. Są proste i zwyczajne, w dodatku okazały się być idealne dla mojego nacisku dłoni. I przede wszystkim nie łamią się po upadku, co mnie pozytywnie zaskoczyło.

Rysowanie nimi nie jest łatwe i trzeba nauczyć się je wyczuwać w ręce. Kredki te mają twarde grafity i trzeba czasem je dobrze docisnąć aby wydobyć silną barwę. Rodzaj papieru także nie jest bez znaczenia. Świetnie się sprawdzają bowiem na szorstkiej powierzchni i najlepiej barwionej. Gładka i biała kartka raczej się nie nadaje, a kolory mogą wydać się blade i nie takie jak powinny. Zresztą w mojej opinii kredki w ogóle nie prezentują się za ciekawie na białej, zwykłej kartce. Dlatego nie ważne jakimi kredkami bym się nie posłużyła i tak zrobiłabym to na barwionej powierzchni. Toteż zakupuję często papier pod pastele w kolorach kremowo-miodowych. Ciepłe odcienie mnie osobiście urzekają, a ponad to kolor papieru wpływa korzystnie na barwy kredek wzmacniając ich odcienie.


Może są to niuanse, ale dla mnie bardzo znaczące podczas pracy z kredkami. Niektóre odcienie kredek mogą ulec zmianie, ale jeżeli wiemy jak kolorować to nie ma to dla nas większego znaczenia. Dobierzemy takie, których odcień na papierze kolorowym będzie dla nas odpowiedni. 

Poniżej przedstawiam Wam gamę kolorystyczną 24 sztuk.



Ogólnie rzecz  ujmując kredki Tropicolors, tak jak i inne kredki, nigdy nie zakryją nam powierzchni w stu procentach. Niektóre gatunki kredek bardziej, inne mniej, dlatego aby uzyskać intensywność cieni, lub połysku, który jest dostrzegalny w moich pracach czasami wspomagam się innymi technikami, ale tylko w minimalnym stopniu, by nie zaburzyć odbioru barw kredek. W zasadzie opcji pomocniczych jest mnóstwo. Nie zdradzę ich jednak, ponieważ liczę na waszą kreatywność a druga kwestia jest taka, że każdy z was musi opracować własną metodę, o ile będzie jej potrzebował. Ponieważ każdy z was ma inne potrzeby i inne oczekiwania od kredek. Ponad to chcę abyście nauczyli się myśleć w sposób kreatywny, artystyczny. W ten sposób rozwijacie swoje umiejętności i dodajecie charakteru swoim pracom, który dany jest tylko wami i nikomu poza tym. Podawanie wszystkich rozwiązań na tacy blokuje rozwój indywidualny. Nie chcę aby wszyscy tworzyli tak samo. Chcę aby każdy z was tworzył pięknie, z pasją i przede wszystkim był indywidualnością w artystycznym morzu, a nie zlewał się z całą resztą. :) 


Czytaj Więcej »

czwartek, 15 sierpnia 2013

Projekt Księga Cieni

Czyli będzie technicznie i magicznie ;)

Nadszedł ten dzień, w którym w końcu po długiej morderczej pracy mogę zaprezentować dzieło ostatnich dwóch miesięcy. W zasadzie dzieło morderczej pracy z ostatnich dwóch miesięcy. Ogólnie rzecz biorąc kolejna praca o charakterze scrapbookowym jednak mająca dla mnie szczególne znaczenie ponieważ już od dawien dawna zamierzałam się zabrać za taką robotę a kiedyś nawet zaczęłam, jednak nie skończyłam a efekty mnie nie zadowalały. Zresztą materiałów miałam nieco mniej i wszystkich rzeczy wchodzących w skład także i tak jakoś w ogóle nie byłam zmobilizowana do dokończenia dzieła. Teraz wykonałam to od "A" do "Z". Moi drodzy przedstawiam wam moją osobistą Księgę Cieni. 


Księga jest dość pokaźnych gabarytów. Mierzy  33 x 20 cm, natomiast  grubość księgi waha się od 10,5 cm do 17 cm. To zależy w którym miejscu. Mieści w sobie 156 kartek czyli 312 stronic. Księga oprawiona jest w skórę i posiada kartki z papieru czerpanego. Składa się z dwóch części. Pierwszej głównej i dodatkowej napisanej do góry nogami. W zasadzie by ją stworzyć potrzebowałam trzech takich samych zeszytów i 1,5 okładki. 


Dodatkowo na okładce wkomponowałam triquetrę w gotowy, już istniejący krąg z kamieniem, a także przymocowałam dwie pieczęcie z symbolami run, które sama wykonałam i które miały wyjść nieco inaczej ale ogólny efekt jest taki, jaki miał być więc nie narzekam. :)
W zasadzie księga kosztowała mnie sporo wysiłku i czasu, nie tylko w kwestiach samego jej tworzenia, ale także kompletowania materiałów, które zbierałam już przez dłuższy czas. Oczywiście inspiracji nie musiałam szukać długo ponieważ jestem wielką fanką "Totalnej Magi" a tym z was, którzy znają dobrze ten film, nie muszę niczego tłumaczyć. Moja księga jest nieco inna, zresztą nie chodziło mi o wykonanie repliki a wykonanie własnej wersji, która będzie równie wielka i równie magiczna jak ta w filmie. 
W księdze zawarte są informacje, które kolekcjonowałam przez dłuższy czas z różnych źródeł bibliotecznych i internetowych. Także zbiór i kolekcjonowanie roślin trochę mnie kosztowało. Można w niej znaleźć informacje między innymi dotyczące run, dni przesileń ( sabatów), afrodyzjaków i przypraw, roślin i ziół różnego rodzaju a także recepty i przepisy z nimi związane ( czyli jak pozyskać to i tamto, kiedy zbierać, jaką część itd.) oraz wiele innych ciekawych rzeczy. Wszystkie ususzone rośliny są prawdziwe, zbierane w różnych okresach czasowych stąd też długi okres kompletowania materiałów. Księga na chwilę obecną jest skończona, ale to otwarta sprawa, ponieważ jest jeszcze wiele rzeczy, które muszę zdobyć, zebrać i opisać. Dlatego też w niektórych działach księgi pozostawiłam puste stronice dla ewentualnych uzupełnień w przyszłości. :) 
Naturalnie jak w każdej księdze, znajdują się zakładki w postaci wstążek o różnych kolorach. Wstążek jest sześć. Cztery w głównej części i dwie w tej mniejszej. 
W dużej mierze dodatkowo korzystałam z pomocy papieru czerpanego, którego zakup okazał się  być nie lada problemem. Na szczęście internet to silna broń, z której nie omieszkałam sobie skorzystać. ;) 
Księga jest takich gabarytów, że nie mam za bardzo jej gdzie trzymać, więc leży na parapecie, ale zamierzam postarać się o ładny stojaczek aby jakoś ją wyeksponować. 

Mam nadzieję, że się wam podoba. Ja jestem usatysfakcjonowana, bo wreszcie skończyłam coś czego nie mogłam dokończyć przez długi czas. No w sumie od ostatniej pierwszej próby  minęło pięć lat. Pięć lat czekania i kompletowania... jak sobie teraz o tym pomyślę to mam wrażenie, że jakieś szaleństwo mnie opętało ale pozytywnie ma się rozumieć. :) 
Jutro trochę informacji o kredkach, bo obiecałam. ;) I to na tyle. Trzymajcie się ciepło ! ;)


Czytaj Więcej »

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Jak rysować twarz w En Face

Po proporcjach czas na działanie !

Witajcie Kochani ! Ostatnio było trochę o proporcjach, a dzisiaj trochę działań praktycznych. Zapewne jak zdążyliście się już domyślić, będziemy rysować twarz w En Face.  Aby tego dokonać wytłumaczę wszystko krok po kroku, ale też chciałabym abyście sobie przypomnieli wszystkie poszczególne elementy twarzy i sposób ich rysowania w perspektywie frontalnej, ponieważ wiele z tego może się wam teraz przydać. :) W zasadzie wszystkie elementy poza uchem omawiałam na pierwszy ogień w tej perspektywie więc nie powinno być kłopotu ze znalezieniem ( w menu pod wskazówkami technicznymi ).  Na razie z cieniowaniem damy sobie spokój. Dzisiaj chciałabym abyśmy skupili się głównie na konstruowaniu twarzy z zachowaniem prawidłowych proporcji. 
Wykonałam pomocniczo kilka szybkich szkiców przedstawiających poszczególne etapy, a jeżeli ktoś nie będzie mieć dosyć to jeszcze będzie filmik. Zaczynamy od kwestii pierwszej. Mając twarz w pozycji En Face, od czego zacząć? Na początek zacznijmy od narysowania pionowej osi wzdłuż kartki, a na tej osi zaznaczamy sobie cztery punkty w równych od siebie odstępach. Mają to być odcinki o takiej samej odległości i licząc od dołu będziemy mieć: linię brody, linię nosa, linię brwi i  linię czoła. Pomocniczo można wykonać sobie owal twarzy, którego długość będą wyznaczały odcinki brody oraz czoła, jako nasze dwa najdalej wysunięte punkty. Powinno nam powstać coś takiego:


Nadszedł teraz czas aby rozrysować wszystkie elementy twarzy. Sugeruję zacząć od nosa ponieważ według niego można wytyczyć sobie wymiary i położenie wszystkich pozostałych części. Pamiętacie jak rysowaliśmy nos w perspektywie frontalnej ? Teraz możemy to wykorzystać. Drugi punkt od dołu to nasz nosek, a raczej jego dolna część. Bo długość nosa to cały środkowy odcinek twarzy. Ale my zajmiemy się dolną partią, która jest najbardziej charakterystyczna. Pamiętajcie by rozstaw bocznych policzków nie był zbyt szeroki od osi środkowej. Na razie omawiamy twarz o europejskich rysach, więc szerokie nosy to jeszcze nie w tym temacie. ;)
Jeżeli mamy nos gotowy to skupiamy się na ustach. Odległość od nosa do brody dzielimy sobie na pół i w tej połowie zaznaczamy miejsce, które przeznaczone jest dla linii dolnej wargi. Nad nią nieco wyżej zaznaczamy kolejny punkt i mamy miejsce, w którym rysujemy środkową linię ust, pamiętając by kąciki wychodziły niedaleko poza policzki nosowe. Widać poniżej. Na środkowej linii osi można zaznaczyć sobie jeszcze dołeczek wargi górnej i przechodzimy do dalszego etapu. 


Rysujemy brwi. To punkt drugi od góry, który wyznacza nam linię łuku brwiowego. Brwi rysujemy w dowolnym dla nas wygięciu, grubsze od wewnątrz, cieńsze od zewnątrz. Należy pamiętać tylko o tym, że brwi powinny zaczynać się nieco bliżej osi pionowej niż policzki nosowe. Ale to też nie jest reguła ;).
Następne jest oko. Pamiętacie z poprzedniej lekcji, że powinno znajdywać się na wysokości 1/3 długości nosa, od góry. Aby wyznaczyć sobie punkt spojówki wewnętrznej można pomocniczo także nakreślić sobie linię biegnącą ku górze od bocznej części nosa, tak jak to jest przedstawione na rysunku poniżej. Natomiast aby wyznaczyć sobie długość oka, wykreślamy drugą linię biegnącą od kącika ust. Tą odległość między linią boczną nosa a kącikiem ust, dokładamy jeszcze dwa razy, co daje nam całkowitą długość oka. 

Drugie oko rysujemy na podobnej zasadzie. Następnie przechodzimy do owalu twarzy. Można wygumkować sobie ten prowizoryczny, a ten właściwy najlepiej rozpocząć od czoła. Potem biegniemy w dół pamiętając o delikatnym zarysowaniu kości policzkowych, które zaczynają się zaraz pod okiem, a im linia bardziej w dół tym jest wklęsła tworząc policzki. Następnie biegnie ku żuchwie a ta z kolei załamuje się w łuk zaraz pod kącikami ust i biegnie ku brodzie, ostatecznie się z nią łącząc. Widać poniżej. 


Kiedy już skończymy z elementami wewnętrznymi twarzy zajmujemy się zewnętrznymi, czyli  uszami. Ucho zaczynać się będzie między brwią a okiem a kończyć przed końcem nosa. 


Dalej to już kwestia dopieszczania i nadania charakteru twarzy. Czyli wymazujemy te linie pomocnicze, aby nam niczego nie zakłócały, dodajemy włosy, tworzymy jakąś fryzurę  itd. Moja twarz jest wykonana na szybko, ale wy możecie przeznaczyć tyle czasu ile tylko zapragniecie na jej dokładne rozrysowanie ;)


Ten powyższy sposób, który wam pokazałam jest wygodny o tyle, że można według niego stworzyć własną wymyśloną twarz, np. tą którą widzicie powyżej, ale także i inną. Wystarczy tylko zmienić kształt oczu czy brwi  albo i owalu twarzy. Kombinacji jest mnóstwo. Także za pomocą tej metody można narysować twarz ze wzorca, np. zdjęcia lub z natury. W tym momencie mamy wszystkie kształty elementów twarzy podane na tacy. Wystarczy je tylko dobrze odtworzyć. Jednak tak jak już uczulałam wcześniej, jeżeli rysujecie konkretną twarz musicie mieć na uwadze, że każda ma indywidualne rysy i niektóre z proporcji mogą ulec delikatnemu zachwianiu. Wystarczy że twarz lekko się odchyli lub przekrzywi. Dlatego traktujcie te zasady jako pomocnicze w rysowaniu i bacznie obserwujcie to co rysujecie. ;)



Do zobaczenia kochani ! Działajcie, nigdy się nie poddawajcie a ja śmigam do pracy! Mam nawał roboty. Zanim dotrzemy do następnego posta umieszczę uzupełniającego dla osób rysujących kredkami, bo wiem że niektórzy mieli wiele pytań i wątpliwości ;) Powoli także wykańczam już kolejny obraz olejny...ehs mam tyle tematów przed sobą, ale za mało czasu na ich realizację. Ale to też kwestia tego, że ja to bym chciała wszystko na raz ale się nie da ;)


Czytaj Więcej »
----