sticky

sobota, 28 września 2013

Jak malować twarz olejami - cera ciemna - etap 2

Wykańczanie....

Dzisiaj chciałabym omówić kwestię związaną  z wykańczaniem twarzy farbami olejnymi. Jest to temat dosyć trudny jako, że każdy z was ma inny sposób malowania, inny styl i inne preferencje techniczne. Dlatego też nie będę wam mówić w jaki sposób macie malować tylko na co zwracać uwagę podczas malowania warstwy wykończeniowej.  
Przede wszystkim jest to etap pracy, który wymaga szczególnej uwagi, zwłaszcza jeżeli chodzi o dobór barw, odcieni, zaznaczenie światła oraz cienia. Jeżeli jesteście artystami, którzy cenią sobie precyzję to i będzie ten etap wymagał od was właśnie takich umiejętności.  

Zaczynamy od dowolnego miejsca na twarzy, które nam odpowiada. Według mojej pracy jest to akurat czoło. Przede wszystkim musimy pamiętać, że tak jak i w rysunku tak i w malarstwie warto przyciemnić to co jest wklęsłe, a rozjaśnić to co wypukłe. Jeżeli zaczynamy od czoła zaznaczamy delikatnie wypukłość środkową czoła, wokół której przestrzeń przyciemniamy, a następnie rozjaśniamy delikatnie także łuk brwiowy.












Następnie przechodzimy w dół  do powiek, nosa oraz kości policzkowych. 
Podczas wykańczania warto wzmocnić światło zwłaszcza w miejscach najbardziej wypukłych, wysuniętych do przodu. W tym momencie jest czubek nosa. Ponad to jeżeli wymaga od nas tego wzorzec, można wzmocnić to światło także w innych miejscach twarzy. Niestety w tym przypadku światło pada od tyłu postaci i nie mamy zbyt wielkiego pola do popisu. W takiej sytuacji radzę nie przesadzać z ilością połysków. Z pewnością zamknięte powieki warto podkreślić jaśniejszymi tonacjami ponieważ są to miejsca wypukłe. W przypadku gdy nie ma wyraźnie zaznaczonych rzęs także odpuszczamy szczegółowe ich nakreślanie. W przeciwnym razie mogło by coś wyglądać  bardzo nienaturalnie i sztucznie, a tego staramy się unikać. Co innego jeżeli we wzorcu widzimy wyraźnie takie detale.

Pamiętamy by mieszać ze sobą kolory. W poprzedniej notce podałam mniej więcej barwy jakich  użyłam, ale naturalnie możecie wzbogacać swoją gamę barwną w zależności od potrzeb i wytycznych wzorca.
Jasne punkciki jakie widzicie na nosie wykonujemy od najciemniejszego koloru do najjaśniejszego. Ostatnim odcieniem może być biel zmieszana z delikatną żółcią. Starajcie się stopniować tonacje i unikać kontrastowych połączeń, no chyba że  cień jest wyraźnie i silnie zarysowany we wzorcu.


Kości policzkowe traktujemy w podobny sposób do nosa. Takie połyski dodają naturalizmu twarzy, jako że w naturze skóra ma tendencje do połysku, choćby z powodu przetłuszczania się. Stopniujemy tonacje od najciemniejszej do najjaśniejszej.



Pamiętamy by malować zgodnie z kierunkiem  skóry. Jeżeli skóra wyraźnie układa się od strony prawej do lewej (lub odwrotnie ) po łuku, to wykonujemy ruchy pędzlem wyraźnie od prawej do lewej po łuku. W tym przypadku jest to fragment od nasady nosa do krańca kości policzkowej.








Jeżeli światło wyraźnie pada na postać od tyłu, to cała przednia część postaci musi znajdywać się w półmroku, głębokim cieniu lub delikatnym cieniu. W tym przypadku postać jest widoczna więc mamy delikatny cień, natomiast jako że słońce daje bardzo ciepły odcień, także i postać mieni się bardzo ciepłymi barwami. 
W takim przypadku również warto pamiętać o tym by miejsca silnie oświetlane przez słońce ( zaznaczone na czerwono ) były mocno przez nas podkreślone. Te miejsca tworzą jakby jasną obwódkę i poświatę kontrastującą z ciemniejszą partią środka. W tym przypadku mocno oświetlony jest czubek głowy, stykające się z tłem górne partie ramion a także linia żuchwy po prawej stronie, linia ucha, a po lewej znacznie delikatniej widniejąca linia na czole i części włosów. 
Poniżej WIP tego etapu pracy a także filmik przybliżający temat.




Na chwilę obecną to by było na tyle. Przepraszam za ostatnie opóźnienia w publikacji postów, mam nadzieję że wkrótce wszystko wróci do normy ;) 


Czytaj Więcej »

wtorek, 24 września 2013

Jak malować twarz olejami - cera ciemna

Zaczynamy od podmalówki 

Przepraszam was, kochani za małe opóźnienie, ale miałam problemy ze zdrowiem i będąc w stanie wiecznego zamroczenia bólowego postanowiłam nie pisać dopóki znowu nie osiągnę klarownego umysłu. Tak więc dzisiaj wracam do was z następnym tematem olejnym. Przez najbliższe dwa posty będę starała się wam przybliżyć temat malowania twarzy o cerze ciemnej. Na dzień dzisiejszy ruszamy z podmalówką. 
Na temat podmalówki już pisałam LINK, dzisiaj jednak chciałabym skupić się nie na całości a na konkretnej części. 
Dla osób które nie pamiętają lub nie wiedzą podmalówka to pierwsza warstwa jaką zostawiamy na podobraziu i która służy nam jako podkład do dalszych etapów pracy. Ilość tych etapów zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Ja standardowo obrałam trzy etapy, ale to także zależy od tego co malujemy. Czasem wystarczają dwie. Tak było i w tym przypadku. A dzisiaj omówimy właśnie ten pierwszy etap. 
Przede wszystkim podmalówkę twarzy zaczynamy od momentu kiedy tło mamy gotowe, tudzież gotową podmalówkę tła. Inaczej mówiąc tworzymy podmalówkę twarzy wtedy kiedy mamy gotową przestrzeń, która się za nią znajduje.  Jeżeli przypomnicie sobie posta o wielowarstwowości obrazu będziecie wiedzieć o co chodzi ;) LINK
Malując podmalówkę przede wszystkim nie koncentrujemy się na detalach. Staramy się myśleć i patrzeć ogólnikowo, na zasadzie plam barwnych. Bardzo pomocnicze jest spoglądanie na nasz wzorzec z przymrożonymi oczami,  kiedy widzimy wszystko za delikatną mgłą. Wtedy nasze plamy barwne są łatwiejsze do wychwycenia. Nie koncentrujemy się na elementach takich jak rzęsy, kosmyki włosów, czy błysku w oczach tudzież zmarszczkach. To przy podmalówce jest najmniej istotne. Najbardziej istotne podczas przygotowywania sobie podkładu pod twarz jest odpowiedni dobór kolorów oraz zaznaczanie światłocienia. Używamy wszelkich możliwych odcieni jakie widzimy we wzorcu. Na początku wasz zmysł obserwacyjny może wiele pominąć, ale tego można się spokojnie nauczyć i przychodzi to z czasem więc się nie przejmujcie. Ja podpowiem, że do cery ciemnej użyłam między innymi kolorów takich jak: 
Żółcień neapolitańska czerwona, czerwień pozzuoli, cynober ciemny, siena palona, ochra, brąz van dyck, ziemia umbra palona, czerń kostna, odcienie pomarańczu, biel oraz innych odcieni, które uzyskałam z powyżej podanych. 
Tworząc podmalówkę twarzy warto być ostrożnym przy granicach z tłem. Zwłaszcza kiedy tło wykonamy sobie już na gotowo. Jeżeli mamy tylko podmalówkę, to nie ma problemu jeżeli pędzel nam wyjedzie, wszystko się zamaluje przy wykończeniach. 
Kiedy nakładamy farbę warto sobie obrać odcień pośredni, kolor który nie jest ani ciemny ani jasny, i nałożyć go na sam początek, a następnie dokładać do niego następne odcienie i barwy mieszając je ze sobą i  wykonując delikatne przejścia między tonacjami. Na najciemniejsze partie zawsze zostawiam sobie puste pola, czasami stosuję ten motyw także do jasnych plam barwnych. Wszystko zależy od charakteru pracy. 
Jeżeli na twarzy widnieją jakieś dekoracje można zostawić sobie puste pole ( ja zawsze tak robię ) albo zamalować przestrzeń i na samym końcu, gdy twarz mamy już wykończoną na cacy i dobrze wyschniętą, malujemy na niej odpowiednie ozdoby. 
Poniżej możecie sobie porównać twarz w podmalówce a twarz po warstwie wykończeniowej. 


Zapewne dostrzegacie różnicę. Podmalówka jak widać nie musi być piękna. Kanciasta i toporna ma nam sugerować tylko barwy, które i tak podczas warstwy wykończeniowej będą wzbogacane, oraz rozkładający się światłocień, dzięki któremu łatwiej będzie nam pracować nad warstwą wykończeniową. 
Obejrzyjcie filmik, na którym będziecie mogli zaobserwować cały proces i jak to wszystko wygląda w moim przypadku.

Kiedy podmalówkę skończymy odkładamy obraz do wyschnięcia i czekamy na następną możliwość przystąpienia do pracy :) Następnym etapem będzie warstwa wykończeniowa twarzy, którą zawsze maluję w dwóch warstwach, a jak ten ostateczny proces ma wyglądać opiszę już wkrótce ;) 
Czytaj Więcej »

czwartek, 19 września 2013

Gdy Zepsują się Pędzle...

Znaczy się czy wyrzucić czy naprawić ? ...

Nie wiem jak wy, kochani ale ja z reguły nie lubię wyrzucać rzeczy które nie do końca są zużyte. Dotyczy się to także pędzli. Podczas malowania  ulegają one różnym usterkom, które często przesądzają o tym by się pozbyć strupa i kupić nowy. Jednak wiele z tych usterek często pojawia się nawet zaraz po zakupie, co jest najbardziej bolesne ze względów oczywistych. Przede wszystkim dwa takie najczęściej spotykane przypadki, z którymi miałam okazję się nie raz zetknąć to wypadająca główka z włosiem, oraz włosie wypadające w całości. Mam tu na myśli cały pęk, nie pojedyncze kosmyki. Fakt, że czasem coś nam na płótnie zostanie z pędzla to jeszcze nie świadczy o tym, że nam pędzel umiera. :) To, że pędzle gubią raz na jakiś czas włoski to całkowicie normalnie zjawisko. Czasami tylko wkurza, ponieważ trzeba te włoski z płótna zbierać, co bywa bardzo utrudnione kiedy mamy już prawie gotową zamalowaną powierzchnię.  
Tak więc jak dokonać takiej rewitalizacji pędzli ? Przede wszystkim będziemy potrzebować : nożyczek, kombinerek, odrobiny papieru lub ręczników papierowych oraz klej poliuretanowy.



Jeżeli chodzi o klej to odradzam Kropelki i te sprawy. Te kleje co prawda schną szybko jednak sprawdzają się na gładkich i oczyszczonych powierzchniach. Klej poliuretanowy nie schnie ekspresowo, ale nadaje się do wielu rzeczy i jest naprawdę mocny. 

Naprawiamy 

Tak więc co zrobić kiedy wypadnie nam główka z włosiem? Wyrzucić? Nie, szkoda, bo włosie niezniszczone i jeszcze można byłoby nim trochę pośmigać po płótnie. Kochani, nic prostszego. Chwytamy za klej smarujemy górną część  rączki pędzla i nakładamy główkę z włosiem. Wycieramy nadmiar kleju i pozostawiamy do wyschnięcia. Pamiętamy tylko by nałożyć na właściwą stronę rączki.

Co zrobić kiedy wypadnie nam całe włosie ? 


Tu może być troszkę więcej pracy, ale również jest do załatwienia. Na początek rozszerzamy nieco metalową główkę, naciskając palcami w dwóch punktach końcowych. Następnie obcinamy włosie od strony, która znajdowała się wewnątrz główki. Włosie zazwyczaj jest sklejone ze sobą od tej strony więc nie powinno być problemu, a wystające kosmyki mogą nam utrudnić operację dlatego warto je ze sobą delikatnie zrównać. 
Następnie smarujemy klejem sklejoną część włosia, czyli tą która była wewnątrz główki i delikatnie wsadzamy ją w metalowy otwór, pomagając sobie nieco palcami aby pojedyncze kosmyki włosia nam się nie pozaginały. Zawsze podczas takiej operacji coś się zagnie ale w sporadycznej ilości. Chodzi mi bardziej o ostrożność, która zapobiegnie rozsypaniu się wszystkiego na części pierwsze. Kiedy już wsuniemy włosie do metalowej główki  dociskamy ją kombinerkami do włosia, aby klej lepiej związał nam poszczególne elementy. Wycieramy nadmiar kleju i gotowe. 

Powyżej wymienione usterki częściej przydarzały mi się z pędzlami szczecinowymi. Z syntetycznymi miałam nieco inne przygody, które mnie doprowadzały do szału. Często zdarza się, że trzony pędzli syntetycznych  są pokryte lakierem, lub inaczej swoistą powłoką ochronną, która szczerze powiedziawszy nie  jest niezbędna, a i tak nie wytrzymuje za długo. A bardzo irytuje mnie kiedy ta powłoka zaczyna się łuszczyć i żeby mieć święty spokój zmuszona jestem obskubać cały lakier, tylko po to by móc wygodnie trzymać pędzel. Zawsze tą obskubaną część, która jest drewniana można pokryć jakimś impregnatem do drewna. Chociaż ja nigdy tego nie stosuje. 

Kiedy zrezygnować z naprawy ? Kiedy zrezygnować z pędzla? 

Jak rozpoznać że pędzel jest zużyty i nie nadaje się do niczego? Na pewno przeważy o tym odczucie, które będzie nam sugerować trudności w użytkowaniu takiego pędzla. Na pewno nie ma sensu się bawić z pędzlem kiedy włosie wyraźnie uległo skróceniu ( stępiło się ). Takie włosie jest twardsze i ciężko rozprowadza farbę, brakuje mu elastyczności. Albo uległo takiego przerzedzeniu, że nie mamy czym smarować po płótnie. Na pewno nie używałabym pędzla ze złamaną rączką. Utrudnia nam ruchy i ogranicza technicznie nasze możliwości. Sklejanie może pomóc, ale nie na długo. Mocniejszy nacisk może spowodować, że rączka pęknie nam w tym samym miejscu ponownie. 
Jeżeli miewacie problemy ze sklejonym włosiem od farb, zmieńcie nawyki i myjcie dokładnie pędzle po każdym malowaniu. Ostatecznie można spróbować wymoczyć taki pędzel w rozpuszczalniku. Powinno pomóc. Jeżeli nie - wyrzucić i tyle. 

Tak więc mam nadzieje, że jakoś pomogłam dzisiejszymi informacjami. Oczywiście wcale nie musicie naprawiać pędzli. Zawsze możecie kupować nowe, ale po co zbędnie wydawać pieniądze mając świadomość, że coś z usterką jednak można zrobić. 
To by było na dzisiaj wszystko. Trzymajcie się cieplutko i do następnego !


Czytaj Więcej »

poniedziałek, 16 września 2013

Ćwiczymy z pędzlami - praktyka

Czyli docelowo, na konkretnym podkładzie .

Dzisiaj chciałabym ponowić temat ćwiczeń z pędzlami, jednak tym razem w bardziej praktycznym stopniu i przede wszystkim na właściwym podłożu. Jak już kiedyś wspominałam wybieracie sobie dowolną wielkość podobrazia, dla początkujących polecam mniejsze formaty, i przygotowujecie sobie szkic tego co będziecie chcieli malować. Na początek niech to będzie coś prostego i niewymagającego. Oczywiście na upartego możecie wykonać szkic twarzy bądź znaleźć sobie jakieś zdjęcie docelowe. Nie ma znaczenia. Chodzi tylko o to abyście czuli, że poradzicie sobie i z tematem i z przestrzenią. Zajdę sobie sprawę z tego, że posiadacie różne umiejętności i jesteście na różnych etapach, niektórzy prawdopodobnie są dopiero początkujący, dlatego też narzucanie tematu nie ma sensu bo nawet w szkole są klasy i grupy o różnym stopniu zaawansowania. Dlatego też w razie jakichkolwiek problemów z pracą, zawsze możecie mi ją podesłać. Pomogę, dam korektę. Kontakt jest na pasku menu. ;)
Wracając do ćwiczeń, będziemy zaczynać od ostatniego planu, o czym zresztą nawet ostatnio pisałam, czyli od tła. Ustalamy sobie zwykłe, proste i niewymagające tło. Możemy sobie obrać dwa odcienie w jakich będziemy je malować, lub więcej. Naturalnie zaczynamy od nakładania najjaśniejszej tonacji. Do tego celu także warto sobie przypomnieć ruchy pędzlem, jakie ostatnio ćwiczyliśmy LINK, choć nie wszystkie ćwiczenia wypróbujemy od razu i w takiej kolejności. Niektóre będziemy używać tylko w specyficznych momentach. Malarstwo to jeden wielki Misz-Masz ruchów pędzlem, jedna wielka spontaniczna mieszkanka, którą wyczuwa się z czasem. Nie przestraszcie się jeżeli coś wyda się wam chaotyczne. Sztuka bowiem jest chaotyczna, a my artyści mamy za zadanie ją jedynie po swojemu uporządkować. 
Obejrzyjcie filmik. Na nim wszystko jest wytłumaczone i przedstawione krok po kroku.


Tak wygląda ostateczny efekt pracy, choć zapewne u każdego z was będzie on zupełnie inny. Najważniejsze jest jednak by praktyka doszła do skutu ;)

"Masajska Zaduma" 
Naturalnie ilość mieszanych kolorów jest dowolna. Byle wszystko tworzyło jedną całość i do siebie pasowało tonacjami, a przede wszystkim do waszej koncepcji. Uważajcie także na linie graniczne naszego rysunku, który stanowi główny punkt pracy. Cokolwiek by to nie było, czy przedmiot, czy postać, lepiej nie zamalowywać sobie linii, ponieważ na tych liniach później będziemy bazować. Łatwiej w ten sposób będzie nam dopasować się do właściwego kształtu postaci lub przedmiotu i obejdzie się bez poprawek. 
Jeżeli chodzi o pędzel, jego wielkość dobierzcie sobie podług wielkości przestrzeni jaką będziecie mieli  do zapełnienia. Przy wykonywaniu obrysów rysunku warto wybrać nieco mniejszy pędzel, choć dla wprawnej ręki to  nie ma większego znaczenia. Na pewno jest to pomocne na początek. Jeżeli coś wam się jednak zamaluje, nie martwcie się. Wszystko się da poprawić, choć czasem takie poprawki mogą być problematyczne głównie przez to, że zabierają czas. Na szczęście oleje mają to do siebie, że zawsze można wyjść obronną ręką z jakiejkolwiek porażki. Wystarczy poczekać aż farby wyschną i śmigać na nowo.
Niektórzy nie wykonują szkicu ołówkiem a od razu tworzą zarys pędzlem. Inni z kolei robią to węglem. Ja preferuję ołówek, daje mi bowiem możliwość większej precyzji, i zawsze można coś tam podmazać gumką gdy nie wyjdzie, choć jest to ciężkie w praktyce. Czym będziecie chcieli szkicować na płótnie decyzję zostawiam wam. A ja tymczasem znikam, bo książki czekają ;) 



Czytaj Więcej »

czwartek, 12 września 2013

Wernisaż

"Mały Misz-Masz, czyli artystyczny Kogel-Mogel"


Kolejny wernisaż odbył się 10 września o godzinie 18.30 w Sosnowcu w Centrum edukacji i wychowania młodzieży młodzieży- KANA, na ulicy Legionów 10. Przyznam się szczerze, że termin wtorkowy strasznie mnie rozleniwił i w ogóle nie odczuwałam presji związanej z imprezą. Naturalnie do czasu....kiedy to wszyscy zaproszeni gości zaczęli się zjawiać z prędkością światła i nie zdążyłam zjeść swoich pierogów ze szpinakiem, które miały być moim obiadem, jako że stawiłam się na miejsce zaraz po pracy - głodna. 
Rozpoczęcie wernisażu odbyło się nieco po czasie, w kawiarence Kany, gdzie to pani Linda Hofman, jako mistrz ceremonii wygłosiła elokwentne przemówienie. 



Niestety moje okazało się być jednym wielkim bełkotem o niczym, jako że wszystko co mogłam powiedzieć zostało wypowiedziane za mnie i ostatecznie wyjąkałam co miałam wyjąkać  a następnie wszyscy udaliśmy się na piętro, gdzie rozwieszone były prace. 






I jak to bywa na takich imprezach, poznałam przemiłe nowe osoby a także mogłam gościć tych, którzy zrobili mi wspaniałą niespodziankę swoją obecnością, a których bardzo długo nie widziałam. Spora dawka rodziny także przewinęła się przez korytarze a ostatecznie wszyscy wylądowaliśmy z powrotem w kawiarence. I jak to bywa w takich sytuacjach, każdy stolik gromadził innych znajomych, więc każdy musiałam "zaliczyć".



 Z czasem została nas gromadka, tak więc skupiliśmy się w jednym miejscu i kontynuowaliśmy przebieg wydarzeń. Niestety czas mijał bardzo szybko  a kawiarnia czynna była do godziny 21.00, tak więc pół godziny wcześniej wszyscy zebraliśmy walizeczki i ulotniliśmy się do domów, jako że środa była dniem pracującym, a wyspać się trzeba było. :)


Ja osobiście chciałabym Wam wszystkim podziękować za przybycie. Było mi bardzo miło widzieć znajome twarze  nie tylko z rodziny, ale także z czasów liceum oraz facebooka ;) Przyjemnie było z Wami móc znów zamienić słowo i cieszyć się waszą obecnością. Mam nadzieję, że wszystkim się podobało i wszyscy bawili się równie dobrze jak ja :) 


Czytaj Więcej »

poniedziałek, 9 września 2013

Jak przechowywać podobrazia?

Czyli jak trzymać aby się zachowało

Dzisiejszy post nieco opóźniony, ale niestety od piątku męczyła mnie okropna migrena, przez którą prawie że osiwiałam. Dzisiaj też jestem prawie bliska zgonu kiedy patrzę za okno i widzę tą szarówkę. Nie wiadomo czy to ranek, południe czy wieczór. 
Dzisiaj chciałabym poruszyć bardzo istotną kwestię dotyczącą przechowywania podobrazi, a także obrazów olejnych. Będzie dosyć krótko bo informacje są niewielkie choć bardzo istotne. Na co przede wszystkim trzeba zwracać uwagę kiedy mam kilka obrazów olejnych tudzież podobrazi ? Przede wszystkim podstawową rzeczą, na którą powinno się uważać jest samo płótno. To bardzo delikatna część podobrazia, którą łatwo można uszkodzić. Wiadomo ustawianie obrazu jeden obok drugiego w ogóle mija się z celem. Raz, że zabiera dużą ilość przestrzeni a dwa, że jest zbyteczne. Obrazy bowiem spokojnie można ułożyć w jednej kupce, natomiast należy zwracać uwagę na to by układać podobrazia od największego do najmniejszego i to najlepiej pionowo. Przede wszystkim najbezpieczniej jest kiedy ramy obrazów trzymają się równo opierając o siebie, a ich rogi nie dotykają płótna. Poniżej dwa zdjęcia przykładowe, jak powinno to wyglądać. 


Najlepiej  także jest ustawiać podobrazia namalowaną częścią do wewnątrz, czyli od strony ściany lub o cokolwiek je opieramy. W ten sposób chronimy płótna przed kurzem oraz innymi zanieczyszczeniami. 

Transport podobrazia

Najbezpieczniej jest przewozić podobrazia pionowo tak, jak pokazane jest powyżej. Jeżeli jednak nie mamy takiej możliwości ( wiadomo, że nie każdy ma ogromny samochód ), można również obrazy ułożyć jeden na drugim. Jednak tak jak w poprzednim rozwiązaniu, tak i tutaj należy uważać aby obrazy opierał się na ramach. Jeżeli mamy różne rozmiary podobrazi warto je ułożyć na przemian od największego do najmniejszego. Można płótnem do spodu, w tym przypadku warto podłożyć jakąś czystą szmatę pod ostatni obraz bezpośrednio stykający się z podłożem, albo ułożyć je płótnem do góry. Poniżej przykłady. 

  
W takich ułożeniach lepiej nie przechowywać płócien. Wiadomo, transport jest tylko chwilowy i przez tą chwilę prawdopodobieństwo, że coś się uszkodzi jest nikłe, natomiast przechowywanie prac to czynność wymagająca dłuższego czasu i dlatego też należy obrazom zapewnić pełen komfort i bezpieczeństwo.  
W pierwszym przypadku bowiem bałabym się o losy obrazu, leżącego na samym spodzie, który jest cały czas obciążany i styka się z podłożem, a w drugim z kolei bałabym się o obrazy leżące na samym szczycie  (kurz i inne uszkodzenia mechaniczne ). Również mogą się obrazy ze sobą sklejać, ponieważ taki efekt zostawia werniks, mogą zostać ewentualne ślady po ramach, różne odgniecenia itd. Dlatego przechowujemy obrazy pionowo, płótnem do wewnątrz. Jeżeli ktoś ma ochotę to może zakryć wszystko dodatkowo szmatą.

Jak nie należy postępować z podobraziem

Przede wszystkim jeżeli chodzi o przechowywanie, nie wolno opierać obrazu o same płótno, a już w szczególności od strony wewnętrznej. Jak widzicie na zdjęciu poniżej, grozi to uszkodzeniem materiału, zrobi się brzydkie wybrzuszenie, które będzie bardzo widoczne i nie wiem czy  jest szansa by to poprawić. Takie ustawianie płócien jest nie dopuszczalne i bardzo ryzykowne. 

Nie Wolno !!!!

Przede wszystkim obchodzimy się delikatnie. Nie uderzamy o płótno, nie opieramy się o nie, nie ważne od której strony, i nie wypychamy go palcami, lub czymkolwiek innym. Nie szorujemy po namalowanej powierzchni, nie ocieramy niczym co mogłoby zostawić rysy. Przecieramy delikatną szmatką. I bardzo ważne jest to, by trzymać podobrazia w miejscu suchym, ze względu na drewniane ramy, które mogłyby nałapać wilgoci i ulec wypaczeniu. Układając obrazy należy także pilnować by ramy były równomiernie o siebie oparte. Krzywo ustawiona rama może z czasem nabrać tej krzywizny na stałe. 

I to by było na tyle. Mam nadzieję, że te informacje się przydadzą. Aby ułatwić dodam od siebie, że ja osobiście traktuje obrazy jak piórka. Mają swoją własną przestrzeń i nikt ani nic nie może jej zaburzyć ;) 


Czytaj Więcej »

czwartek, 5 września 2013

Warstwowość w obrazie olejnym

Czyli jak malować i w jakiej kolejności

W zasadzie to nie wiem od czego zacząć więc może zacznę od początku. Dzisiejszym tematem poruszonym przeze mnie będzie warstwowość w obrazach olejnych, czyli będę pisać o poszczególnych warstwach tworzonych na podobraziu. Niby banalny temat ale bardzo istotny i pomocny podczas stawiania pierwszych kroków w malowaniu olejami. Warstwowość to nie tylko sama ilość warstw nałożonych na płótno, ale także ilość poszczególnych planów na naszym obrazie. To, w jakiej kolejności zajmiemy się realizacją każdego  z tych planów, gwarantuje nam przyjemną pracę i ładny efekt końcowy. Poza tym jest to także udogodnienie techniczne i z praktycznego punktu widzenia bardzo pomocne w malowaniu. 
Przede wszystkim główne warstwy w obrazach to te, które kryją kolejno podobrazie. Do nich zaliczamy podmalówkę, warstwę średnią i wykończeniową. To podstawowa ilość w obrazach, choć są osoby, które nie stosują podmalówek wcale, tylko na gotowo  malują już przy pierwszej warstwie. To jednak zależy od stylu i sposobu malowania. Przeważnie podmalówka jest istotną częścią obrazu olejnego. Pomaga się odnaleźć w kolorach czy światłocieniu podczas nakładania kolejnej warstwy. W związku z tym także należy wziąć pod uwagę warstwy podrzędne, czyli poszczególne plany, które powinno się wykonywać w odpowiedniej kolejności. 
Tworząc podmalówkę, te plany nie mają zbytniego znaczenia. Podmalówkę robimy szybko i bez wdawania się w szczegóły czy dokładności, a przede wszystkim podmalówkę można wykonać całą od razu. Czyli na raz pokryć całą naszą przestrzeń na podobraziu. Plany dopiero zaczynają mieć znaczenie w tej drugiej warstwie - średniej i wykończeniowej, a ich ilość zależy od ilości poszczególnych elementów pojawiających się w naszej pracy. A plany to nic innego jak poszczególne elementy obrazu zachodzące na siebie w odpowiedniej kolejności. Potocznie przyjmujemy, że jest plan pierwszy , drugi i trzeci. Ale może ich być znacznie więcej, zwłaszcza podczas tworzenia i malowania. I tak poniżej przygotowałam ich rozkład w obrazie olejnym oraz opis. 


Plan 1 - włosy i pióra. 
Plan 2 - twarz wraz z uszami. 
Plan 3 - narzuta/płaszcz.
Plan 4 - bluzeczka
Plan 5 - stepy, polana.
Plan 6 - góra mniejsza.
Plan 7 - góra większa
Plan 8 - niebo wraz z chmurami. 

Kolejność wykonywania poszczególnych planów gwarantuje nam zachowanie estetyki w pracy, a wykonujemy je w kolejności odwrotnej, czyli rozpoczynamy naszą walkę od planu, który jest ostatni. W tym przypadku niebo i kontynuujemy kolejno zbliżając się do planu pierwszego, który wykonujemy na samym końcu. Dlaczego w ten sposób? Zawsze warto zająć się najpierw tym, co jest z tyłu i co jest schowane. Ponieważ kiedy dana warstwa wyschnie, możemy śmiało nakładać na nią kolejne nie martwiąc się, że coś się rozmaże. Przypuśćmy, że zaczynamy malować od włosów, to co zrobimy z twarzą? To włosy przecież zachodzą na twarz a nie twarz na włosy. Przypuśćmy, że zaczynamy malować od twarzy. To co robimy z tłem ? Mamy gotową twarz, ale nieskończone tło. Zawsze istnieje duże ryzyko, że coś nam się przytrafi - pryśnie farba lub  po prostu zadrży ręka i wtedy będziemy zmuszeni poprawiać twarz.  Ponad to malowanie wokół twarzy sprawi, że zaistnieją inne pociągnięcia pędzlem, które będą różnić się od reszty tła. Potocznie mówiąc - będzie to brzydko wyglądać. Po co tracić czas na zbędne poprawki ? Lepiej od razu malować, zachowując właściwą kolejność. Tak więc, malujemy od tyłu. Czyli zaczynamy od tego, co jest w tle i kierujemy się kolejno ku przodowi, nakładając kolejne plany na siebie.

Krok Pierwszy

Mając podmalówkę gotową i wyschniętą rozpoczynamy walkę z kolejną warstwą i jej planami. Czyli kierując się powyżej przytoczonymi instrukcjami zaczynamy od tego co jest na samym końcu w tyle. Czyli od nieba. 

Krok Drugi

Mając gotowe niebo, malujemy to co na nie nachodzi i co je pokrywa, czyli zaczynamy od góry większej, czyli nasz numer 7. 












Krok Trzeci

Na górę większą nachodzi góra mniejsza z numerem  6. Tak więc staramy się ją ładnie odtworzyć i przechodzimy do dalszego etapu, czyli malujemy wzgórze wraz z polaną czy też stepami, które są kolejne na liście ( numer 5).











Krok Czwarty

Kiedy wyschnie warstwa polany, czyli ogólnie rzecz biorąc tło, malujemy ubranie, zaczynając od tego co, jest pod spodem - czyli bluzeczki, a następnie malujemy narzutę. 











Krok Piąty

Kolejną rzeczą jest twarz. Przy malowaniu twarzy, jeżeli styka ona się nam z tłem, dobrze jest upewnić się czy tło jest w miarę suche. Jest to bowiem bardzo wygodne, kiedy możemy oprzeć dłoń o podobrazie dopieszczając szczegóły na twarzy. Ponad to kontury twarzy nie mieszają się z kolorem tła.










Krok Szósty

Mając skończoną twarz, malujemy włosy. Należy zwrócić uwagę, że przy wykonywaniu kosmyków, które często zachodzą na twarz, warto mieć tę warstwę suchą. Inaczej nam się kosmyki  rozmażą i nie będą wyraziste. 

Krok Siódmy

Kończymy z kosmykami i malujemy pióra. I to koniec naszej pracy. Naturalnie gdyby pióro nachodziło na włosy, trzeba byłoby  poczekać aż warstwa włosów wyschnie.










Ten schemat powinien wam przybliżyć odrobinę  metodykę pracy w olejach. Tak więc jeżeli będziecie się za coś zabierać zwracajcie uwagę na poszczególne plany i róbcie je kolejno. I bardzo ważna rzecz, nie kopiujcie moich schematów ani prac, wybierzcie sobie coś własnego, coś co wam się spodoba i spróbujcie na tym odnaleźć poszczególne plany i własny schemat odpowiadający waszemu obrazowi. Każdy bowiem różni się w zależności od kompozycji i tematyki, jednak metoda pozostaje taka sama. Ponad to na własnych pracach człowiek uczy się najlepiej ;) Zabierzcie się więc grzecznie do pracy, a ja wam życzę powodzenia. ;)


Czytaj Więcej »

poniedziałek, 2 września 2013

Ćwiczymy ruchy pędzlem...

Czyli początki przeprawy z pędzlami ...

Dzisiaj będzie bardzo krótkie i proste zadanie. Zanim zaczniemy malować na podobraziu, warto poćwiczyć sobie gdzieś na kartce osobno ruchy pędzlem, które są bardzo istotną częścią malowania. Poniżej przedstawię kilka przykładów, które pokażą wam jak ruszać ręką aby dobrze zakrywać płótno kolorem, ale także pokażę parę ruchów, które są bardzo przydatne podczas malowania. Na ich podstawie, z czasem nabierzecie własnych przyzwyczajeń, a także udoskonalicie sobie te ruchy do tego stopnia, że żaden pędzel wam się nie sprzeciwi ;) 
Na początek wybierzcie sobie pędzel, najlepiej średniej grubości, oraz farby. Do ćwiczeń wstępnych nie muszą to być koniecznie oleje. Mogą to być również akryle a nawet i tempery. Nabierzcie farby na pędzel  i bierzemy się do roboty:

Ćwiczenie 1

Wykonujemy płynne ruchy ręką i nadgarstkiem w górę i w dół, nie odrywając dłoni i pędzla od kartki. Stopniujemy prędkość ruchów od bardzo wolnych ku szybkim i zamaszystym. 

Ćwiczenie 2

Robimy to samo jak w ćwiczeniu pierwszym jednak ruchy wykonujemy na boki. Od lewej do prawej lub od prawej do lewej. Nie odrywamy pędzla od kartki i staramy się pracować nadgarstkiem oraz ręką, jednocześnie rozprowadzając farbę po podłożu. Również stopniujemy prędkość ruchów od najszybszych do wolnych.

Ćwiczenie 3

Wykonujemy płynne ruchy we wszystkich kierunkach. Czyli tak jakbyśmy chcieli wykonać pociągnięcia we wszystkich kierunkach świata, tym samym tworząc jakby rozgwiazdę na kartce. Pamiętajcie o tym by nie odrywać pędzla od kartki i starajcie się równomiernie rozprowadzać farbę. Nadgarstek musi być cały czas w ruchu. Jest to dla niego świetne ćwiczenie.

Ćwiczenie 4

Wykonujemy pewne pociągnięcia pędzlem od góry ku dołowi i od dołu ku górze. Pamiętajcie jednak o tym by pędzel dociskać mocniej na starcie a pod koniec pociągnięcia zluzować. To mają być pojedyncze maźnięcia pędzlem, których najmocniejszy punkt nacisku znajduje się na początku.

Ćwiczenie 5

Wykonujemy podobne ćwiczenie jednak pociągnięcia pędzlem układamy na boki. Czyli od prawej do lewej lub od lewej do prawej. Intensywność nacisku jest taka sama jak w ćwiczeniu powyżej. Na starcie mocniej, pod koniec lżej.  

Ćwiczenie 6

Nabieramy na pędzle jaśniejszego koloru niż ten, którym przed chwilą smarowaliśmy po kartce i  wykonujemy delikatne dotknięcia pędzlem na ciemnej, już uprzednio zamalowanej powierzchni. Ćwiczymy dotknięcia samym czubkiem włosia. 

Ćwiczenie 7

Chwytamy za rączkę pędzla prawie na samym jej końcu i wykonujemy dłuższe pociągnięcia lub krótsze, w formie linii  prostej lub fali.  Jest to czynność bardzo wygodna, gdy nie mamy możliwości oprzeć ręki o płótno, jednak dosyć uciążliwa i trudna, wymagająca stabilnej ręki, która cały czas wisi w powietrzu,  dlatego warto poćwiczyć i nabrać nawyk. 

Ćwiczenie 8  

Zmieniamy pędzel na cieniutki. Może być zerowy lub nieco grubszy. Nabieramy na niego farby i chwytamy go  na samym końcu rączki, a następnie  wykonujemy długie i pewne pociągnięcia pędzelkiem. Warto je nieco rozedrgać i układać w różnych kierunkach. To ćwiczenie pomaga w malowaniu np. kosmyków włosów, futra, delikatnych konturów tkanin, a także źdźbeł trawy. 

Poniżej filmik, który pokaże jak i co powinno mniej więcej wyglądać.

Wskazówki 

Warto pamiętać by często obracać pędzel podczas malowania. Dotyczy to płaskich jak i okrągłych pędzli. Na płaskich farba czasem lubi przenikać z jednej strony włosia na drugą. Na okrągłych zawsze gdzieś tam zostanie z drugiej strony i warto to zużyć. Takie obracanie pozwoli wam wyłożyć maksimum farby z pędzla na płótno. Zwłaszcza jeżeli malujecie kosmyki włosów. Obracanie pędzelka wydłuży wam pociągnięcia i będziecie mogli wykonać dłuższe linie.
Jeżeli natomiast widzicie, że na płótnie zostawiacie  za mało farby, sięgnijcie do palety i nabierzcie jej ponownie. I za każdym razem kiedy czujecie taką potrzebę, nabierajcie farbę na pędzel.

Na dzisiaj to tyle :) Mam nadzieję, że rok szkolny zaczął się pozytywnie :) Życzę wam  wszystkiego dobrego na start ! Do następnego miśki ;)



Czytaj Więcej »
----