Cześć kochani ! Jak miną pierwszy tydzień szkoły ? Mam nadzieję, że pomyślnie i powoli rozkręcacie się w nauce ;) Dzisiaj mam dla Was notatkę o kolejnych kredkach - Staedtler Noris Club. Ostatnio już omawiałam kredki francuskie Conte, potem polskie Bambino, a teraz czas na produkt niemiecki.
Żeby nie przedłużać. Kredki te kupiłam w Em-piku, ponieważ przez przypadek rzuciły mi się w oczy. Tak sobie pomyślałam, że może warto je wypróbować, skoro już i tak rozpoczęłam wielką kolorową burzę recenzji.
Tak więc, przytaszczyłam opakowanie do domu, a potem okazało się wiele ciekawych rzeczy, o których będę pisać za chwilkę.
A na początek zdradzę może parę faktów na temat opakowania, które według mnie jest bardzo przeciętne i ani trochę nie przyciąga wzroku, a to że dostrzegłam te kredki na półce, to był na prawdę przypadek. No nie wiem, każdy ma swój gust i opinię. Moja jest taka, że niestety nie lubię papierowych opakowań, ale czasem się zdarzają ładne, o których jeszcze będę mówić przy innych okazjach.
Żeby nie przedłużać. Kredki te kupiłam w Em-piku, ponieważ przez przypadek rzuciły mi się w oczy. Tak sobie pomyślałam, że może warto je wypróbować, skoro już i tak rozpoczęłam wielką kolorową burzę recenzji.
Tak więc, przytaszczyłam opakowanie do domu, a potem okazało się wiele ciekawych rzeczy, o których będę pisać za chwilkę.
A na początek zdradzę może parę faktów na temat opakowania, które według mnie jest bardzo przeciętne i ani trochę nie przyciąga wzroku, a to że dostrzegłam te kredki na półce, to był na prawdę przypadek. No nie wiem, każdy ma swój gust i opinię. Moja jest taka, że niestety nie lubię papierowych opakowań, ale czasem się zdarzają ładne, o których jeszcze będę mówić przy innych okazjach.







