Do użytku czy przeżytku ?
Witam was Dziubaski ! Ostatnio był tutorial więc teraz będzie recenzja. Skoro już lecimy z tym koksem na zmianę to niech tak zostanie do czasu, kiedy mi się nie znudzi. Tak więc parę dni temu miałam przyjemność wypróbowania nowych - innych kredek. Ci, którzy śledzą mnie na facebooku wiedzą, że tymi wybrańcami są Colorino Kids, które dorwałam przez przypadek w Tesco. Postanowiłam odpocząć od ukochanych Bic'ów i spróbować stworzyć coś innymi grafitami. Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami swoim spostrzeżeniami. Tak więc macie prawo zachować milczenie. Wszystko co powiecie może zostać użyte przeciwko Wam. Macie prawdo do adwokata bla, bla, bla....zabrzmiało groźnie, ale uwierzcie mi na słowo, że tak nie jest. :P
Bo tak na dobrą sprawę to nie są złe kredki ale mają i swoje minusy, zresztą jak każde. Zacznę może od opakowania.
- Kolorów 24, czyli taka optymalna ilość jaka mi jest potrzebna i na którą nigdy nie narzekam. Zresztą co tu ukrywać, gama kolorystyczna bardzo ładna i aż mi się zamieniło w oczach gdy na nią popatrzałam.
- Na tylnej części opakowania mamy nakreśloną pełną gamę kolorystyczną, jaka znajduje się w opakowaniu. Innymi słowy - wszystkie kolory jakich potrzebuję do pracy...no może poza fioletem. Brakowało mi akurat tego odcienia, którego często używam ale zmieszałam jeden odcień z drugim i problem zniknął.
- W paczce także znajduje się róż wenecki (łososiowy/ cielisty ), co jest ogromnym plusem, ponieważ mając kolor podkładowy możemy, z pomocą całej reszty, śmigać portrety.
- Miłym dodatkiem jest również kolor złoty i srebrny. Niestety w porównaniu do kredek Lyra Farb-Riese Colorinom brakuje nieco mocy zwłaszcza na kolorowym papierze.
- Bardzo charakterystyczny jest również kształt kredek. Nie są one bowiem okrągłe lecz trójkątne. Dzięki temu ponoć ma się je lepiej trzymać w ręce, choć ja żadnej różnicy nie poczułam. No...może czasem brakowało mi krągłości, ale nic poza tym. ;)
- A teraz wróćmy do tylnej części opakowania i przeczytajmy jakimi zaletami szczycą się te kredki. Są : super miękkie ( super soft ), super mocne ( super strong ), łatwe do ostrzenia ( easy to sharpen ).
- Miękkość - fakt kredki są bardzo fajne w użytkowaniu. Niestety nie są super miękkie, jak je chwali producent a po prostu miękkie. Mnie to wystarczyło w zupełności i również z pewnością wszystkim osobom lubiącym miękkie kredki. Jak wiecie jestem fanką twardszych grafitów ( dlatego lubię Bici ) ale i z miękkimi współpracuję. Z Colorino czułam się natomiast jakbym oscylowała pomiędzy jednym światem a drugim. W każdym razie było przyjemnie - łatwo się nimi rysuje i nie trzeba mocno dociskać do kartki.
- Moc i Siła - ( zabrzmiało jak z reklamy szamponu do włosów :P ) Tu raczej w kontekście wytrzymałości. Przyznam szczerze, że nie bardzo jestem zadowolona. Być może trafiłam na wadliwą paczkę, czy też wadliwą serię przez przypadek i nie mam pojęcia jak to się stało, bo wygrzebywałam opakowanie z miejsca najmniej dotykanego przez klientów, jak to mam w swoim zwyczaju robić. Tak czy siak, po raz pierwszy w życiu złamałam kredkę na pół podczas strugania O.o. Nie potrafię wyrazić swojego rozczarowania tym faktem, a jednocześnie zdumienia, bo jeszcze nigdy w życiu mi się to nie udało i sporą część winy pokładam w trójkątnym kształcie kredek. Złe ustawienie kredki, plus wadliwa sztuka ( a na pewno była, ale o tym za chwilę ) i poszło. Największy ból pojawił się w momencie kiedy uświadomiłam sobie, że to nowa i ledwie zużyta kredka. O.o W dodatku róż wenecki - kolor przeze mnie używany najczęściej. Tak więc musiałam sobie radzić ze świeżo upieczonymi ogarkami - aż przykro.
Niestety jeśli chodzi o wytrzymałość grafitów, także się zawiodłam. Próbowałam różnych strugaczek ale kredki i tak się łamały, czy przy struganiu, czy przy rysowaniu. Zwłaszcza róż wenecki. Ten kolor sypał mi się, raz za razem, na przekór, jakby mi chciał na złość zrobić. - Łatwe do Ostrzenia - Z początku było ciężko biorąc pod uwagę trójkątny kształt. Potem gdy kredka się zaokrągliła na szpicu było znacznie łatwiej, jednak porowatość drewna ( nie umiem tego dokładnie określić - coś z tym drewnem było nie tak ) czasem blokowała mi ruchy i przy każdym struganiu byłam o krok od zawału, że znów poleci grafit.
A teraz trochę na temat współpracy z kredkami i części praktycznej.
- O tym, że kredki są wystarczająco miękkie i że nie trzeba ich zbytnio dociskać już pisałam. Był to również główny powód, dla którego tak bardzo liczyłam na biały kolor. Jak wiecie często podczas pracy z kredkami używam białej kredki akwarelowej, ponieważ jest bardzo miękka i wyrazista. Liczyłam, że skoro Colorino są dosyć miękkie to nie będę musiała zużywać akwarelowej. Okazało się, że biała kredeczka jest miękka ale mało wyrazista, w efekcie czego i tak musiałam sięgnąć po Koh- I - Noora aby nadać połyskom bardziej intensywny odcień.
- W dodatku miałam lekkie trudności z połączeniem ich z kredką akwarelową. Oczywiście udało się ale z lekkim wysiłkiem. Musiałam ją bardzo mocno dociskać.
- Ogólnie kredeczki bardzo dobrze się ze sobą mieszają, chociaż nieco inaczej niż Bici i musiałam się zwyczajnie przestawić na inną jazdę. Myślę, że jest tak z wieloma przyborami. Każde wymagają innego podejścia i innej współpracy.
- Czarna kredka jest dosyć mocna, więc nie musiałam stosować akwarelowego zamiennika.
- Cena za kredki - niewielka. Zapłaciłam niecałe 20,00 zł.
I żeby nie być gołosłownym - poniżej efekt pracy z Colorino Kids.
Tak więc ogólnie rzecz biorąc Colorino to miękkie kredki, z ładną gamą kolorystyczną. Pomijając już wszelkie techniczne minusy, jak kruchość ( która mogła być przypadkowa ), można nimi śmiało śmigać. Osobiście na pewno je wykorzystam w przyszłości do wielu prac. Jednak nadal pozostaję wierna Bic'om - moje gniotsja niełamiotsja :3.













