Witam wszystkich serdecznie ! Ostatnio zniknęłam sobie na jakiś czas, ponieważ wiele różnych rzeczy nagromadziło się w moim życiu ( głównie tych nieprzyjemnych ) stąd też ilość postów uległa zmniejszeniu. Powoli staram się wszystko porządkować ( co pewnie zajmie mi jeszcze sporo czasu ) ale w międzyczasie będę starała się coraz częściej wracać na bloga z nowymi postami. I powoli zaczynam swoją walkę z testowaniem nowych produktów. Szczegóły wyjaśnię w następnej notce, bo jest w tym wszystkim dla Was mała niespodzianka i ... prezent! Tak więc nie przegapcie kolejnego posta! Tym czasem, borem i lasem, dzisiaj przywędrowała do Was recenzja kredek Bruynzeel Sakura Design, którą już od dawna Wam obiecałam.
Bardzo długo polowałam na te kredki a ponieważ nie należą one do najtańszych, czas bardzo mi się dłużył. Ostatecznie udało mi się je kupić w cenie ok. 180 zł. Zdobyłabym je zapewne szybciej gdyby nie wersja opakowania, która była dla mnie istotna tak samo jak zawartość. Bo przecież opakowań metalowych jest sporo, są one popularne i dosyć powszechne. Natomiast wersja "szufladkowa" już nie. A że jestem osobą, która lubi nietypowe i rzadkie przypadki, uznałam że ta wersja opakowania to mój absolutny "must have". I od tego też rozpocznę recenzję.








